sobota, 11 sierpnia 2018

Suplementy diety od Avet Pharma

Suplementy diety od Avet Pharma
Nie jestem wielką fanka suplementów i nie łykam wszystkiego, co tylko nawinie mi się pod ręce, albo zachęci reklamą w telewizji, internecie. Pewnie więc zapytacie, po co skusiłam się na testy tych suplementów od firmy Avet Pharma? Już wam wszystko wyjaśniam... Jakiś czas temu, pani w aptece poleciła mi ich Bratek Plus. Pamiętam, że ten suplement spisywał się na medal! Dlatego sięgnęłam po trzy kolejne, które aktualnie były mi potrzebne i w sumie nadal są, dlatego do kuracji będę powracała jeszcze nie jeden raz... Ale zacznijmy od początku! Oto trzy produkty, które u mnie sprawdziły się rewelacyjnie.





Od producenta/Skład:


Ilość w opakowaniu: 30 tabletek
Cena: 12 zł do kupienia tutaj
Moja opinia: 
Nigdy czegoś takiego nie miałam, zawsze łykałam najnormalniejszą witaminę C, która też nie zawsze sprawdzała się jak trzeba. A że nawet latem męczą mnie jakieś paskudne, tajemnicze przeziębienia, skusiłam się na zażywanie Aceroli C 250 w formie tabletek do ssania.

I właśnie sama forma tabletek też zaskoczyła mnie pozytywnie. Zawsze łykałam, musiałam popijać tabletkę bądź kapsułkę wodą, a tutaj mogę je ssać. To według mnie super wygodne rozwiązanie. W jednej tabletce aceroli, mamy aż 250 mg witaminy C pochodzenia naturalnego. Oczywiście sam smak tabletki nie należy do wybornych, ale wiśniowe nuty sprawiają, że staje się on naprawdę bardzo przyjemny. Regularne stosowanie Aceroli C 250, przyczyniło się poprawy funkcjonowania mojego układu odpornościowego. Zero przeziębień, a o to przecież mi chodziło. 




Od producenta/Skład:


Ilość w opakowaniu: 60 tabletek
Cena: 11.99 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
 Zawsze czaiłam się na biotynę w aptekach, ale jakoś później o niej zapominałam. Teraz już mam, a właściwie jestem prawie po kuracji suplementem od Avet Pharma. Jestem bardzo zadowolona z działania, ilości tabletek w opakowaniu, a także z dawkowania.

Biotyna Forte 2,5 mg to suplement, który zażywamy tylko raz dziennie. Tabletki są malutkie, więc nie ma żadnych problemów z ich zażywaniem. Nie wywołują też żadnych sensacji żołądkowych itp. Zawartość opakowania, jak już pewnie dobrze policzyliście, wystarcza na ok. dwa miesiące. 

Zapytacie pewnie, czy działa, a ja już przybiegam do was z wyjaśnieniami. Tak, moi kochani, ten suplement naprawdę działa. Przynajmniej w moim przypadku, przy regularnym, codziennym zażywaniu bez żadnych przerw. Wreszcie przestałam gubić włosy garściami, podczas czesania, na szczotce nie zastaje obrazu nędzy i rozpaczy. Będę powracała do tego suplementu w chwilach trwogi.




Od producenta/Skład:


Ilość w opakowaniu: 40 tabletek
Cena: 6.90 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
 Co mogę napisać na temat tego suplementu diety od Avet Pharma? Cóż, również spełnia swoje zadanie i jestem z niego bardzo zadowolona. W tym przypadku, w opakowaniu mamy 40 tabletek, a dziennie możemy zażyć maksymalnie dwie. Ja jednak zostałam przy jednej każdego dnia i wcale nie znaczy to, że suplement nie działał.

Melisa w takiej postaci, jest przeze mnie przyjmowana najchętniej. W moim ogrodzie rośnie maleńka, żywa meliska, ale jakoś herbatka z niej, totalnie nie przypadła mi do gustu. Tutaj nie muszę się martwić smakiem, gdyż wystarczy mi tylko szklanka wody. Melisa Plus nie zadziałała na mnie otępiająco, nie wywoływała senności. Faktycznie czułam się po niej znacznie lepiej, tak spokojniej i... pewniej. 



