piątek, 18 maja 2018

Maść propolisowa z witaminami A,E,F Gorvita

Maść propolisowa z witaminami A,E,F Gorvita
To kolejny produkt firmy Gorvita, który testowałam dzięki uprzejmości agencji CredoPR. Tym razem sięgnęłam po preparat, który uważam, że powinien znaleźć się w każdym domu. To nie tylko zwykły kosmetyk nawilżający. To ratunek dla uszkodzonego naskórka. Wszystkiego dowiecie się z dalszej części recenzji. 




Od producenta:

Skład:

Pojemność: 50 ml
Moja opinia: 
Należę do grona tych, którzy po miód nie muszą biec do sklepu czy pszczelarza. Mamy w sadzie kilka uli, więc złotego skarbu wystarcza dla wszystkich. Niestety osobiście nie przepadam za miodem, a głównie za jego zapachem. Dlatego kosmetyki z dodatkiem miodu, propolisu, jakoś niespecjalnie trafiają w moje gusta. Cóż, zdarza się, ale też nie mówię takim specyfikom stanowczego "nie". Przewiduję odstępstwa od tej reguły :) I właśnie takim wyjątkiem była dla mnie maść propolisowa od firmy Gorvita.

Produkt mieści się w niewielkiej tubce o pojemności 50 ml. Mały rozmiar opakowania, daje nam szansę na zabranie go w podróż, wrzucenie do walizki itp. Mówię wam, taką maść warto mieć przy sobie. To nie tylko kosmetyk, ale fantastyczny preparat do zadań specjalnych. Koi podrażnienia, regeneruje otarty, uszkodzony naskórek. Sprawdzi się świetnie jako produkt do łagodzenia miejsc na skórze po ukąszeniu owadów. Sama przetestowałam maść w wielu ekstremalnych sytuacjach i faktycznie daje radę. Szybko działa, więc na efekty nie trzeba czekać w nieskończoność. Niezbędna na wakacjach!

Zapach maści jest dość intensywny, ale można się do niego przyzwyczaić. Konsystencja preparatu należy do treściwych, więc wystarczy dosłownie odrobina, by maść zadziałała jak trzeba. Dla mnie rewelacja!

Olej kokosowy w żelu Gorvita

Olej kokosowy w żelu Gorvita
Olej kokosowy jest obecnie bardzo modny. Używamy go nie tylko w kuchni, ale i do pielęgnacji ciała, włosów. Osobiście miałam już kiedyś olej kokosowy w czystej postaci, jednak ten w formie żelu jest dla mnie totalną nowością. Pozwólcie więc, że przedstawię wam właśnie taki produkt, który chętnie stosuję regularnie. Bardzo się polubiliśmy. 




Od producenta:

Skład:

Pojemność: 200 ml
Moja opinia: 
Produkt bardzo mnie zaciekawił, bo tak jak wspominałam, olej kokosowy gościł w moim domu, ale właściwie tylko w kuchni, a do pielęgnacji ciała użyłam go może raz, góra dwa. Jednak doskonale wiem, że właśnie ten składnik wpływa pozytywnie na skórę. Co jest wadą takiego oleju? Z pewnością jego tłustość. Olej kokosowy 100%, pozostawia na ciele nieprzyjemną, lepką warstwę. Jak więc wypadł kosmetyk, który olej kokosowy w składzie ma, lecz posiada też strukturę żelu? Jest fenomenalny!

Produkt otrzymujemy w wygodnej, poręcznej, solidnej tubie. Na opakowaniu zamieszczono wszystkie informacje na temat kosmetyku. Wracając jeszcze do tubki, ta została wykonana z miękkiego tworzywa, więc wydobycie resztek, które osiadły na ściankach i na dnie, nie stwarza żadnych problemów. Zamknięcie w postaci klapki też zasługuje na duży plus. To lubimy :) 


Żel zawiera naturalny olej kokosowy, ale również panthenol, alantoinę, a także leczniczą wodę mineralną. To czyni kosmetyk bezpiecznym i co najważniejsze, odpowiednio skutecznym. A jaką ma strukturę? Mnie przypomina raczej lekki krem, a nie typowy żel... Jednak genialnie się rozprowadza i szybko wchłania. Na skórze nie pozostaje tłusty, lepki film. Zapach kosmetyku to raczej sprawa jasna - wyczuwam mocny aromat kokosa. 


