czwartek, 19 września 2019

TRESemme - partner na New York Fashion Week

TRESemme - partner na New York Fashion Week
Nie wiem czy wiecie, ale właśnie trwa New York Fashion Week - święto dla osób kochających modę, lecz nie tylko. Partnerem tego wspaniałego wydarzenia jest marka TRESemme. Kosmetyki tej firmy osobiście znam doskonale i myślę, że i wy również. Jeśli jednak nazwa marki nie mówi wam zbyt wiele, to gorąco zachęcam was do przejrzenia moich wpisów na temat produktów TRESemme, między innymi tutaj.



Dbanie o włosy jest niezwykle ważne o czym mogłam przekonać się wielokrotnie. Zadbana czupryna, dodaje kobiecie pewności siebie i świadczy o niej samej. Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu mając tłuste, oklapnięte włosy. Brr... masakra! Wszak mamy na rynku między innymi suche szampony, które pozwalają kobiecie uratować czuprynę w różnych sytuacjach. 



Ja gorąco mogę wam polecić suchy szampon od TRESemme. Ten należy do serii Voluminous Lock. Jest to moje kolejne opakowanie tego produktu, ale nie ostatnie - zapewniam. Kosmetyk jest banalnie prosty w obsłudze, a działa fenomenalnie. Wystarczy tylko nanieść go na włosy, wetrzeć, rozczesać pasma i dowolnie wystylizować fryzurę. To wszystko! Prawda, że szybko i łatwo? Na ten suchy szampon moje włosy reagują bez zastrzeżeń. Dzięki niemu błyskawicznie odzyskują świeżość i objętość, przestają być oklapnięte i pozbawione życia. Szampon nie skleja pasm, nie pozostawia białego nalotu. Bardzo się polubiliśmy i to od pierwszego użycia.


Kolejne cudo po które sięgam regularnie, to termoochronny spray do włosów z olejem Marula - TRESemme Keratin Smooth. Kosmetyk pokochałam między innymi za jego przepiękny, cytrusowy zapach, który totalnie zaskakuje i przekonuje do produktu. Spray skutecznie chroni włosy przed uszkodzeniami podczas ich suszenia, kręcenia, czy prostowania. Dzięki niemu moje pasma nie przypominają siana, nie elektryzują się i są przepięknie wygładzone. 


 Każdy z kosmetyków marki TRESemme, to wysoka jakość i faktyczna skuteczność. Bardzo lubię te produkty, nie tylko do stylizacji włosów, ale także do ich pielęgnacji. Szampony, odżywki, maski - mogę je tylko polecać!

niedziela, 15 września 2019

Body scrub od LaQ

Body scrub od LaQ
Lubicie peelingi? Ja ubóstwiam, chociaż kilka lat temu nie do pomyślenia było, bym na swoją skórę nakładała coś takiego. No taka byłam dziwaczna ;) Potem na szczęście mi przeszło i teraz dwa razy w tygodniu, traktuję swoje ciało i cerę czymś ostrzejszym. Uwielbiam ten późniejszy stan skóry, jej gładkość i miękkość. Dlatego z przyjemnością testuję nowe peelingi i dzisiejszy wpis będzie dotyczył właśnie takiego cudeńka, które zakupicie w sklepie e-fryzjernia.pl O tym miejscu mam nadzieję, że słyszeliście, a jeśli nie, to gorąco zachęcam was do odwiedzin. 

Żel pod prysznic Kiwi & Winogron - LAQ





Od producenta:


Skład:


Pojemność: 200 ml
Cena: 17.99 zł do kupienia tutaj
Moja opinia: 
Nawet diament wymaga oszlifowania... Taki napis odnalazłam na opakowaniu tego produktu. Jakże mądry i trafny. Po raz kolejny mogłam poznać kosmetyk tej marki. Od LaQ miałam już żel pod prysznic, który pokochałam już po pierwszym użyciu. Teraz przyszedł czas na poznanie zdzieraka, chociaż i pod tym względem bywam wybredna. Trafić na dobry peeling, to też sztuka. Wielokrotnie się już przejechałam, zawiodłam i nie raz, nie dwa, nabawiłam paskudnych podrażnień. Jednak z racji tego, że miałam jakieś rozeznanie w kosmetykach LaQ, zaryzykowałam. Dziś nie żałuję swojej decyzji, bo peeling okazał się być po prostu fenomenalny!