A wy lubicie zażywać suplementy? Macie do nich przekonanie? 

poniedziałek, 30 lipca 2018

#mojepięknomojahistoria

#mojepięknomojahistoria
Dziś nie będzie recenzji kosmetyków, czy innego produktu. Dziś przygotowałam dla was dość zaskakujący wpis, ale nie znaczy to, że mniej ważny. Jak pewnie doskonale wiecie, marka Dove często tworzy ciekawe kampanie o których faktycznie słychać nie tylko w internecie, ale i w telewizji. Tym razem załoga Dove zainspirowała mnie do podzielenia się swoją historią w odnalezieniu własnego piękna. Jeśli w googlach lub na instagramie wrzucicie hasztag #mojepięknomojahistoria wszystkiego się dowiecie, ale proszę byście do końca przeczytały ten wpis...
 

Wszystkie kobiety są piękne i brzydkie kobiety po prostu nie istnieją. Trudno w to uwierzyć prawda? My zwyczajnie lubimy się zadręczać i wmawiać sobie poszczególne niedoskonałości. A to krzywe nogi, nos, czy inną część ciała, wystający brzuch i boczki. Sama mogłabym wyliczać swoje wady w nieskończoność, ale powiedzcie mi, po co?! Przecież lepiej skupić się na zaletach i to je podkreślać na każdym kroku. Niskie poczucie wartości naprawdę potrafi uprzykrzyć życie. Sama jestem tego wiernym przykładem. Dlatego najlepiej jest pokochać siebie taką, jaką się jest i uwierzyć w swoje piękno!


Tak, wiem, to bardzo trudne. Jednak warto pewnego dnia usiąść sobie w ciszy i spokoju i przemyśleć kilka spraw. Życie mamy jedno i to, jak je przeżyjemy, zależy tylko od nas samych. Jakieś pół roku temu nie potrafiłam patrzeć w lustro. Wolałam przemykać się ukradkiem pod ścianą ;) Myślę, że samoakceptacja przyszła z czasem. Nie przygotowywałam się do tego specjalnie, ale powiem wam, że wystarczyło wyrzucić ze swojego życia kilka toksycznych osób i sytuacja momentalnie się zmieniła. Na lepsze oczywiście! Teraz po ziemi stąpam pewnie i nie boję się jutra!


Dziś potrafię śmiać się z siebie i nie zwracam uwagi na zewnętrzne "niedociągnięcia". Żyję i czekam z niecierpliwością na to, co przyniesie kolejny dzionek. Dlatego Kochane, życzę wam dużo, dużo szczęścia i pogody ducha. Jesteście piękne, tylko w to uwierzcie.

poniedziałek, 23 lipca 2018

Maska do włosów drożdżowa pobudzająca wzrost

Maska do włosów drożdżowa pobudzająca wzrost
Pozostając w temacie włosów, dziś mam wam do pokazania kolejny produkt ze sklepu e-fryzjernia.pl, który bardzo polubiłam już po pierwszym użyciu. Jest to kosmetyk rosyjski, znanej w internecie marki - Babuszka Agafia. Kto przegląda instagrama i blogi kosmetyczne ten wie, że produkty wyżej wymienionej marki, święciły i w sumie nadal święcą swoje triumfy. Zyskały grono stałych ulubieńców, które ciągle się poszerza. I ja mogę się zaliczyć do grupy miłośników kosmetyków od Babuszki :) A jak sprawdziła się u mnie testowana maska? Czytajcie dalej!






Od producenta:


Skład:


Pojemność: 300 ml
Cena: 8.40 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
Nie jest to moja pierwsza maseczka drożdżowa. Miałam już kiedyś coś podobnego, ale wierzcie mi na słowo, śmierdziało drożdżami na kilometr. No, dosłownie nie dało się tego zapachu zaakceptować, więc nieco sceptycznie pochodziłam do testów maseczki ze sklepu e-fryzjernia.pl Już po pierwszym powąchaniu kosmetyku przekonałam się, że tym razem będzie inaczej!

