niedziela, 16 lipca 2017

Maska nawilżająca do włosów grubych od Wella Professionals

Obiecałam wam recenzję nawilżającej maski, uzupełnienia szamponu, który pokazywałam tutaj i słowa oczywiście dotrzymuję. Po raz kolejny, zachwycam się nowością dostępną w sklepie internetowym e-fryzjernia.pl Nie jestem jakąś wielką fanką marki Wella, ale ta seria zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Nie spodziewałam się nawet, iż będzie tak skuteczna!

 


Od producenta:



Pojemność: 150 ml
Cena: 25.99 zł do kupienia tutaj
Moja opinia: 
Z góry was przepraszam za brak zdjęcia składu kosmetyku, ale był on zamieszczony nie na opakowaniu, a na takiej zwykłej naklejce, która po zmoczeniu wodą, oczywiście odpłynęła w siną dal. Mam więc nadzieję, że same gdzieś odszukacie całą listę. 

A tak pomijając już brak naklejki ze składem, patrząc tylko na opakowanie, można być wyłącznie zadowolonym. Słoiczek jest malutki! Zawiera tylko 150 ml kosmetyku, co uwaga... mnie uszczęśliwiło. Tak, to może się wydawać nieco dziwne. Ja należę do osób, które chętnie testują różne specyfiki do włosów, a odżywki czy maseczki w dużych opakowaniach, nie potrafię wykorzystać w całości. Wiecie, te inne nowości, czekające na swoją kolej kuszą niemiłosiernie ;) W tym przypadku nie muszę się martwić resztkami bo wiem, że wszystko wykorzystam w stu procentach. Sam słoiczek jest leciutki i poręczny. 
 


Maska zachwyca konsystencją. Na moich dość długich, niesfornych włosach, daje się rozprowadzić bez żadnego problemu. Nie spływa z pasm - to najważniejsze. Pachnie mocniej niż szampon z tej samej serii. Zapach przypomina mi o profesjonalnym charakterze kosmetyku. Długo się utrzymuje pod niezmienioną postacią. 

To maleństwo sprawdziło się u mnie fantastycznie. Włosy już po pierwszym użyciu maski zyskały niesamowity blask i gładkość. Nie były jednak oklapnięte, obciążone, a ładnie odbite od skóry głowy i solidnie nawilżone aż po same końce. Dalsze stosowanie kosmetyku przyniosło kolejne korzyści. Czupryna nie sprawia żadnych kłopotów podczas ujarzmiania, włosy się fajnie rozczesują, są sypkie i delikatne. Nawet końcówki przestały grymasić ;) Kto szuka skutecznej maski do włosów kapryśnych, ten w tej od Wella Professionals, powinien upatrywać swojego ulubieńca.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Nowości od Dove - Pianki pod prysznic

Codzienny prysznic lub kąpiel w wannie, to dla mnie najprzyjemniejszy moment. Uwielbiam dłuższe posiedzenia w towarzystwie puchatej piany, ale czasem zwyczajnie nie mam czasu na kąpiel w wannie i wtedy na szybko wskakuję pod prysznic. W każdym z tych przypadków oczywiście wykorzystuję odpowiednie kosmetyki pielęgnujące. W okresie letnim staram się wybierać takie, które nie są zbyt ciężkie, a lekkie i delikatne. 

 Zdjęcie użytkownika Dove.

Ostatnio zakochałam się w trzech nowościach od marki Dove. Wpisują się idealnie w letni klimat. Dlaczego? Bo są mega przyjemne i leciutkie jak chmurka. Miałam przyjemność przetestować trzy pianki pod prysznic. 



Pianki możecie zakupić między innymi w Rossmannie. Kosztują ok. 20 zł, także według mnie, cena nie jest wygórowana. Kosmetyk otrzymujemy w bardzo poręcznym, niezwykle lekkim opakowaniu o pojemności 200 ml. Produkt dozujemy za pomocą pompki. Mechanizm się nie zacina, uwalnia akuratną ilość produktu. Jedno opakowanie, to aż 130 porcji pianki! Jest więc znacznie bardziej wydajna od zwykłego żelu pod prysznic. 


Pianki posiadają rewelacyjną konsystencję. Puchatą i baaardzo przyjemną dla skóry. Rozprowadzają się bajecznie! Dawno nie miałam tak fantastycznego kosmetyku myjącego do ciała. Spłukują się równie dobrze, a nawet lepiej niż tradycyjny żel. 