Peeling mieści się w uroczym opakowaniu. Ogólnie rzecz ujmując, te pudełeczka z kosmetykami od marki LaQ, są po prostu boskie! Tutaj mamy słoiczek, oczywiście zakręcany, ozdobiony cudowną, śmieszną etykietką. Z racji tego, że forma opakowania jest taka, a nie inna, nie ma żadnych problemów z aplikacją peelingu, nanoszeniem na ciało odpowiedniej ilości kosmetyku. Scrub od LaQ jest raczej treściwy, więc ciężko by było wydobyć go z wnętrza jakiejś tubki. Ma jednak fajny kolorek, a jego zapach, to już prawdziwe mistrzostwo świata. W całej kompozycji wyraźnie czuć melon, który nie jest jakiś nachalny, a bardzo delikatny i świeży. 

Peeling w swym składzie ma dużo produktów pochodzenia naturalnego. Troszkę obawiałam się tej gliceryny roślinnej, ale w praktyce nie było źle. Zero tłustej, lepkiej warstwy, a solidne i porządne zdzieranie - oczywiście bez podrażnień. Kosmetyk oczyszcza skórę, nie wysusza, nie wywołuje zaczerwienienia. Radzi sobie znakomicie z martwym naskórkiem. Mogę go stosować nawet dwa razy w tygodniu. To genialny produkt, który polecam wam z czystym sumieniem. 

Serum przeciwzmarszczkowe Buatic

Serum przeciwzmarszczkowe Buatic
Tak sobie myślę, że ten upływający czas nie ma dla nas serca ;) Starzejemy się i nic na to nie poradzimy. Jestem tego zadania, że lepiej zestarzeć się godnie, a nie ostrzykiwać się botoksem i usilnie próbować oszukać naturę ze wszystkich sił. Myślę, że nie tędy droga. Oczywiście warto i należy o siebie dbać, więc dobry kosmetyk to podstawa skutecznej i udanej pielęgnacji. Dziś chciałam wam zaprezentować pewne serum, które mnie przypadło do gustu, chociaż specjalnie ze zmarszczkami jeszcze nie rozpoczęłam wielkiej walki.





Skład:


Pojemność: 50 ml
Cena: 119 zł do kupienia tutaj
Moja opinia: 
Tak jak wspominałam wam wcześniej, jeszcze nie wytoczyłam solidniejszych dział, jeśli chodzi o walkę ze zmarszczkami, lecz coś na twarzy już zaczęło się pojawiać. Muszę przyznać, że całą tą pielęgnacją mojej cery jestem totalnie zmęczona. Dopiero co uporałam się (chociaż na chwilę), z wypryskami i rozszerzonymi porami i już muszę myśleć o zmarszczkach. My kobiety mamy naprawdę ciężkie życie ;) Latka lecą i nasza cera nie wygląda już tak, jak za nastoletnich czasów. Ba, wystarczy rok, a już możemy zaobserwować niekorzystne zmiany na skórze. Dlatego warto poświęcić chwilę czasu na dobór odpowiednich kosmetyków. Ja zdecydowałam się na serum od Buatic. 

Taki produkt nie należy do najtańszych, więc cena może troszkę odstraszać. Do tego mała buteleczka, też dla niektórych będzie stanowiła przeszkodę. Bo się nie opłaca, bo produkt będzie mało wydajny. Nic bardziej mylnego! W sumie widziałyście dobre sera w dużych butlach i tubkach? Chyba nie, a przynajmniej ja się z takim raczej nie spotykam. Dlatego zaakceptowałam rozmiar kosmetyku i jego cenę. Do tego serum za każdym razem nie aplikujemy w ilości takiej, jak np. tradycyjny krem, więc i wydajność mamy tutaj na plus.