 Co taki żel robi z moją skórą? Ano wpływa na nią rewelacyjnie! Dzięki niemu jest odpowiednio nawilżona , odżywiona, miękka i gładka. Kosmetyk sprawdza się świetnie po depilacji, kiedy ciało potrzebuje specjalnego, delikatnego traktowania. Żel Gorvita pozostanie ze mną na dłużej. 

Za kosmetyk dziękuję agencji CredoPR 

sobota, 12 maja 2018

TRESemme - BIOTIN+ REPAIR 7

TRESemme - BIOTIN+ REPAIR 7
Dziś post dla prawdziwych włosomaniaczek. Jeśli lubicie nowinki kosmetyczne, które są przeznaczone do pielęgnacji i stylizacji włosów, to czytajcie z uwagą ten wpis, ponieważ pragnę w nim przedstawić zestaw fantastycznych produktów. Mowa o kosmetykach amerykańskiej marki TRESemme. Marka istnieje od 1948 roku, ale dopiero w kwietniu 2018, kosmetyki trafiły na nasz rynek. Wiecie co? Już zdążyły podbić serca wielu kobiet w tym także i moje. 

Marka TRESemme oferuje kilka linii pielęgnacyjnych. Jest więc w czym wybierać. Każda z nas znajdzie w poszczególnej grupie coś dla siebie. A oto i one:

Słabe. Łamliwe. Suche. Nigdy więcej. Nasza nowa kolekcja TRESemme Biotin+ Protect 7 z biotyną podczas jednego mycia usuwa 7 rodzajów uszkodzeń, na jakie narażone są włosy podczas stylizacji. Dzięki temu możesz śmiało sięgać po kolejne, nowe fryzury!  

Masz dość puszących się włosów? Unowocześniona formuła z luksusowym olejem marula zapewnia nie jedną, ale 5 wygładzających korzyści. Nadaje ona włosom jedwabisty połysk i ogranicza puszenie się aż na 72 godziny.

Nie możesz znaleźć produktu, który jednocześnie zapobiega puszeniu się włosów i dba o ich kolor? Wypróbuj to. Nasza nowa kolekcja TRESemme Keratin Smooth Colour zapewnia nie tylko gładki wygląd, lecz także długo utrzymujący się, żywy kolor Twoich włosów.  

Zawsze szukasz produktów inspirowanych naturą? Nie szukaj dalej! Znaleźliśmy sposób na włączenie bogatych w substancje odżywcze składników roślinnych do naszych profesjonalnej jakości formuł. Rezultat? TRESemme Botanique: kolekcja całkowicie wolna od parabenów i barwników, która pomaga odsłonić naturalne piękno włosów. 

Teraz pokażę wam zestaw kosmetyków z pierwszej, wspomnianej przeze mnie kolekcji...  


BIOTIN+ REPAIR 7 SZAMPON


Zacznę może od szamponu, który przetestowałam w pierwszej kolejności. Kosmetyk mieści się w poręcznej, bardzo eleganckiej buteleczce z zamknięciem typu "press". Takie opakowania szamponu lubię najbardziej, bo mogę sprawnie nim manewrować i dozować akuratną ilość. Szampon posiada gęstą konsystencję, dobrze się pieni, nie spływa z dłoni i moich długich pasm. Genialnie oczyszcza włosy i skórę głowy, nie przesusza, nie tworzy siana. Nadaje czuprynie miękkości, blasku. Bardzo polubiłam ten produkt. 

BIOTIN+ REPAIR 7 ODŻYWKA


Odżywkę otrzymujemy w buteleczce o identycznej formie jak ta, zarezerwowana dla szamponu. Sam kosmetyk charakteryzuje półpłynna konsystencja, która sprawdza się jak trzeba na moich włosach. Nic nie spływa z pasm, nie ląduje na podłodze, czy wszędzie tam, gdzie lądować nie powinno. Nie toleruję odżywek o zbyt płynnej strukturze. Ta jest wprost idealna!
Odżywkę aplikujemy po umyciu głowy szamponem i prawie natychmiast możemy ją spłukać. Ja dla pewności, pozostawiam kosmetyk na włosach przez ok. 2 minuty. Odżywka nie obciąża pasm, pięknie wygładza i niweluje puszenie. Z przyjemnością wykorzystam produkt do samego końca i pobiegnę po kolejne opakowanie. 