 Pianki dzięki innowacyjnej formule, wspaniale nawilżają skórę. W żadnym wypadku nie wysuszają, nie podrażniają ciała nawet po depilacji. Nowości marki Dove fantastycznie oczyszczają skórę, nie pozostawiają na niej tłustego, nieprzyjemnego filmu. Od razu po użyciu pianek, staje się jedwabiście gładka, mięciutka i miła w dotyku. Efekt utrzymuje się bardzo długo! Jestem zaskoczona tak silnymi właściwościami pielęgnującymi tych produktów. 

Pianki są dostępne w trzech wariantach zapachowych...

DOVE DEEPLY NOURISHING


Skład:

 Pianka pachnie bardzo delikatnie. Jeśli lubicie kosmetyki Dove, to i ten aromat przypadnie wam do gustu. Ja najczęściej sięgam po piankę Deeply Nourishing w ciągu dnia. Rewelacyjnie odświeża i zapewnia uczucie czystości na dłuższy czas.

 DOVE PAMPERING PISTACHIO


Skład:

 To zdecydowanie słodszy wariant zapachowy. Jeśli jesteście fankami otulających, relaksujących aromatów, kosmetyk Pampering Pistachio będzie dla was idealny. Jak sama nazwa wskazuje, jest tutaj idealnie wyczuwalna nuta pistacji i... magnolii. Dla mnie rewelacja. Po ten produkt sięgam najczęściej wieczorem.

DOVE REVITALIZING PEAR


Skład:

 Moja faworytka. I z tego co mi wiadomo, kobiety ją polubiły. Piankę Revitalizing Pear wybieram na poranną kąpiel lub prysznic. Maksymalnie energetyzuje, pobudza i zachęca do działania. Pachnie cudownie, oszałamiająco! To najprawdziwsza, słodziutka, ale nie przesłodzona gruszka. Uwielbiam ten kuszący zapach, który mógłby występować według mnie, nawet pod postacią perfum.

Znacie te pianki? Na którą skusiłybyście się w pierwszej kolejności? Marka Dove ciągle mnie zaskakuje. Jestem ciekawa co jeszcze wymyślą i już nie mogę doczekać się następnych nowości;) 

sobota, 8 lipca 2017

Nawilżający szampon do włosów grubych od Wella Professionals

Czy wasze włosy w okresie letnim, tak jak moje, przeżywają okres buntu? Puszą się, są sianowate i brakuje im blasku? Jeśli tak, to dziś chciałam wam pokazać odpowiedni dla nich szampon. Po raz kolejny mogłam przetestować "włosową" nowość, którą znajdziecie w sklepie internetowym e-fryzjernia.pl Tak, na ten produkt warto zwrócić szczególną uwagę. 

 




Od producenta:

Skład:

Pojemność: 250 ml
Cena: 19.90 zł do kupienia tutaj 
Moja opinia: 
Moim włosom trudno dogodzić. Już sama nie wiem kiedy zachowują się lepiej. Latem, a może zimą? Albo ich kondycja jest tak masakryczna, iż ciągle wyglądają fatalnie. Fakt faktem ten kosmetyk troszkę je uspokoił. Dawno, nie pamiętam nawet kiedy, stosowałam produkty tej marki. Jakoś przechodziłam obok nich w drogerii, rzucałam okiem na półkę, gdzie się mieściły, a następnie wędrowałam dalej. Cieszę się więc z możliwości poznania kolejnej dla mnie nowości. 

Nie wiem dlaczego, może ze względu na energetyzujący kolor, ale opakowanie szamponu mnie urzekło. Jest takie wakacyjne, a jednocześnie bardzo poręczne i wygodne do manewrowania pod prysznicem lub w wannie. Nie mam żadnych problemów z otwarciem buteleczki, ani tym bardziej z jej zamknięciem. Wszystko działa bez zarzutu. I nawet jeśli opakowanie się przewróci, nic się z niego nie wyleje.



Co do konsystencji, to moim skromnym zdaniem jest trafiona w punkt. Nie za gęsta, nie za rzadka. Z pewnością nie spływa z dłoni i włosów. Szampon dobrze się pieni, a już niewielka ilość produktu wystarcza spokojnie na umycie długich pasm. Pachnie rewelacyjnie. Tak bardzo delikatnie, niezbyt intensywnie - aromat pasuje na letnią porę.  



