niedziela, 19 listopada 2017

Dove Nourishing Secrets Glowing Ritual

Dove Nourishing Secrets Glowing Ritual
Kosmetyki marki Dove goszczą w mojej łazience non stop. Często sięgam po nie podczas zakupów, chętnie testuję też szybko pojawiające się na rynku, kolejne nowości. Dziś chciałam wam zaprezentować cztery produkty, należące do nowej serii od Dove

Jakiś czas temu trafiła do mnie urocza paczka. Uwielbiam takie niespodzianki, więc bardzo się ucieszyłam na widok sporego pudełeczka. W środku znalazłam nie tylko kosmetyki. Był jeszcze ryż do sushi i prawdziwa, japońska herbatka. 



Dodatkowe produkty nie trafiły do paczki bez większego celu. Nawiązują do Japonii, która w przypadku tej serii, ma ogromne znaczenie. Kosmetyki Dove Nourishing Secrets Glowing Ritual zawierają ekstrakt z kwiatu lotosu i mleka ryżowego, a także cenne składniki odżywcze i nawilżające. 


Wraz z kosmetykami marki Dove, mogłam się przenieść do Japonii i odkryć tajemnicę japońskiego rytuału piękna. Podróż bez wychodzenia z domu? Z tymi produktami zyskujemy taką możliwość.  


W skład serii Glowing Ritual wchodzą cztery kosmetyki. Dwa do pielęgnacji ciała i dwa do włosów. Pozwólcie, że przedstawię wam każdy z tych produktów...



 DOVE NOURISHING SECRETS GLOWING RITUAL, ŻEL POD PRYSZNIC




Skład:

Pojemność: 250 ml
Cena: 9.99 zł
Moja opinia:
 Żel dosłownie wyszarpałam z pudełeczka w pierwszej kolejności. Nie mogłam doczekać się wieczornej kąpieli w jego towarzystwie. Wreszcie ta podniosła chwila nadeszła... Zakochałam się w nowym żelu od Dove na zabój. Czy kiedykolwiek go zdradzę? Kolejny produkt myjący będzie się musiał dobrze starać. Kosmetyk z serii Glowing Ritual póki co, rządzi w mojej łazience.

Żel wyróżnia gęsta, kremowa konsystencja. Genialnie się pieni, dobrze spłukuje, a pachnie... Obłędnie! Zapach wspaniale relaksuje, odpręża. Jest lekko słodki, ale nie do przesady. Sam żel działa rewelacyjnie. Myje, odświeża skórę i nie działa na nią negatywnie. Zero podrażnień, wysuszenia. Na plus zasługuje poręczne opakowanie z zamknięciem na "klik". 

 DOVE NOURISHING SECRETS GLOWING RITUAL, BALSAM DO CIAŁA




Skład:

Pojemność: 250 ml
Cena: 16.79 zł
Moja opinia:
Kolejny genialny kosmetyk z serii japońskiej. Znów jestem zakochana po uszy i ani myślę się odkochiwać. Bardzo, ale to bardzo lubię opakowania większości balsamów od Dove. To też przypadło mi do gustu, ponieważ jest lekkie i poręczne. Nie mam żadnych problemów z otwarciem, czy zamknięciem produktu.

Balsam posiada odpowiednio gęstą konsystencję. Fajnie rozprowadza się na skórze i nie pozostawia po sobie lepkiej, nieprzyjemnej warstwy. Szybko się wchłania, a pachnie bosko! Zapach wyczuwam jeszcze przez długi czas, a nie tylko podczas aplikacji kosmetyku na ciało. Balsam zapewnia mojej skórze idealny poziom nawilżenia i odżywienia. Sprawdza się nawet po depilacji, kiedy skóra wymaga ukojenia. 

Teraz przyszedł czas na prezentację udanego duetu do włosów...

DOVE NOURISHING SECRETS GLOWING RITUAL, SZAMPON DO WŁOSÓW



Skład:

Pojemność: 250 ml
Cena: 12.49 zł
Moja opinia:
Od szamponu nie wymagam jakiegoś szczególnego działania. Powinien tylko nie tworzyć siana na mojej głowie i odpowiednio oczyszczać włosy i skórę. Ten kosmetyk robi coś więcej... Pielęgnuje moją czuprynę i przygotowuję ją na aplikację odżywki z tej samej serii.