Zanim jednak o zapachu, zwróćcie uwagę na bardzo przyjemny dla oka i poręczny słoiczek. Uwielbiam maski do włosów zamknięte w takich opakowaniach, ponieważ zyskuję możliwość stałej kontroli ubywającej zawartości, wiem, ile maseczki mam jeszcze do wykorzystania i kiedy powinnam wybrać się na zakupy, by nabyć kolejny produkt.  


Konsystencję maski nie uznaję za idealną, ale do wszystkiego idzie się przyzwyczaić. Kosmetyk lubi spływać z włosów i dłoni, więc trzeba uważać podczas jego aplikacji. Na szczęście maskę trzymamy na włosach maks dwie minutki, także nie powinno być tak źle. Na moje długie pasma nie trzeba jej wiele, w związku z tym jestem zadowolona z wydajności testowanego produktu.  


Powracając do zapachu, maska zaskoczyła mnie bardzo przyjemnym, słodkim aromatem, który wcale nie przypomina drożdży. Na włosach jest wyczuwalny przez długi czas, ale też nie kłóci się z zapachem pozostałych kosmetyków pielęgnacyjnych. Bardzo polubiłam ten aromacik, a takiego miłego naprawdę się nie spodziewałam. Naturalnie nie sam zapach jest tutaj najważniejszy, bo najistotniejsze jest oczywiście działanie kosmetyku.

Od maski nie oczekiwałam poprawy wzrostu moich włosów, więc pod tym kątem niczego wam nie stwierdzę. Bardziej nastawiłam się na działanie nawilżające, a na tym polu rosyjski produkt spisuje się fenomenalnie. Genialnie odżywia pasma aż po same końce. To właśnie na końcówkach zależało mi najbardziej i o dziwo, one poddały się działaniu maski. Cała czupryna po regularnym używaniu kosmetyku wygląda jak trzeba. Włosy są miękkie, delikatne, wygładzone, błyszczące, a jednocześnie nie obciążone i nie oklapnięte. Oczywiście maska nie wywołuje nalotu łupieżu. Ma w składzie sporo dobroci, więc dla fanów naturalnych kosmetyków będzie w sam raz. 

Kto zna? Kto testował?

sobota, 21 lipca 2018

Nivea, Suchy szampon dla brunetek Fresh Revive

Nivea, Suchy szampon dla brunetek Fresh Revive
Bardzo lubię suche szampony i zawsze muszę mieć jakiś w swojej kosmetyczce. Cóż, zdarza się, że umycie głowy jest niemożliwe, a przecież trzeba jakoś wyglądać i nie straszyć ludzi na ulicy. Właśnie w takich sytuacjach sięgam po suchy szampon. Okazjonalnie oczywiście, a nie non stop :) Tym razem postawiłam na produkt od Nivea. Jest to nowość w ofercie marki, więc z jeszcze większym powerem zabrałam się za testy. 

SUCHY SZAMPON DLA BRUNETEK FRESH REVIVE




Skład:

Pojemność: 200 ml
Cena: ok. 16 zł
Moja opinia:
Bardzo, ale to bardzo spodobała mi się szata graficzna nowego produktu od Nivea. Wygląda rewelacyjnie, tak wakacyjnie i zachęcająco. Sama buteleczka szamponu nie jest jakaś wyszukana, ale ta grafika naprawdę się wyróżnia i na taki produkt zwróciłabym uwagę w sklepie w pierwszej kolejności. 
Jeśli chodzi o sprawy techniczne, to dozownik działa bez zarzutu. Ani razu nie dał plamy, dosłownie i w przenośni. Atomizer równomiernie rozpyla kosmetyk, a nie strzela na prawo i lewo jednolitą strugą białej mgiełki. Wiecie mam nadzieję o co mi chodzi. Co ważne, nie muszę też zbytnio się z nim siłować, bo wystarczy delikatny nacisk na aplikator. Buteleczką można swobodnie manewrować.