Szampon stosowałam i nadal stosuję przy każdym myciu włosów. O dziwo jest bardzo wydajny, ale niestety pozostało mi go niewiele. Muszę koniecznie zakupić kolejne opakowanie tego przyjemniaczka. Moja czupryna bardzo się polubiła z taką nowością. Jestem posiadaczką włosów grubych, wymagających solidnego nawilżenia, więc akurat z produktem trafiłam idealnie.

Szampon pięknie nawilża i odżywia suche, zniszczone pasma. Nadaje im miękkości i elastyczności. Działa od czubka głowy aż po same końce. Jednocześnie ładnie odbija włoski u nasady, nie obciąża czupryny. Po jego użyciu nie mam problemów z rozczesaniem, ujarzmieniem pasm. Dodatkowo, po umyciu głowy szamponem, nakładam na włosy maskę z tej samej serii. O niej jednak opowiem wam innym razem.

wtorek, 4 lipca 2017

VITA-C perfekcyjny krem na noc

Nie raz i nie dwa wspominałam wam o kosmetykach od Dermo Future. Uwielbiam ich produkty, a ostatnio mogłam poznać kolejną nowość z asortymentu marki. Akurat kończył mi się krem na noc... Znalazłam skuteczny zamiennik testowanego wcześniej kosmetyku. O wiele lepszy co najważniejsze! 

 




Od producenta:

Skład:

Pojemność: 12 ml
Cena: 13.90 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
Takiej nowości to ja się zupełnie nie spodziewałam. Może nie zaskoczył mnie sam kosmetyk, a jego opakowanie. Nigdy wcześniej, albo nie przypominam sobie, bym stosowała krem zapakowany w takie opakowanie. To niewielka saszetka. Coś na podobieństwo maseczek do twarzy. 

Producent jednak pomyślał i o naszej wygodzie. Na szczycie saszetki znajdziemy odpowiedni dozownik. Dlatego aplikacja kremu należy do łatwych i przyjemnych. Pozostałe resztki nie zasychają, lecz są przechowywane w odpowiednich warunkach. Wszystko przed użyciem jest świetnie zabezpieczone. Mam więc pewność, że do mojego produktu nikt wcześniej nie zaglądał. Duży plus ma u mnie pojemność saszetki. 12 mililitrów to taka ilość kosmetyku, która pozwala na dokładne poznanie produktu, a jednocześnie nie ma szans się znudzić.  


Krem pachnie bardzo delikatnie. Nie kłóci się w związku z tym z innymi kosmetykami. Podczas nocnej pielęgnacji twarzy, często, a właściwie prawie zawsze, nie mam ochoty na mocno naperfumowane specyfiki. Krem posiada leciutką, przyjemną konsystencję. Szybko się wchłania, a na skórze pozostawia delikatną, ochronną warstewkę. To jednak nie tłusty, lepki i nieprzyjemny film.


Krem odpowiednio nawilża i odżywia skórę. Faktycznie nadaje jej zdrowego kolorytu, blasku i świeżości. Już po pierwszym jego użyciu widać piorunujące efekty. Sama nie mam większych problemów z pokaźnymi przebarwieniami, jednak coś tam niepokojącego na swojej twarzy dostrzegłam. Dlatego sięgnęłam po tę nowość od Dermo Future. Kusił mnie także krem ze śluzem ślimaka, ale myślę, że i na niego przyjdzie jeszcze czas. Póki co, wykorzystuje ten z witaminą C. Jestem zadowolona.  

Kosmetyk otrzymałam w ramach akcji "Testuję z Twoim Źródłem Urody"

 FB_IMG_1441630671752.jpg

poniedziałek, 3 lipca 2017

Balsam do ciała z olejkiem z dzikiej róży

Pamiętam, że obok domu mojej babci, zawsze rósł dorodny krzew dzikiej róży. Jej kwiaty pachniały obłędnie. Dziś gdy o tym pomyślę, ten przepiękny aromat ciągle gdzieś jest obecny... Wraca we wspomnieniach i... kosmetykach! Nie jestem wielką fanką zapachu róży w produktach do pielęgnacji ciała. Jednak w przypadku kosmetyku marki Cosnature, powiedziałam mu stanowcze "tak"!