Szampon w pierwszej kolejności, (jakżeby inaczej) urzekł mnie swym zapachem. Wyczuwam go na włosach nawet pod koniec dnia kolejnego! Dawno nie miałam tak pięknie pachnącego kosmetyku do mycia głowy. Konsystencja również trafiona w punkt. Szampon dobrze się pieni, a już niewielka ilość, wystarcza na umycie długich włosów. Wspaniale oczyszcza, lecz także nadaje moim włosom niesamowity blask i miękkość. Nie mam żadnych problemów z późniejszym ujarzmieniem czupryny.

DOVE NOURISHING SECRETS GLOWING RITUAL, ODŻYWKA DO WŁOSÓW



Skład:

Pojemność: 200 ml
Cena: 12.99 zł
Moja opinia: 
Odżywka stanowi znakomite uzupełnienie szamponu. W sumie po zastosowaniu właśnie jego, nie mam większych problemów z pasmami, ale dla pewności i lepszych efektów, lubię sięgać akurat po odżywkę. Przeznaczona do każdego typu włosów, nie obciąża i dodatkowo nie przetłuszcza czupryny. Jest kremowa, leciutka, nie spływa z dłoni i włosów. Po wmasowaniu jej w pasma, spłukuje się bezproblemowo.

Dzięki odżywce z serii Glowing Ritual, moje włosy odzyskały miękkość i blask. Są gładziutkie, wyglądają zdrowo i nienagannie. Czeszę je bez najmniejszego problemu, bo końcówki też są wygładzone i nawilżone. Świetny produkt, który mogę wam polecić z czystym sumieniem.

Jestem zakochana w całej tej japońskiej serii. Z pewnością sprawdzę inne kosmetyki z kolekcji Nourishing Secrets. Jednak, to do Japonii będę miała największy sentyment ;) Dove jak zwykle pozytywnie zaskakuje!

wtorek, 14 listopada 2017

Lakier monohybrydowy 1LAK Peggy Sage i lampa Ronney Nina

Lakier monohybrydowy 1LAK Peggy Sage i lampa Ronney Nina
Manicure hybrydowy kusił mnie od dawna. Spoglądałam z utęsknieniem na zestawy startowe, ale jakoś nigdy żaden nie wpadł do mojego zakupowego koszyka. Pewnego dnia trafiła do mnie przyjemna niespodzianka... Paczka zawierała lakier monohybrydowy 1LAK Peggy Sage i lampę - mostek Ronney Nina.


Możecie sobie wyobrazić moją radość po otrzymaniu tak wspaniałej przesyłki. Nigdy wcześniej nie robiłam hybryd, ale kiedyś trzeba było zacząć. Początki zawsze bywają trudne, lecz nie z takim zestawem! 

Marka lakierów Peggy Sage nie mówiła mi kompletnie nic. Nie byłam więc przygotowana na testy produktu. Poczytałam jednak troszkę na temat lakierów monohybrydowych i dziś wiem już wszystko. 1LAK łączy w sobie bazę, kolor i top. Nie musimy więc kupować trzech oddzielnych produktów, bo wszystko mamy w tej jednej buteleczce. Kolorek produktu przypadł mi do gustu. Klasyczna czerwień, ale o odpowiednim nasyceniu.




Lakier posiada odpowiednio wyprofilowany pędzelek. Nie zalejecie nim skórek, nie nabierzecie zbyt dużo emalii za jednym razem. Produkt nie pachnie jakoś drażniąco. Ot, zwykły zapach lakierów do paznokci. Konsystencję też ma bardzo przyjemną, idealną jak dla mnie. Dwie warstwy spokojnie wystarczają na solidne pokrycie. Zero prześwitów i smug. Lakier utwardzałam w następujący sposób: 60 sekund pierwsza warstwa i 120 sekund druga. To w zupełności wystarczyło. 



Lampa nie jest trudna w obsłudze. Jej niewielki rozmiar sprawia, że takie maleństwo zmieści się w każdej szufladzie. Problemem było tylko utwardzanie kciuków: trzeba się nimi zająć w pierwszej kolejności, bo zwyczajnie nie wcisną się pod lampę ;) 






Wykonany manicure wytrzymuje na moich paznokciach ok. 10 dni. Po tym czasie końcówki zaczynają się ścierać, ale lakier nie odpada płatami. Z usunięciem hybrydy nie miałam większych problemów. Pilniczek, aceton, folia aluminiowa i po kłopocie. Po takim zabiegu płytki nie są zniszczone. Lakier kosztuje ok. 40 zł, a lampa ok. 30 zł. 