Jeśli chodzi o zapach produktu marki Nivea, to jest on o wiele przyjemniejszy od zapachu suchych szamponów, które miałam okazję poznać. Aromat mogę zaliczyć do delikatnych i nie kłócących się np. z perfumami, czy kosmetykami pielęgnacyjnymi. Oczywiście jest wyczuwalny i to przez cały dzień, ale z pewnością nie dominuję i z tego się bardzo cieszę. 

Wybrałam sobie wariant szamponu dla brunetek, ale jeszcze jest taki przeznaczony dla szatynek i blondynek. Fajnie, nie? W taki sposób każda z nas może sobie dobrać właściwy produkt. A podział na kolor włosów nie jest tutaj przypadkowy. Ten suchy szampon ma nam ożywiać odcień pasm. Ciekawe rozwiązanie, chociaż nie ukrywam, że takiego działania nie wymagam od suchego szamponu. Zdecydowanie ważniejsze jest dla mnie odświeżenie pasm i brak podrażnień, czy swędzenia skóry głowy. Ten suchy szampon i na tym polu spisuje się genialnie. Dzięki niemu włosy wyglądają naprawdę ładnie, nie są sztywne i posklejane, uraczone białym pyłem. Oczywiście później musimy umyć głowę, ale w razie draki, taki szamponik warto mieć przy sobie. 

czwartek, 19 lipca 2018

Kosmetyki Moje Auto w natarciu!

Kosmetyki Moje Auto w natarciu!
Dziś zupełnie inny wpis, chociaż mający w sobie coś z kosmetyków. Tym razem nie będą to jednak produkty do pielęgnacji mojej skromnej osoby, a służące do "ogarnięcia" mojego kochanego autka. Przyznam się wam, że nie przepadam za jazdą samochodem. Dokładniej rzecz ujmując, nie lubię prowadzić, lecz o czystości swoich czterech kółek pamiętam zawsze.

 

W tej recenzji chciałam wam zaprezentować dwa produkty od firmy Amtra. Będą to dwa kosmetyki z linii Moje Auto, która swą premierę miała w roku 2004. Kosmetyki Moje Auto były wielokrotnie nagradzane, poleca je nawet mistrz czterech kółek, Kajetan Kajetanowicz. Dlatego z wielką przyjemnością przetestowałam preparaty, a dziś przybiegam do was z ich recenzją.



Nie lubię myć okien, a co dopiero szyb w samochodzie. Jednak czysta szyba auta, to jednocześnie inwestycja w bezpieczeństwo nasze i ludzi, którzy poruszają się na drodze. Przez umazane lusterka, czy właśnie szyby, zbyt wiele nie widzimy, więc o wypadek i nieszczęście nietrudno. Dlatego zawsze pamiętam o czyszczeniu tych części samochodu, chociaż nie przepadam za tym zajęciem. Jednak z preparatem Moje Auto, znienawidzona praca staje się o wiele przyjemniejsza.

Mamy tutaj piankę, którą zamknięto w poręcznej, przeźroczystej buteleczce z atomizerem. Uwielbiam takie opakowania środków czyszczących, ponieważ mogę sobie swobodnie nimi manewrować i dozować akuratną ilość preparatu. Sama pianka jest wodą, ale przy przejściu przez mechanizm dozujący, zamienia się w puchatą, białą piankę. Wystarczy jej niewiele, by szyby dosłownie lśniły.

Pianka nie wydziela drażniącego zapachu. Radzi sobie fenomenalnie z mocnymi zabrudzeniami. Dla niej nie ma rzeczy niemożliwych. Co ważne, pianka sprawia, że szyby brudzą się wolniej, a po deszczu nie pojawiają się zacieki. Super sprawa! Dawno nie miałam tak skutecznego kosmetyku do czyszczenia auta.

A to drugi pomocnik...