BIOTIN+ REPAIR 7 MASKA


Zamknięta w eleganckim, bardzo poręcznym słoiczku, nie sprawia żadnych problemów podczas aplikacji. Jest bardziej gęsta, ale jednocześnie mega wydajna. Wystarczy mi na długo, ponieważ na jednokrotne zużycie, nie trzeba jej wiele. Maska tworzy na mej głowie efekt "wow". Przepięknie wygładza, odżywia i nawilża zniszczone, zmęczone suszeniem i prostowaniem pasma. Tak samo jak poprzedni kosmetyk, nie obciąża, nie wywołuje nalotu łupieżu. Dzięki niej włosy są zadbane i wyglądają tak, jakbym przed chwileczką opuściła salon fryzjerski. Maskę należy trzymać na włosach przez ok. 5 min, co dla mnie jest jedynym małym, ale bardzo maleńkim minusikiem ;) Ot, taka jestem niecierpliwa. Jednak późniejszy efekt wynagradza wszystko!

Ta kolekcja od TRESemme przypadła mi do gustu. Z największą przyjemnością przetestuję pozostałe produkty, a chyba najbardziej jestem ciekawa linii Keratin Smooth. Marka ma w swej ofercie nawet produkty do stylizacji. Ja testowałam lakier...

FREEZE HOLD LAKIER DO WŁOSÓW


Po lakiery sięgam okazjonalnie, ale ten przetestowałam z ciekawości i konieczności. Akurat wychodziłam na imprezę i sięgnęłam po kosmetyk, by ujarzmić swoją niesforną czuprynę. O dziwo, lakier nie posklejał włosów, nie stworzył na głowie paskudnego hełmu. Pachnie też przyjemnie, więc będę go używała z jeszcze większą ochotą. 

A wy znacie kosmetyki marki TRESemme?

Tort bezowy z krążków bezowych od MAKO

Tort bezowy z krążków bezowych od MAKO
Obiecałam wam pokazać w najbliższym czasie kolejny, słodki produkt od firmy MAKO i słowa dotrzymuję ;) Należę do osób, które na pieczeniu niekoniecznie się znają. Coś tam sama stworzę, ale zwykle nie nadaje się to do pokazania np. na blogu, nie mówiąc o świątecznym stole. Jednak z takim produktem, żadna domowa impreza jest mi niestraszna! 

Cukiernictwo Mako Rogowo





Ja i tort to dwie sprzeczności. Kilka podejść miałam i jubileuszowy wypiek zazwyczaj lądował w koszu. No, nie posiadam daru do tworzenia tortów i tyle. Dlatego kiedy potrzebowałam takiego ciasta, musiałam biec do cukierni i płacić miliony monet. Teraz mam w zanadrzu to! Mowa o krążkach bezowych od firmy Mako. 

Muszę przyznać, że dawno tortu bezowego nie jadłam. Dlatego z chęcią wykorzystałam produkt od Mako i przygotowałam taki skromny torcik bez żadnej okazji. A co! Jakoś uporałam się z kremem do jego przełożenia, zaopatrzyłam się w borówki, malinki i listki mięty. Zrobienie takiego tortu zajęło mi... uwaga... ok. 25 min. Zaskoczone? Jeśli potrzebujecie na szybko przygotować torcik, nie chcecie kupować go w sklepie, to takie krążki bezowe będą idealną opcją.


Pozytywnie zaskoczyło mnie szczelne i bezpieczne opakowanie krążków. Każdy blacik jest odpowiednio zabezpieczony, więc nic się nie połamie podczas transportu. Oczywiście podczas przekładania tortu, uważajcie na kruchość bezy.  

Na opakowaniu, producent zamieścił przepisy na dwa torciki, które możecie wykorzystać. Ozdabianie słodkości jest naturalnie dowolną sprawą. Tutaj musicie tylko ruszyć głową i dekorować jak chcecie. Ja preferuję dodatek świeżych owoców, więc na moim torcie znalazł się taki duecik. A wy same pieczecie torty, czy wolicie takie z cukierni?

piątek, 11 maja 2018

Słodycze od Mako

Słodycze od Mako
Dziś wpis idealny do poczytania przy filiżance kawy. Od razu ostrzegam, miejcie przy sobie chociaż jakiś maleńki herbatniczek, bo mam wam do pokazania same pyszności ;) Ja jestem wielką fanką słodkości, co niestety widać, jednak od czasu do czasu każdy z nas ma prawo do drobnych przyjemności. 