 Serum posiada żelową, bardzo przyjemną konsystencję. Jest przeźroczyste i świetnie współpracuje ze skórą. Szybko, a wręcz błyskawicznie się wchłania i co ważne, nie pozostawia tłustej, lepiącej warstewki. Serum zachwyciło mnie zapachem... W całej kompozycji wyczuwam kwiatowe nuty (piwonia?), które są wyważone pod względem intensywności. Zapytacie pewnie, jak działa ten produkt. Cóż, należy uzbroić się w cierpliwość, lecz już po kilku dniach regularnego stosowania, można dostrzec pierwsze, pozytywne efekty. Skóra jest nawilżona, odżywiona i wygładzona. Jestem więc bardzo ciekawa, jak serum spisze się na dłuższą metę. Sądząc jednak po pierwszych efektach, musi być tylko lepiej!

sobota, 14 września 2019

Japońskie mleczko do ciała

Japońskie mleczko do ciała
Zbliża się jesień, a wraz z nią przyjdzie czas na zmiany w kosmetykach do pielęgnacji i makijażu. Zanim to jednak nastąpi, cieszę się ostatnimi ciepłymi dniami i produktami, które nie przypominają ciężkich maseł, czy balsamów. Warto wykorzystywać ostatnie chwile lata i wybierać jeszcze zapachy orzeźwiające, napawające energią i jednocześnie relaksujące. Dlatego skusiłam się na używanie lekkiego mleczka do ciała, pochodzącego ze sklepu internetowego e-fryzjernia.pl

 Żel pod prysznic Kiwi & Winogron - LAQ






Od producenta:
 
Skład:
 
 
 Pojemność: 250 ml
Cena: 11.30 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
Jest to mój kolejny kosmetyk marki EcoLab, więc w sumie miałam już pewne przekonanie do tego produktu. Poprzedni, między innymi balijski żel pod prysznic pokochałam, więc i tutaj nie mogło być wtopy. Spodziewałam się wielkich fajerwerków, bo mleczka do ciała bardzo lubię - w odróżnieniu od mleczek do pielęgnacji i oczyszczania twarzy. 
Kosmetyk należy do tych, które w składzie mają prawie wszystkie składniki pochodzenia naturalnego. Nie mam fioła na punkcie bycia "eko", ale wiadomo, zawsze to lepiej od czasu do czasu "podsunąć" swojemu ciału coś delikatniejszego i pozbawionego chemii.
 
 Mleczko mieści się w wysokiej, eleganckiej i bardzo poręcznej buteleczce z pompką. Akurat ten typ dozownika uwielbiam, więc z największą przyjemnością korzystałam z dobrodziejstw przemyślanego aplikatora. Idąc dalej w stronę czysto techniczną, butelka mleczka jest przeźroczysta, węc stale kontroluję ubywającą zawartość. Sama etykieta jest po prostu przepiękna, idealna dla wzrokowca takiego jak ja. Te wszystkie zewnętrzne zalety mleczka sprawiają, że sięgam po nie bardzo chętnie i mogę skupić się tylko i wyłącznie na jego działaniu i oczywiście zapachu.
 
Mleczko zachwyciło mnie swą konsystencją. Nie ma nic wspólnego z tymi płynnymi, nieprzyjemnymi maziajami, które tylko spływają ze skóry, lepią się niemiłosiernie i zwyczajnie uprzykrzają człowiekowi życie. Tutaj owszem, mleczko jest lekkie i nieco wodniste (jak mleczko), ale świetnie współpracuje ono ze skórą, daje się rozprowadzić w sposób dokładny, nie pozostawia tłustej, lepkiej warstwy. W moim przypadku wchłania się błyskawicznie. A jak pachnie? Obłędnie kwiatowo i owocowo. To połączenie zapachu poziomki z kwiatowymi, świeżymi nutami. Aromat mleczka nie jest zbyt intensywny, nużący.
Moja skóra bardzo polubiła ten produkt. Dzięki niemu jest szybko nawilżona, odżywiona i ujędrniona. Mleczko działa lepiej niż balsam, czy treściwe masło, a tego się po nim nie spodziewałam. Bardzo się cieszę, że mogłam poznać tak skuteczny produkt, który pewnie zostanie ze mną na dłużej.

niedziela, 8 września 2019

Moje Piękno Moja Historia - Kampania Dove

Moje Piękno Moja Historia - Kampania Dove
Jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona, że po raz kolejny, marka Dove zaprosiła mnie do udziału w swojej kampanii. To już kolejna edycja akcji Moje Piękno Moja Historia. Oczywiście marka znana jest z kosmetyków, które podbiły serca wielu kobiet na całym świecie - w tym naturalnie i moje. Jednak Dove angażuje się również w wiele akcji społecznych i nie boi się poruszać tematów ważnych, często kontrowersyjnych. Tym razem podyskutujmy o pięknie...