 Znalezione obrazy dla zapytania cosnature





Od producenta:


Skład:
 
Pojemność: 250 ml
Cena: 19.99 zł do kupienia w Hebe, Apteki DOZ, Apteki Cefarm, drogerie Eko
Moja opinia:

 Nie wiem, pewnie to moje uprzedzenia, ale z pewnymi obawami zabrałam się za testy kosmetyku. Dla mnie większość produktów o aromacie różanym pachnie tak, jak niemodne już ciuchy, wyjęte z szafy babci. Cóż, takie ze mnie dziwadło ;) Zaryzykowałam jednak i postanowiłam poznać nowość. Po sukcesie kremu, który pokazywałam wam tutaj, powinnam być zadowolona z kolejnego produktu nieznanej mi wcześniej marki. Czy tak było w rzeczywistości? Tak!

Balsam zamknięto w wygodnym, bardzo poręcznym opakowaniu. Może szata graficzna nie przyprawia mnie o szybsze bicie serca, ale prezentuje się schludnie i nienagannie. Do dozownika przyczepić się nie sposób. Sprawdza się u mnie znakomicie, uwalnia odpowiednią ilość kosmetyku.


Konsystencja balsamu z miejsca zyskała moje uznanie. Przypomina raczej strukturę delikatnego mleczka. Jest jedwabista, nieco jogurtowa. Fajnie rozprowadza się na skórze, a i wchłania niezwykle szybko. Zapach wcale nie odrzuca. To taka róża w nieco innym wydaniu ;) Wzbogacona słodką, pudrową nutą. 


 Balsam sprawdza się u mnie fenomenalnie. Świetnie nawilża i odżywia, przy dłuższym, systematycznym stosowaniu nawet wygładza. Używam go także po depilacji, bo dodatkowo nie podrażnia, nie wywołuje szczypania, a działa łagodząco. Pomimo lekkiej konsystencji, należy do kosmetyków wydajnych. Nie pozostawia tłustej, lepkiej warstwy.

Kosmetyk otrzymałam w ramach akcji "Testuję z Twoim Źródłem Urody"

FB_IMG_1441630671752.jpg

Ekologiczny cukier waniliowy

Nie jestem mistrzem w kuchni, ani też nie uważam się za kogoś, kto potrafi stworzyć fenomenalne dania. Oczywiście gotuje i piekę ciasta, bo zwyczajnie nie da się inaczej ;) Od czasu do czasu przygotuję coś słodkiego. Straszne z nas łakomczuchy, więc bez drobnych przyjemności tego typu się nie obędzie. Ciasta wychodzą mi całkiem nieźle. Dziś chciałam wam pokazać produkt, który przydaje się podczas pieczenia, ale nie tylko. Dostaniecie go w sklepie Stragan Zdrowia.

 Zdrowa żywność | Sklep ekologiczny - StraganZdrowia.pl



Od producenta/Skład:

Waga: 20 g
Cena: 3.25 zł do kupienia tutaj
Moja opinia: 
Z resztek truskawek, postanowiłam przygotować dżem z nutą wanilii. Uruchomiłam więc swój multicooker, a także wykorzystałam produkt ze sklepu Stragan Zdrowia. Muszę wam powiedzieć, że przygotowany dżemik zyskał rewelacyjny smak i aromat. 


Zwykle do wypieków i właśnie dżemów czy konfitur, dodawałam najzwyklejszy cukier wanilinowy. Nazwy brzmią podobnie, bywają często mylone, ale tak naprawdę, to dwa różne produkty. Cukier waniliowy zawiera prawdziwą wanilię, natomiast wanilinowy, to taki tańszy zamiennik - z waniliną lub etylowaniliną. Zgadnijcie, który jest zdrowszy ;)

Produkt marki Amylon ma fantastyczny skład. Tylko cukier trzcinowy i mielona wanilia. Dlatego też jego zapach jest tak intensywny. Idealny dodatek do ciast, ciasteczek itp. Zdaje sobie sprawę, że jest nieco droższy od cukru wanilinowego. Jednak czy warto oszczędzać na takim produkcie? Tutaj lepiej postawić na jakość.

czwartek, 29 czerwca 2017

Winogronowy balsam do ust

Ja wiem, że teraz śnieg nie pada i mróz nie szczypie w policzki. Ale o usta należy dbać o każdej porze roku. Przypominamy sobie o nich w momencie, gdy pojawią się pierwsze problemy. Warto wcześniej dostarczyć im tego, czego najbardziej potrzebują. Może kosmetyku od firmy Coloris?

 logo







 Od producenta:



Skład:


Waga: 11 g
Cena: 11.99 zł do kupienia tutaj
Moja opinia: 
Miałam już wersję malinową, więc przyszedł czas na winogronową. Przyznaję, że to właśnie ta druga spodobała mi się najbardziej. Balsamy do ust ogólnie uwielbiam, ale to właśnie do produktów marki Laura Conti powracam najczęściej. Ten również zyskał miano mojego osobistego hitu. Nie ruszam się bez niego nawet na krok. Przerzucam do torebki, kieszeni spodni. Tak fajny kosmetyk chcę mieć zawsze przy sobie.