 Cukiernictwo Mako Rogowo

Przy tak pięknej pogodzie jaką mamy za oknami, siedząc sobie na świeżym powietrzu z ulubioną książką w dłoni, zajadam się pysznościami od firmy MAKO. To moje kolejne spotkanie z produktami tejże marki. Słodkości z miejsca stały się moimi ulubionymi. Z wielkim bólem serca, podzieliłam się z rodziną resztkami smakołyków, by nie wyjść na sknerę ;) Oto wyroby MAKO, które miałam okazję poznać tym razem...




Wydawać by się mogło, że taka słodkość nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Nic bardziej mylnego! Rureczki są przepyszne i smakują tak jak te, którymi zajadałam się w dzieciństwie.
Na duży plus zasługuje kruchy wafelek i oczywiście puszysta, śmietankowa pianka, jako nadzienie rurki. Na zjedzeniu jednej z pewnością się nie skończy. Rurki nie są zbyt słodkie, zamulające. Idealne do kawki pitej wspólnie z przyjaciółką, czy resztą rodzinki. 





To już prawdziwy hit w moim domu. Pamiętam czasy, kiedy byłam małą dziewczynką i chorowałam... Mama zawsze na pocieszenie, po powrocie od lekarza, kupowała mi takiego ciepłego loda. Momentalnie przestawałam się dąsać, a dobry humor powolutku powracał. Tamte lody były pyszne, a te od Mako smakują jeszcze lepiej! To dla mnie taki powrót do szczenięcych lat.
Chrupiący wafelek w kształcie kubka, plus puszyste, śmietankowe nadzienie i warstwa mlecznej czekolady, to trio doskonałe. Ciepłe lody zniknęły u mnie bardzo szybko. Wszyscy bardzo je polubiliśmy i chętnie sięgniemy po produkt, podczas słodyczowych zakupów. 




Klasyk, ale w troszkę innym wydaniu. Zawsze zajadałam się bezami białymi, bez żadnych dodatków. Jednak te cytrynowe, chyba staną się moją nową miłością. Cytrusowe nuty są tutaj faktycznie wyczuwalne i pasują w przypadku słodkości jak ulał. Sama bezy nie potrafię robić, chociaż spore grono koleżanek przekonuje mnie, że nie ma tutaj nic trudnego. Ja wolę jednak sięgnąć po taką gotową paczkę bez cytrynowych. Można zajadać je solo, ale także sprawdzą się świetnie, jako dekoracja samodzielnie upieczonego ciasta. 
Bezy od Mako są idealnie kruche, świeże i mega zachęcające. Na zjedzeniu kilku się nie skończy. Ja za jednym zamachem potrafię pochłonąć kilkanaście!

A wy lubicie takie słodkości? Zachęcam do zaglądania na stronę firmy MAKO. Mają tam mnóstwo wyrobów, które miłośnicy podjadania chętnie poznają bliżej. Niebawem pokażę wam jeszcze jeden produkt, który mocno związany jest z tym, zaprezentowanym przeze mnie jako ostatni. Obiecuję, będzie równie słodko i przyjemnie ;)

sobota, 5 maja 2018

Trychoxin - kuracja przeciw wypadaniu włosów + szampon

Trychoxin - kuracja przeciw wypadaniu włosów + szampon
Dziś chciałam wam zaprezentować dwa produkty, które z pewnością przydadzą się każdemu, kto ma problem z wypadaniem włosów. Ja po zimie, podczas czesania czupryny, na szczotce odnajdywałam dosłownie garść wyrwanych włosów. Wyglądało to okropnie! Powiedziałam dość i sięgnęłam po coś, co powinno mi pomóc. Przynajmniej taką miałam nadzieję :) W ręce wpadła mi kuracja Trychoxin i szampon. Zacznę może od opisania wam moich wrażeń po testowaniu kuracji...