Czy wiecie czym jest piękno? Dla jednych piękne może być pozbawione chmur niebo, inni zauroczą się gustownie podanym posiłkiem. Wiemy natomiast jedno, że każdy z nas ma swój gust i to, co podoba się sąsiadce z przeciwka, niekoniecznie musi być dla mnie najpiękniejsze. Dlatego te wszystkie stereotypy o idealnych, pozbawionych kompleksów kobietach, strasznie mnie śmieszą. Nikt z nas nie jest pozbawiony wad, gdyż każda je ma. Najważniejsze, to umieć je zaakceptować, a jeśli te wady strasznie nam przeszkadzają, należy chociaż spróbować nad nimi popracować.


Kiedyś lansowano modę na kobiety szczupłe, filigranowe. Modelki na wybiegach musiały przejść na dietę, która koniec końców niszczyła ich organizm. Potem troszkę zluzowano i zaakceptowano, że kobieta musi mieć więcej ciałka tu i tam. Ja i pewnie większość z was uważa, że najważniejsze to czuć się dobrze we własnym ciele. Marka Dove oczywiście nie popiera bycia otyłym, czy bardzo szczupłym. Oni chcą nam uświadomić, że każda kobieta jest po prostu piękna, tylko musi to piękno w sobie dostrzec. Ja wiem, iż jest to mega trudne i często nieosiągalne dla niektórych pań. Bardzo trudno zmienić swój sposób patrzenia na siebie w momencie, gdy w telewizji i internecie pokazuje się ten "ideał", który praktycznie nie istnieje. Marka Dove chce nam pokazać, że wszystkie jesteśmy piękne i to bez wyjątku. 


Sama należę do osób, które nie wyglądają szczupło. Mogłabym nic nie jeść, a tylko patrzeć na jedzenie, a i tak bym pewnie przytyła. Natomiast moja znajoma, wcina za dwoje i co? Jest chudzinką. To po prostu nasze predyspozycje genetyczne, więc nic z tym fantem nie zrobimy. Najważniejsze jest zdrowe odżywianie i dbanie o swoje ciało. Nie wolno zapominać o codziennej pielęgnacji, chociaż zdaję sobie sprawę, że często mamy na nią niewiele czasu. Jednak jeśli będziecie systematyczne, szybko zauważycie pozytywne efekty. 

Wyobraźcie sobie, że tylko 2 na 10 Polek uważa się za piękne. To smutne i to należy naprawić. A więc koniec z wpatrywaniem się w ekran telewizora i monitor, gdzie lansowane są ciała "podreperowane" za pomocą photoshopa. Uwierzmy w siebie, w swoje możliwości i przestańmy się zadręczać. Bardzo spodobała mi się wypowiedź jednej z bohaterek filmu od marki Dove - Szerokie biodra = szerokie horyzonty... No czyż nie jest to wspaniałe podejście do sprawy? Sama o sobie nie mogłabym chyba powiedzieć inaczej. Wiadomo, człowiek czasem ma gorsze momenty, ale uwierzcie mi, warto zaakceptować siebie, taką jaką się jest naprawdę. Nie udawajcie nikogo, nie bójcie się komentarzy złośliwych. Kampania Dove pokazuje, że swoje piękno należy po prostu docenić!