Balsam ma ciekawą formę. Coś na podobieństwo "jajeczka", które sprawdza się podczas aplikacji. Ma odpowiednią wypukłość i konsystencję, więc trafia w miejsce przeznaczenia w sposób idealny. Mogę go używać będąc w ruchu, jadąc autobusem itp. Pachnie faktycznie winogronami, a nie chemicznym czymś. Dla jednych ten zapach może być zbyt słodki, mnie odpowiada. 

Balsam nie zbiera się w kącikach ust, nie tworzy na wargach nieprzyjemnej, obciążającej warstwy. Zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia i odżywienia. Łagodzi spierzchnięte, suche usta. Zawiera SPF 15, także na letnie wypady sprawdzi się znakomicie.

Protect & moisture nawilżający balsam do opalania SPF 30

Chyba jak każda kobieta, a z pewnością jak większość kobiet, lubię otrzymywać niespodzianki. Nie muszą to być jakieś wielkie prezenty. Liczą się przecież chęci. Jako przyjaciółka marki Nivea, często jestem zaskakiwana takimi niespodziewanymi darami. Uwielbiam je rozpakowywać ;)

 Zdjęcie użytkownika NIVEA.

W znanym mi doskonale pudełeczku, znalazłam kolejną nowość marki Nivea. Zdradzę wam jeszcze, że tych uroczych opakowań nigdy nie wyrzucam. Pudełeczka się przydadzą, a to stało się nowym mieszkankiem dla podgrzewaczy ;) 


Nie przedłużając, zobaczcie co testuję tym razem i czym tak bardzo się zachwycam. 




Od producenta:

Skład:

Pojemność: 200 ml
Cena: ok. 30 zł
Moja opinia: 
Okazji do przetestowania tego produktu, miałam całe mnóstwo. Nawet dziś musiałam się nim nasmarować, bo słońce przypiekało mocno. Oczywiście nie opalałam się przy ponad trzydziestu stopniach! Jednak nigdy, nawet gdy termometr pokazuje dwadzieścia parę stopni, nie powinniśmy zapominać o ochronie naszej skóry. Tak, zdaje sobie sprawę, że wy to wszystko wiecie, ale warto przypominać i upominać resztę domowników. 

Powracając do balsamu... Ja akurat mam wersję SPF 30, ale w Rossmannie widziałam również takie z ochroną SPF 20, czy 15, a także 50. Każdy znajdzie coś dla siebie. Nowość charakteryzuje troska nie tylko o naszą skórę, ale i o nasze ubrania. Dlatego ten produkt należy do wyjątkowych.

Kosmetyk otrzymujemy w smukłej, charakterystycznej dla balsamów Nivea buteleczce. Zamykamy ją i otwieramy na tak zwany "klik". Przemyślany przez producenta dozownik, ułatwia aplikację kosmetyku. Nic się też nie wyleje przez przypadek w podróży, a przecież ten balsam pewnie niejednokrotnie opuści naszą łazienkę. To ci z niego podróżnik ;)

  
Balsam nie ma zbyt wodnistej konsystencji. Trzeba mu poświęcić nieco więcej czasu, by rozsmarować kosmetyk w sposób idealny. Zapach produktu bardzo mnie zaskoczył. Nie jest nieprzyjemny, jak aromat większości specyfików do opalania. Tutaj mamy jakąś kwiatową kombinację nut, która mi odpowiada.


Balsam może nie wchłania się błyskawicznie, ale nie pozostawia nieprzyjemnej, tłustej warstwy. Oczywiście tworzy na skórze ochronny film, jednak nie jest on lepki i trudny do zaakceptowania. 
Produkt świetnie nawilża i odżywia ciało. Nie dopuszcza do powstawania poparzeń słonecznych. Dzięki niemu nie spiekam raka, a moja opalenizna wygląda idealnie. Skóra nie schodzi, nie jest zaczerwieniona, nie szczypie. Balsam nie brudzi ubrań, a dodatkowo należy do produktów wodoodpornych. Bez niego nie ruszam się opalać ;) Wam gorąco polecam ten specyfik, w szczególności na aktualne, mega upalne lato.