Jeśli dopiero rozpoczynacie swoja przygodę z hybrydami, ten zestaw będzie dla was idealny. Warto poprosić Mikołaja o taki prezent :) 

poniedziałek, 13 listopada 2017

Herbata owocowa Hipstea

Herbata owocowa Hipstea
Pogodę za oknem mamy taką, że nic tylko siedzieć w domku i popijać gorącą herbatkę. Ja polecam wam taką owocową od Tea & Coffee Rebels. Jest przepyszna i niesamowicie rozgrzewa!
 Znalezione obrazy dla zapytania tea rebels logo





Od producenta:

Waga: 70 g
Cena: 12.99 zł do kupienia tutaj 
Moja opinia: 
 Po raz kolejny mam u siebie herbatę tej firmy w tak pięknym opakowaniu. Już jestem przyzwyczajona, że poza cudowną zawartością, otrzymuje również równie wspaniałe pudełeczko. To z Marilyn Monroe z miejsca przypadło mi do gustu. Jak zwykle, z boku opakowania, zamieszczono ciekawy cytat danej osobistości - w tym przypadku M. Monroe. I jak tu nie rozpływać się nad tak urzekającą oprawą zewnętrzną herbaty ;) 

Herbata owocowa Hipstea, to coś obłędnie smacznego i rozgrzewającego w zimny, ponury dzień. Mamy tutaj mnóstwo pyszności, które wspólnie tworzą zachwycającą mieszankę smakową. Herbatki nie dosładzałam, bo sama w sobie ma mnóstwo przyjemnej słodyczy. Podczas parzenia pachnie w całym domu.

Jeśli macie ochotę na coś tak rozgrzewającego, a jednocześnie gaszącego pragnienie, polecam wam herbatę owocową Hipstea. Oczywiście na stronie sklepu znajdziecie inne, herbaciane produkty. Każdy wyszpera tam coś dla siebie.

czwartek, 9 listopada 2017

Woski Yankee Candle ze sklepu e-fryzjernia.pl

Woski Yankee Candle ze sklepu e-fryzjernia.pl
Palenie wosków Yankee Candle, to moje ulubione zajęcie podczas jesiennych i zimowych wieczorów. Nie ma nic przyjemniejszego od topiącej się w kominku tarty, która uwalnia wybrany przez nas zapach. Niby taka mała, drobna rzecz, a cieszy niesamowicie. Dziś chciałam wam zaprezentować cztery woski. Znajdziecie je w sklepie e-fryzjernia.pl


W pierwszej kolejności przetestowałam...



Wosk wygląda nieco szatańsko ;) Na początku troszkę mnie ta barwa przeraziła. Wiecie, w białym kominku tak ciemny wosk prezentuje się nieco dziwacznie. Może niezbyt zachęcająco i to jestem w stanie zrozumieć. Jednak zapach z miejsca mnie oczarował. Nie zwracałam więc najmniejszej uwagi na kolor wosku, a rozkoszowałam się tym przepięknym, oryginalnym aromatem.

Wosk Midsummer's Night pachnie... męsko.Tak, tak! Zapach tej malutkiej tarty mogłabym porównać do eleganckich, drogich, męskich perfum. To taki zapach zadbanego mężczyzny ;) Intensywny, więc trzeba uważać z dozowaniem wosku. Myślę, że do wąchania tego maleństwa trzeba się przyzwyczaić. Aromat należy do oryginalnych i zwyczajnie nie każdemu podpasuje. Mnie się spodobał. 

SERENGETI SUNSET


To już zupełnie inna kategoria zapachów. Serengeti Sunset należy do grupy rześkich aromatów. Może nie będzie pasował na jesienno - zimowe wieczory, ale warto poeksperymentować. Wosk ma piękny, pomarańczowy kolorek, który zachęca do palenia.

Podczas kruszenia nie pachnie intensywnie. Potem stopniowo roztacza swą wspaniałą woń. Wosk będzie idealny dla osób, które cenią sobie delikatne, ale otulające zapachy. Mamy tutaj ciekawą kompozycję nut egzotycznych i kwiatowych. Na pierwszy plan wysuwają się... mandarynki. Polubiłam to maleństwo i chętnie je palę. 