 

Mega Krzem z biotyną

Mega Krzem z biotyną
Nie przepadam za łykaniem suplementów... bo duże tabletki i kapsułki mnie przerażają. Która z Was ma podobny problem ? :) Ostatnimi czasy jednak troszkę się przełamałam, by nie wyjść na strachliwą kobiecinę! Zażywałam codziennie jedną kapsułkę suplementu, otrzymanego od AVET PHARMA






Od producenta:

Skład:

Ilość w opakowaniu: 40 tabletek powlekanych
Cena: 14.99 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
 Zdaje sobie sprawę, że tabletki na pierwszy rzut oka mogą wyglądać przerażająco, ale zapewniam was, że z połykaniem ich nie ma problemu :) Ogólnie zażywanie nie jest kłopotliwe, bo o jednej tableteczce po posiłku nie możemy zapomnieć. Gorzej gdy trzeba pamiętać o większej ilości zażywanych lekarstw, suplementów... Oj wtedy jest kiepsko :) Mega Krzem z biotyną na szczęście nie powoduje jakichkolwiek sensacji żołądkowych. Ufff... i całe szczęście.


No cóż, przejdźmy zatem do działania. Moje włosy nigdy mnie nie zachwycały i od zawsze chciałam, by wyglądały trochę inaczej. Szczerze powiedziawszy, to niewielka ilość fryzjerów jest mi w stanie dogodzić. Strasznie niecierpliwie się na tym fotelu i wiję jak piskorz przed działaniem nożyczek :) Jakieś dwa miesiące temu zauważyłam drastyczne wypadanie włosów, połączone z nasilonym łupieżem. Załamałam się, bo nie wiedziałam jak sobie pomóc. O ile wtedy z białymi płatkami sobie dałam radę o tyle z ubywającymi "kłaczkami" nie. Postanowiłam zacząć zażywać Mega Krzem z biotyną. Zmieniłam troszkę jadłospis. Poprawę widzę również w kondycji paznokci ( to nie może być przypadek :)). Nie łamią się tak często przy minimalnym nacisku, nie rozdwajają.

Uważam więc, że suplement faktycznie zadziałał jak trzeba i nie zażywałam go na próżno. Wreszcie mogę czesać czuprynę bez zmartwień, a i eksperymentować z hybrydami również nie zaszkodzi. W opakowaniu jest aż 40 tabletek, więc całość wystarczy nam na ponad miesiąc kuracji. Planuję oczywiście zakup kolejnego opakowania suplementu, by efekty były jeszcze lepsze, a na pewno długotrwałe. 

niedziela, 25 sierpnia 2019

Piękna sukienka Olga - BONAYS

Piękna sukienka Olga - BONAYS
Z tegorocznego sierpnia jestem raczej zadowolona. Pogoda wcale nie jest taka najgorsza, mile też spędziłam kilka ostatnich dni. Mam nadzieję, że i wrzesień będzie tak udany. Pewnie tak, bo wybieram się na wesele. Och jak dawno nie byłam na takiej imprezie. Na wesela bardzo lubię chodzić kiedy jest jeszcze cieplutko, tak pięknie, kolorowo. Można wtedy pokombinować z sukienkami. 

 

Ja rozglądałam się za odpowiednim strojem i rozglądałam. Asortyment miejscowych sklepów wcale mnie nie zadowolił, więc bardzo ucieszyłam się w momencie, gdy trafiłam na swój ideał na stronie sklepu BONAYS



Wybaczcie mi z góry za zdjęcia, lecz modelka ze mnie żadna. Trudno jest pokazać piękno tej sukienki na fotkach, bo w rzeczywistości jest po prostu przecudowna. Czegoś takiego szukałam, a że te moje poszukiwania troszkę trwały, radość ze znalezienia odpowiedniego modelu była ogromna.


Olga została wykonana z poliestru. Jest dopasowana, ładnie podkreśla kobiecą sylwetkę. Ja mam ją akurat przed kolanko, co myślę jest długością akuratną. Sukienkę z pewnością wyróżniają rękawki. Nie są one tak zwyczajne, bo w przypadku Olgi rękawy mamy mocno rozkloszowane, długie i można je ozdobić wiązaniem na kokardkę. Całość prezentuje się po prostu obłędnie. Wiem, nie na mnie, ale na modelce w sklepie już tak. 