Nigdy wcześniej nie testowałam takiej kuracji, więc byłam bardzo ciekawa jakie przyniesie rezultaty. Nie należę do osób systematycznych, ale do regularnego stosowania produktu, nikt namawiać mnie nie musiał ;) Po pewnym czasie aplikacja preparatu weszła mi w nawyk.
Opakowanie mieści w sobie aż 24 ampułki, które spokojnie wystarczają nam na miesięczną kurację. Na pudełeczku zamieszczono wszystkie informacje dotyczące składu produktu, w jaki sposób go stosować itp. Tutaj poczytacie więcej na temat Trychoxin



Bardzo, ale to bardzo spodobała mi się forma opakowania, gdzie umieszczono ampułki. Kartonowy "stojaczek" sprawdza się idealnie! Nie przewraca się na półce w łazience, mamy też jasny obraz tego, jak i którą ampułkę powinniśmy teraz zastosować. Bo tutaj ich kolejność nie jest przypadkowa. 

Kuracja została podzielona na trzy fazy... 
* zapobieganie nadmiernemu wypadaniu włosów
*  wspomaganie włosów do odrostu
* wzmocnienie zakotwiczenia włosów



Dziennie stosujemy połowę ampułki, czyli jedna, to aż dwie aplikacje. Na szklanej powierzchni ampułki, widnieje wyraźna podziałka, więc mamy pełną świadomość tego, ile preparatu pozostało jeszcze do wykorzystania na jeden raz. Używanie kuracji ułatwia forma opakowania preparatu... Atomizer sprawnie rozpyla produkt, a nam pozostaje tylko jego dokładne wmasowanie w skórę głowy. 

Metoda stosowania kuracji
+ 6 dni aplikacji
+ 1 dzień przerwy

Kuracja posiada przyjemny, delikatny zapach. Nie pozostawia na włosach nieprzyjemnej, lepkiej warstwy, nie obciąża ich, ani też nie przetłuszcza. Czy działa? Zdecydowanie tak! Po miesiącu stosowania całej kuracji, moje włosy stały się mocne, lśniące i zdrowe. Nie wypadają jak wcześniej, a podczas czesania, na szczotce spotykam tylko pojedyncze kłaczki. Oczywiście musicie być systematyczni w działaniu i nie rezygnować z używania preparatu np. po tygodniu. Miesięczna kuracja przynosi rezultaty i widać to gołym okiem. 

Świetnym uzupełnieniem kuracji jest specjalny szampon...



Od producenta:

Skład:

Pojemność: 250 ml
Moja opinia: 
Szampon mieści się w eleganckiej, bardzo poręcznej i odpowiednio opisanej buteleczce z pompką. Uwielbiam ten typ opakowania, jeśli chodzi o kosmetyki do włosów, a głównie szampony. Ten bez żadnego problemu wydobywam z wnętrza butli. Jedno albo dwa naciśnięcia mechanizmu, uwalniają akuratną ilość kosmetyku do jednorazowego zużycia.


Pieni się jak trzeba, a i konsystencję ma odpowiednią. Nie spływa z dłoni i moich długich włosów. Mogę go rozprowadzić dokładnie, bez konieczności mocnego pocierania, czy długotrwałego rozcieńczania z wodą. Pachnie delikatnie, przyjemnie, chociaż może mało wyraziście. Najważniejsze, że działa!

Szampon mogę stosować codziennie i to bez obaw, że wysuszy skórę głowy. Nie plącze pasm, nie tworzy na głowie siana. Po jego zastosowaniu bezproblemowo rozczesuję włosy. Fajnie myje, pielęgnuje i stanowi idealne uzupełnienie wspomnianej wcześniej kuracji.

Znacie produkty Trychoxin? 

piątek, 4 maja 2018

Wybielająca pasta do zębów Biomed z naturalnym olejem kokosowym

Wybielająca pasta do zębów Biomed z naturalnym olejem kokosowym
Moje zęby nigdy nie były idealnie białe, ale na jakiś czas zrezygnowałam z używania past wybielających. Dlaczego? Bo preparaty tego typu zwyczajnie wywoływały u mnie nadwrażliwość i krwawienie z dziąseł. Obawiałam się więc testowania kolejnej pasty o działaniu wybielającym, ale do produktu Biomed przekonał mnie jego dobry skład. Pomyślałam sobie, że najwyżej nie wykorzystam go do końca. Akurat! Z pastą bardzo się polubiłam i już rozglądam się na stronie sklepu e-fryzjernia.pl, by odnaleźć tam kolejną, którą chętnie poznam bliżej.