A CHILD'S WISH


Ten wosk kusił mnie już od dawna. Bo kto z nas nie chciałby chociaż na chwilę powrócić do lat szczenięcych... Kiedy świat wydawał się piękniejszy, problemy jakoś omijały, a jeśli już się pojawiały, to rodzicie pomagali nam je rozwiązać. Wosk A Child's Wish miał więc być dla mnie taką okazją do wspomnień. 

  Tarta w kolorze jasnej zieleni nie pachnie w foli zbyt mocno. Dopiero po odpaleniu pokazuje pazur. Nie jest to jednak zapach bardzo intensywny, a świetnie wyważony. Czuć tutaj świeżo skoszoną trawę, polne kwiaty i... coś jeszcze, co nie potrafię określić. Aromat przyjemnie otula w chłodny dzień i poprawia humorek na sto procent.

FIRESIDE TREATS


Tego wosku troszkę się obawiałam. Dlaczego? Bo nie przepadam za bardzo słodkimi zapachami. Jak wiadomo, opiekane pianki mają swój specyficzny aromat, więc tarta nie do końca musiała trafić w moje gusta. Stało się inaczej! To maleństwo skradło moje serducho. 

Wosk dozowałam bardzo ostrożnie. Maleńki kawałeczek tarty, podczas palenia uwalnia mocny aromat. Nie jest on jednak nużący i mdlący, czego spodziewałam się na samym początku. Oczywiście mamy tutaj słodycz, ale jakże przyjemnie odwzorowaną. Zapach charakteryzuje genialna trwałość. Na drugi dzień, całe pomieszczenie pachnie opiekanymi na ognisku, słodkimi piankami. Ja to kupuję bez chwili wahania. 

Znacie któryś z tych wosków? Może polecicie mi swoje ulubione zapachy YC?

poniedziałek, 6 listopada 2017

Pianka i lakier do włosów od Nivea

Pianka i lakier do włosów od Nivea
Niedawno zostałam obdarowana kolejną paczką od Nivea. Jako ich przyjaciółka często dostaję nowości, które możecie spotkać na półkach w drogerii, albo dopiero będziecie miały możliwość wrzucić je do koszyka za jakiś czas. 



Tym razem w moje ręce wpadły dwa nowe produkty do włosów. Lakier i pianka to kosmetyki, które nie darzę jakąś szczególną sympatią. Staram się nie używać lakierów, bo później moje włosy wyglądają jak siano. Pianki natomiast stosuję okazjonalnie - przed poważniejszym wyjściem. Jednak te dwa produkty postanowiłam przetestować. W końcu mogą przecież powędrować dalej, gdyby jednak nie przypadły mi do gustu. Na szczęście obydwa kosmetyki bardzo polubiłam!





Skład:


Pojemność: 250 ml
Cena: ok.14 zł
Moja opinia: 
Opakowanie lakieru należy do bardzo poręcznych. Odpowiednie wyprofilowanie butelki sprawiło, że kosmetyk dobrze się trzyma, można nim manewrować na prawo i lewo. Dozownik w postaci solidnego atomizera dobrze się sprawdza. Nic się nie zacina, a rozpyla przyjemną mgiełkę. Z tymi aplikatorami lakierów do włosów bywało u mnie różnie. Część już po pierwszym użyciu się nie popisała. 

 Lakier o dziwo ładnie pachnie! To tradycyjny zapach kosmetyków marki Nivea. Aromat nie dusi, nie wywołuje napadu kaszlu podczas korzystania z produktu. Spora liczba lakierów, a może nawet i większość, zwyczajnie odrzuca swoim zapachem. Fajnie, że marka Nivea zadbała wreszcie o nasze nosy ;)

Według mnie lakier jest fantastyczny. Jeśli szukacie takiego o solidnym działaniu, a jednocześnie nie tworzącego na głowie hełmu, to zdecydowanie polecam wam nowość od Nivea. Lakier nie skleja pasm, nie wysusza włosów i skóry głowy. Utrzymuje w ryzach nawet najbardziej wymyślną fryzurę. Jest bardzo wydajny. Czy regeneruje? Cóż, może za krótko go używam, bo nic nie zaobserwowałam.