Sukienkę można zestawić, myślę na wiele sposobów. Będzie pasowała do sandałków, jak i butów z zakrytymi palcami. Tak, szpileczki są tutaj niezwykle wskazane. Ja pomyślałam o czarnych butach na słupku, które dodatkowo podkreślą piękny, miodowy kolorek sukienki Olga. Pomimo tego, że Olga jest raczej dopasowana, ukrywa jednocześnie kobiece niedoskonałości, a podkreśla to, co po prostu ma podkreślać. Nosi się ją beż żadnego skrępowania ruchów. 





Sukienka nie podnosi się, nie zwija w tańcu, czy podczas normalnego chodzenia. Możecie w niej spokojnie usiąść ;) Materiał się nie gniecie, więc po całej nocy szalonej zabawy, nie będziecie wyglądać jak siedem nieszczęść. Do sukienki wystarczy dobrać tylko delikatne dodatki i już prezentujecie się jak milion dolarów. Z racji tego, że Olga ma zakryte ramiona, posiada długi rękawek, sprawdzi się na nieco chłodniejsze dni. Nie musicie dokupywać do niej jakichś marynarek, czy żakietów. Kreacja nadaje się oczywiście na wiele okazji: wspominane wesele, chrzciny, urodziny, a nawet do pracy.  

Pozytywnie zaskoczył mnie asortyment sklepu BONAYS. Na stronie ciężko zdecydować się na jeden, konkretny produkt. Jest tam tyle wspaniałych, modnych sukienek, że kobieta dosłownie może zwariować. Samej Olgi mamy kilka wersji, a ceny ubrań wcale nie są wygórowane. Moja sukienka została wykonana jak trzeba, nie ma jakiś odstających nitek, czy nieestetycznych przeszyć. Dlatego jestem bardzo zadowolona z jakości produktów oferowanych przez sklep BONAYS i z pewnością będę do nich zaglądała regularnie.

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Odżywczo - kojąca maska na dłonie

Odżywczo - kojąca maska na dłonie
W tym wpisie chciałam wam zaprezentować pewien kosmetyczny drobiazg, ale bardzo przyjemny i skuteczny. Znajdziecie go w sklepie MAGIAFRYZURY.PL 
Tak sobie myślę, że o tą część ciała dbam niezbyt porządnie, często o niej zapominam. Mowa oczywiście o dłoniach. Dlatego sięgając po taki produkt chciałam po części nadrobić zaległości i uspokoić sumienie ;) Czy jednak kosmetyk dał radę i czy polubiliśmy się na tyle, że powrócę do niego w najbliższym czasie? Czytajcie dalej!






Od producenta:

Skład:

Cena: 6.70 zł do kupienia tutaj
Moja opinia: 
Nie mogę się pochwalić pracą w klimatyzowanym pomieszczeniu, zajmującą się tylko klikaniem przed monitorem. Bardzo dużo rzeczy wykonuje na zewnątrz, w potwornym słońcu, mając kontakt z glebą. Nie jestem też fanką ochronnych rękawiczek, więc możecie sobie wyobrazić w jak kiepskim stanie są moje dłonie. Zwykłe kremy jakoś niespecjalnie dają radę, więc zdecydowałam się na terapię szokową dla swoich łapek.

Sięgając po taki produkt, w sumie nie liczyłam też że jakoś specjalnie mi pomoże, że poprawi na dłużej wygląd i stan moich dłoni. Zostałam jednak bardzo mile zaskoczona z czego mogę się tylko cieszyć. Dziś wiem, że po maskę będę sięgała regularnie, bo po prostu jest tego warta. Nie kosztuje też zbyt wiele jak na taki produkt.

Maska zamknięta jest w przyjemnej dla oka, szczelnej i odpowiednio opisanej saszetce. W środku znajdziemy rękawiczki nasączone płynem. Ten płyn nie spływa z dłoni, w moim przypadku szybko wnikał w skórę, chociaż nie w stu procentach. Potem jednak wszystko sama dokładnie wmasowałam w ręce, by nic się nie zmarnowało. Maska pachnie bardzo delikatnie, przyjemnie i nieco owocowo. Oczywiście najważniejsze jest działanie, które jak wam już wspominałam, totalnie mnie zaskoczyło. Maska szybko przynosi skórze ukojenie, porządnie nawilża, wygładza, nawet najbardziej suchą, zniszczoną skórę. W moim przypadku poradziła sobie nawet z opornymi skórkami. Jestem z tego produktu bardzo zadowolona i mogę go wam gorąco polecić.