Od producenta:

Skład:

Waga: 100 g
Cena: 9.50 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
Ja nie jestem zbyt wybredna jeśli chodzi o pasty. Ma po prostu spełniać swoje zadanie, a co najważniejsze, dodatkowo nie szkodzić. Pasta musi być dla mnie delikatna, aczkolwiek do jej skuteczności nie powinnam mieć żadnych zastrzeżeń. Czy produkt nieznanej mi wcześniej marki Biomed sprawdził się jak trzeba? Czy do niego powrócę? Na wstępie zdradziłam wam, że testowaną pastę bardzo polubiłam. Niepewność była, ale w praktyce wszystko wypadło jak należy.

Pasta oczywiście mieści się w tubce, a jakżeby inaczej ;) Jednak materiał z którego wykonano opakowanie, jest odpowiednio miękki, więc nie miałam żadnych problemów z wyciskaniem pasty z wnętrza. Przed pierwszym użyciem należało zerwać ochronną naklejkę, którą umieszczono na szczycie tuby. To dało mi też pewność, iż mojej pasty nikt wcześniej nie otwierał i nie testował ;)

Pasta zawiera olej kokosowy, więc jak się już pewnie domyślacie, smakowała jak kokos i nim pachniała. Mnie akurat zapach kokosa nie przeszkadzał. Produkt posiada odpowiednio gęstą konsystencję, nie spływa ze szczoteczki, dobrze się pieni. Może nie wywołuje w ustach eksplozji odświeżenia, aczkolwiek świetnie oczyszcza zęby, dziąsła, język. Pasta usuwa przebarwienia, obchodzi się z moimi dziąsłami bardzo delikatnie. Likwiduje nadwrażliwość, a nawet krwawienie, które męczyło mnie przez długi czas. Pasta faktycznie działa na ząbki wybielająco, a pozytywne zmiany widać już po pierwszym jej użyciu. Nie zawiera fluoru, więc mogą ją używać nawet dzieci. Dla fanów kokosa produkt obowiązkowy!

czwartek, 3 maja 2018

Nawilżająca pianka do cery suchej i wrażliwej Eco Lab

Nawilżająca pianka do cery suchej i wrażliwej Eco Lab
Kolejna nowość, którą otrzymałam od właścicielki sklepu e-fryzjernia.pl to produkt do pielęgnacji twarzy. Szczerze powiedziawszy, jest on przeznaczony do innego typu skóry, lecz ostatnio moja cera stała się bardziej kapryśna i na większość kosmetyków reaguje podrażnieniami. Pomyślałam więc, że dobrym rozwiązaniem byłoby zafundowanie jej specyfiku przeznaczonego dla wrażliwców. 







Od producenta:

Skład:

Pojemność: 150 ml
Cena: 15.60 zł do kupienia tutaj
Moja opinia: 
Dawno, a nawet bardzo dawno miałam pewną piankę do mycia twarzy, która jakoś niespecjalnie trafiła w moje gusta. Pozostawiała na skórze tłusty, nieprzyjemny film i wrażenie niedokładnego umycia buzi. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi. Dlatego kosmetyki tego typu obchodziłam szerokim łukiem i zdecydowanie częściej sięgałam po najzwyklejsze żele myjące. Jednak tak jak wspominałam, po zimie moja cera stała się kapryśna i wymagała specjalnej pielęgnacji. Sięgnęłam znów po piankę, ale w wersji dla wrażliwców. Wiecie co? To była dobra decyzja. 

 Pianka mieści się w przyjemnym dla oka, niezwykle poręcznym opakowaniu. Myślę, że spokojnie spakowałabym ją do walizki, bo miałabym stuprocentową pewność, że nic złego się z nią nie stanie. Dozownik jest solidny, uwalnia akuratną ilość kosmetyku po jednym naciśnięciu mechanizmu. Szata graficzna buteleczki jak najbardziej mi odpowiada. 
Pianka nie ma zbyt luźnej struktury. Nie spływa z dłoni, twarzy, dobrze się pieni. Pachnie przepięknie! Dawno nie miałam tak uroczo pachnącego kosmetyku do twarzy. Połączenie nut kwiatowych i owocowych z odrobiną świeżości, daje niesamowitą kompozycję aromatyczną. Ten zapach chyba nigdy mi się nie znudzi. Powąchacie, a same się przekonacie jaki jest cudny! 