Coś takiego testowałam po raz pierwszy, ale już dziś wiem, że preparat zostanie ze mną na zawsze. Nie wiem, jak ja wcześniej radziłam sobie z usuwaniem insektów z karoserii auta, szyb itp. Specyfik jest genialny! Tutaj też mamy wygodną, poręczną buteleczkę z atomizerem, który sprawnie i idealnie rozpyla akuratną ilość preparatu. Sam preparat nie pachnie drażniąco, nieprzyjemnie. Dla nas, kobiet, to niezwykle ważne :)

Postępując zgodnie z zaleceniami producenta, możemy być tylko zadowoleni z uzyskanych efektów. Auto dosłownie lśni! Tablice rejestracyjne, z którymi zawsze miałam problem, bo były zawsze niesamowicie brudne, teraz dosłownie migoczą w promieniach słoneczka. Zero niepotrzebnego tarcia szmatką, namaczania wodą itd. Jedno spłukanie po minucie działania preparatu wystarcza. No chyba, że zabrudzenia są mocne, zaschnięte, a insektów jest więcej, to wtedy należy czynność powtórzyć. Trzeba tylko pamiętać, by czyszczona powierzchnia nie była nagrzana. Preparat oczywiście nie odbarwia, nie robi jakichś psikusów na karoserii. Wiecie co? Myłam nim nawet ramy okienne i jestem zachwycona w jak szybki sposób zniknęły zabrudzenia. Coś niesamowitego!

A to mała próbka tego, co potrafią preparaty Moje Auto...








I co? Jesteście przekonani? Gorąco i z czystym sumieniem polecam wam kosmetyki z linii Moje Auto. W zanadrzu mam przygotowaną recenzję kolejnych preparatów firmy Amtra, także zaglądajcie na bloga w poszukiwaniu nowości.   

środa, 18 lipca 2018

Olejek w balsamie Kwiat Pomarańczy

Olejek w balsamie Kwiat Pomarańczy
W ten paskudny, deszczowy i smutny dzień, przychodzę do was z recenzją nowego kosmetyku od Nivea, przeznaczonego do pielęgnacji ciała. Na lato lubię zmieniać swą kosmetyczkę, wybierać produkty lekkie, nie pozostawiające tłustego, nieprzyjemnego filmu. I taki też jest nowy olejek w balsamie marki Nivea... To drugi wariant zapachowy tego specyfiku, który miałam okazję przetestować.

OLEJEK W BALSAMIE KWIAT POMARAŃCZY I OLEJEK AWOKADO





Od producenta:

Skład:

Pojemność: 200 ml
Cena: ok. 18 zł
Moja opinia:
Nivea lubi rozpieszczać swoje przyjaciółki. To kolejna paczka od marki, a jej zawartość przetestowałam z największą przyjemnością. Tak jak wspominałam wam na samym początku, jest to kolejny wariant zapachowy kultowego olejku w balsamie. Jakiś czas temu w mojej łazience gościł ten z kwiatem wiśni z którym bardzo się polubiłam. Jak sprawdziła się u mnie nowość? Równie dobrze!

Balsamik otrzymujemy w smukłej, bardzo poręcznej i lekkiej buteleczce, która sprawdza się w każdej sytuacji i o każdej porze. Otwieram i zamykam ją bez najmniejszego problemu, ponieważ opakowanie posiada klapkę. Także, gdy zależy mi na czasie, a chcę odpowiednio zadbać o swoją skórę, nie muszę już w popłochu patrzeć na zegarek i tracić cenne minuty na "obsługiwanie" buteleczki. 


Uwielbiam ten balsam za jego konsystencję. Jest leciutka jak chmurka, odrobinę wodnista, jednak fajnie się rozprowadza, nie spływa z ciała. Balsam szybko, a wręcz błyskawicznie się wchłania i nie pozostawia tłustej, lepkiej warstwy. To lubię, a wy? Na lato nie wyobrażam sobie lepszej struktury kosmetyku do pielęgnacji ciała. 