Skład:


Pojemność: 150 ml
Cena: ok. 14 zł
Moja opinia:
Opakowanie pianki też jest bardzo leciutkie i poręczne, a dozownik działa bez zarzutu. Jedno naciśnięcie mechanizmu uwalnia odpowiednią ilość kosmetyku. Oczywiście, jeśli macie dłuższe włosy, będziecie potrzebowały większej ilości pianki ;) Zapach równie przyjemny, delikatny i długotrwały. No, pod względem aromatów, marka Nivea wykonała kawał dobrej roboty. Można? 

Pianka posiada konsystencję leciutkiego musu. Da się ją rozprowadzić precyzyjnie, odpowiednio wymodelować fryzurę. Kosmetyk nie skleja włosów, nie tworzy sztucznego, tandetnego efektu. Zero obciążenia! Jest blask, miękkość i delikatność pasm. O to mi chodziło! Pianka należy do produktów wydajnych w niewygórowanej cenie. 

Znacie? Lubicie?

środa, 1 listopada 2017

Produkty od Fabryki Firanek i Koronek HAFT

Produkty od Fabryki Firanek i Koronek HAFT
Dom bez firanek i obrusów jest dla mnie domem pustym. Nie wyobrażam sobie mieć na oknach tylko rolety. Czuje się wtedy niekomfortowo, nieprzyjemnie. Jeśli chodzi o obrusy, to najlepiej lubię te klasyczne. Niech będą grube, haftowane, najlepiej w kolorze białym. 

 Haft

Jakiś czas temu otrzymałam genialną przesyłkę od Fabryki Firanek i Koronek HAFT. Jestem zachwycona zawartością paczki chociaż minęło już sporo czasu od kiedy te rzeczy rozgościły się na dobre w pomieszczeniach. Dziś chciałam wam pokazać trzy wspaniałości, którymi ozdobiłam swój dom.







 



Firanka ma wymiary 170cm x 300cm. Trafiła więc do mojego pokoju, bo uznałam, że tam będzie pasowała idealnie. I tak też wyglądała, a nawet nadal wygląda, bo nadal wisi sobie w pokazanym na zdjęciu miejscu. Firanka ma wszytą taśmę do marszczenia, więc nie miałam żadnych problemów z jej umieszczeniem na oknie. 

Żakardowa, bardzo elegancka. Fantazyjny wzorek nadaje jej niesamowitego charakteru. Okno wygląda niebanalnie, przykuwa wzrok, a o to przecież chodzi. Delikatna struktura firanki nie utrudnia dopływu światła słonecznego. Po praniu też wygląda nienagannie, bo oczywiście i pod tym kątem ją testowałam. Teraz kupicie firaneczkę w fajnej promocji, więc zachęcam do wrzucenia produktu do koszyka. 








Nie mam typowego, okrągłego stołu, ale oczywiście i tak jakoś obrusik wykorzystałam. Jest przecież taki uroczy :) W sumie planuje zakup nowego stołu w innym kształcie, lecz nie o tym chciałam teraz pisać. Obrusik żakardowy potrafi zauroczyć. W kremowym kolorze, solidny i mega wytrzymały. Prałam go już trzy razy i wygląda tak samo jak na początku. 

Obrus żakardowy to świetna inwestycja nie na jeden sezon. Ja i moja mama jesteśmy nim zachwycone. Układa się na stole jak trzeba, przylega tam gdzie trzeba, nie odstaje, nie zsuwa się z blatu. Mój stolik ze szklanym elementem, dzięki takiej ozdobie, uzyskał zupełnie inny wygląd. Obrus musicie mieć!






Obrus plamoodporny, jest u mnie obowiązkową rzeczą na stół podczas świąt i imprez. Wiadomo, że przy takich uroczystościach o plamy nietrudno. Zawsze coś się gdzieś wyleje, chlapnie, przewróci. Potem ja, pani domu, muszę z tym wszystkim sobie jakoś poradzić ;) Większość obrusów plamoodpornych które miałam, nie wyglądała zbyt dekoracyjnie. Ten od firmy HAFT jest przepiękny! 

Z tłoczeniami w postaci kropeczek, z delikatnym "zębem" na końcach... Wygląda idealnie i cieszy oko. W zestawie znajdziemy również cztery eleganckie podkładki pod nakrycia. Obrus możemy wyprać bezproblemowo. Nie niszczy się, nie odbarwia. Super sprawa!

Copyright © 2016 To co kobieta lubi najbardziej... , Blogger