W pierwszej kolejności pianeczkę muszę pochwalić za świetny skład. Zero SLS, SLES, silikonów, parabenów , syntetycznych barwników i konserwantów. To wymarzony kosmetyk dla wrażliwców. Produkt Eco Lab radzi sobie świetnie z oczyszczaniem mojej mieszanej, bardzo problematycznej cery. Pianka doskonale domywa, nie pozostawia tłustej, lepkiej warstwy. Nie szczypie w oczy, oraz oczywiście nie podrażnia. Faktycznie lekko nawilża, chociaż od tego mam swój ulubiony krem. Z największą przyjemnością poznam pozostałe pianki od Eco Lab. A wy znacie te produkty?

wtorek, 1 maja 2018

Balsam do opalania NIVEA Protect & Bronze

Balsam do opalania NIVEA Protect & Bronze
Nie przepadam za opalaniem. W ubiegłym roku spiekłam się do tego stopnia, że wyglądałam jak rak. Jednak by chociaż odrobinę nadać swemu ciału brązowy odcień postanowiłam, że nie skorzystam w żadnym wypadku z solarium, a stopniowo i z wielką ostrożnością poddam się działaniu słońca. 
W tym celu rozglądałam się za odpowiednimi kosmetykami, które pozwoliłyby mi uzyskać nienaganną opaleniznę. I tak trafiłam na genialny produkt od Nivea.







Od producenta:

Skład:

Pojemność: 200 ml
Cena: ok. 30 zł
Moja opinia: 
Pogodę mamy ostatnio zmienną, często chmury wygrywają z pełnym słoneczkiem, ale mnie udało się skorzystać z dość mocnych promieni. Polubiłam nawet opalanie, które wcale, ale to wcale, wcześniej nie sprawiało mi przyjemności. Dosłownie bałam się wychodzić na słońce, by później nie leczyć poparzeń. Czerwona, piekąca skóra, to nie to o czym marzę. Zdecydowanie wybieram piękną, delikatną opaleniznę. Nowość od Nivea akurat taką pozwoliła mi uzyskać z czego jestem bardzo zadowolona.

Mamy tutaj lekki balsam, który nakładamy na skórę przed wyjściem na słońce. Butelka ma sporą pojemność, więc kosmetyku spokojnie na jakiś czas powinno nam wystarczyć. Oczywiście należy pamiętać, by balsam nakładać dość obficie i często, a nie tylko raz podczas długich posiedzeń w promieniach. W szczególności, gdy zażywamy kąpieli, wycieramy się ręcznikiem itp. 

Aplikację kosmetyku ułatwia jego przyjemna konsystencja. Nie jest zbyt płynna, nie spływa z ciała, a daje się fajnie rozprowadzić. Balsam wchłania się bardzo szybko i co najważniejsze, produkt nie brudzi ubrań. To już dla mnie ogromne zaskoczenie! Większość kosmetyków do opalania, brutalnie obchodziła się z moimi ciuchami. Potem te paskudne plamy za żadne skarby nie potrafiłam sprać. W przypadku nowości od Nivea, sytuacja wygląda inaczej :)

Kolejnym dla mnie zaskoczeniem, był niezwykle przyjemny zapach balsamu. Wcale nie śmierdzi samoopalaczem, bo zwyczajnie go nie zawiera. Aromat produktu należy do tych delikatnych, miłych dla wrażliwego nosa.   

A jak sprawa wygląda z działaniem? Cóż, ja jestem zadowolona. Po dwóch dniach solidnego opalania, na mojej skórze można dostrzec prześliczną opaleniznę, a nie czerwone placki i złażące fragmenty naskórka. Nic nie szczypie, nie piecze. Preparat zapewnia nam odpowiednią ochronę, posiada SPF 30, więc sprawdzi się na wyjazdach, ale nie tylko. Podczas słonecznych dni warto go mieć przy sobie i stosować do woli. Nie oszczędzajcie na takich balsamach, zaufajcie temu od Nivea, ponieważ faktycznie działa tak, jak obiecuje producent. 

Copyright © 2016 To co kobieta lubi najbardziej... , Blogger