To małe cudo faktycznie pachnie pomarańczami i zapach ten nie jest zbyt sztuczny, nachalny i trudny do zaakceptowania. Działa orzeźwiająco i odświeżająco, długo wyczuwam go na skórze. Jak sprawa wygląda z działaniem? Cóż, balsam nawilża idealne, przynajmniej moją skórę, która ostatnio nie kaprysi, ale też od czasu do czasu wymaga solidnej dawki odżywienia. Kosmetyk marki Nivea sprawia, że ciało staje się przyjemnie gładkie, delikatne. Zastosowany po depilacji nie wywołuje szczypania, czy podrażnień. To produkt który chcę wam polecić, a w szczególności do letniej kosmetyczki. Warto!

niedziela, 15 lipca 2018

Śpij dobrze z Cocomilo

Śpij dobrze z Cocomilo
Sen jest bardzo ważny. Często w natłoku przeróżnych zajęć i obowiązków zapominamy o położeniu się do łóżka o stałej porze, nie czytaniu przed snem maili, wiadomości telefonicznych itp. Tak więc w prosty sposób zaburzamy rytm naszego organizmu. Potem pojawiają się problemy z zaśnięciem, następuje wybudzanie np. w samym środku nocy itp. I o ile pracujemy na nocne zmiany, nie możemy sobie pozwolić na położenie się spać przykładowo o 22, to już zarywając noc dla obejrzenia kilku odcinków ulubionego serialu, jest według mnie czystą głupotą. 

Drugą, bardzo ważną sprawą, jest przygotowanie do snu. Pomieszczenie powinno być przewietrzone, a pościel świeżutka i wykonana z porządnego materiału. A co z poduszkami? Ja przyznam się wam, że sporo poduszek przetestowałam i sporo wyrzuciłam z łóżka ;) Muszę mieć wygodnie! Niestety od jakiegoś czasu, rankiem męczył mnie potworny ból karku, a w upalne dni, skóra głowy była dosłownie mokra. Znalazłam jednak na to sposób... Poznałam fantastyczną poduszkę od Cocomilo, która skradła moje serducho już pierwszej nocy.

 






Cena: 46 zł 28 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
Możecie mi wierzyć, fanka takich wynalazków ze mnie żadna. Dla mnie bardzo ważna jest wygoda podczas snu, a miałam jakieś takie dziwne wrażenie, że taka poduszka z łuską gryki wcale nie będzie odpowiednia do spania, bo zacznie uwierać, zbijać się, spadać z łóżka itp. Nic bardziej mylnego! Już pierwszej nocy z poduszką od Cocomilo przekonałam się, iż moje obawy były totalnie bezpodstawne. 

Ja wybrałam sobie poduszkę w rozmiarze 40/50, ale w ofercie firmy znajdziecie jeszcze inne warianty. Najmniejszy to 30/40, a największy 50/60, więc każda z was znajdzie dla siebie coś akuratnego. Osobiście zdecydowałam się na średni rozmiar, który po prostu pasował do mojego łóżka. Lubię puchate, wysokie poduszki, więc ta na samym początku wydawała się być zbyt płaska. I znów przeżyłam spore zaskoczenie. Łusek gryki jest w środku tyle, że poduszka wcale nie jest dla mnie za niska. Producent pomyślał o zamku wszytym w poszeweczkę, więc możecie sobie samodzielnie odsypywać, czy dosypywać odpowiednią ilość łusek. Oczywiście w ten sam sposób opróżniamy zawartość poduszki w celu jej wyprania. Super sprawa, no nie?




O zaletach tej poduszki, producent pisze tutaj. Ja jednak z własnego doświadczenia mogę wam powiedzieć co nie co na jej temat. Pierwszy sen w jej towarzystwie był... dziwny, ale fajny. Poduszka oczywiście przy ruchu głowy nieco szumi, ale mnie to w zupełności nie przeszkadza. Zawsze można naciągnąć na nią dodatkową poszewkę. Obecnie tak przyzwyczaiłam się do niej, że nie potrafię bez podusi Cocomilo zasnąć. Skończyły się bóle szyi, skóra głowy nie jest również spocona. Zamierzam zakupić kolejne sztuki dla pozostałych członków rodziny. Teraz na stronie Cocomilo, jest fajna promocja na podusie z łuską gryki, więc na zakupy wybiorę się jak najszybciej :)


Copyright © 2016 To co kobieta lubi najbardziej... , Blogger