niedziela, 11 sierpnia 2019

Żel pod prysznic Kiwi & Winogron - LAQ

Żel pod prysznic Kiwi & Winogron - LAQ
Lubię dbać o swoje ciało. Wybieram, albo też staram się wybierać dla niego jak najlepsze kosmetyki. Najlepsze, nie znaczy że najdroższe - o tym przekonałam się już wielokrotnie. Należę do osób, które wybierają produkty o wyszukanych, ciekawych zapachach. Nie jestem przywiązana do konkretnych nut aromatycznych, ale mam też swoje upodobania. Tak samo jak w kwestii samych kosmetyków. Kąpieli nie wyobrażam sobie bez żelu, czy peelingu. Potem balsamik i już jestem zachwycona. Ostatnio zakochałam się w pewnym żelu pod prysznic, który możecie znaleźć na stronie sklepu e-fryzjernia.pl Pozwólcie, że przedstawię go wam nieco bliżej. 






Od producenta:

Skład:
Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Lauroyl Methyl Isethionate, Sodium Methyl Oleoyl Taurate, Lauryl Glucoside, Coco-Glucoside, Actinidia Deliciosa Fruit Extract, Vitis Vinifera Extract, Coffea Arabica Bean Extract, Cinnamomum Zeylanicum Extract, Hedychium Coronarium Root Extract, Capsicum Anuum Friut Extract, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum
Pojemność: 300 ml
Cena: 12.50 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:  
Opakowanie żelu z pewnością zachwyca i osobie odpowiedzialnej za projekt etykiety należy się i to bez żadnych wątpliwości, jakieś specjalne wyróżnienie. Nie widziałam chyba nigdy wcześniej tak udanej grafiki, jeśli chodzi o kosmetyki. Tak wiem, może przesadzam, ale osobiście bardzo lubię produkty do pielęgnacji ciała, czy też włosów, które nie tylko ładnie pachną i działają, ale też schludnie wyglądają na łazienkowej półce. W końcu korzystam z nich codziennie, patrzę na nie każdego dnia i oczekuję również, że taki produkt będzie też cieszył babskie oko. Ta buteleczka nie dość, iż prezentuje się znakomicie, to jest jeszcze poręczna i przemyślana pod względem dozowania.

Z aplikacją żelu nie mam żadnych problemów, ponieważ butelka wykonana z ciemnego plastiku, została wyposażona w solidną, nie zacinającą się pompkę. Oczywiście możemy ją również zablokować, by w niekontrolowany sposób żel nie opuścił swojego opakowania. Niby drobiazg, ale dla mnie bardzo istotny. Nie toleruję żeli, które przewracają się pod prysznicem, czy na skraju wanny. Dobra, już się nie czepiam, ale same wiecie jak to wszystko wygląda w rzeczywistości ;)

Żel posiada idealną konsystencję. Nie spływa z ciała i dłoni, doskonale się pieni. Pachnie? Obłędnie! No zakochałam się w aromacie tego kosmetyku. To najprawdziwsze połączenie winogron i kiwi. Całość tworzy orzeźwiający, energetyzujący koktajl zapachowy. Do szczęścia nie potrzebuje niczego więcej.

Żel świetnie oczyszcza skórę. Nie wysusza, nie podrażnia. Można go używać codziennie bez obaw o stan naszego ciała. Czy ujędrnia? Może nie w tempie natychmiastowym i bez wysiłku z naszej strony, lecz doskonale wygładza i przyjemnie napina skórę po kąpieli. Lubię ten efekt! Żel zawiera aż 98% składników naturalnych lub o niskim stopniu przetworzenia. Jest wydajny i nie kosztuje majątku.  

poniedziałek, 29 lipca 2019

Yabu - naturalny energy drink

Yabu - naturalny energy drink
Cieplejsze dni powracają. Nie wiem, czy się z tego powodu cieszyć, czy też lepiej nie, ale w końcu mamy lato i ono przecież rządzi się swoimi prawami. Podczas upałów musimy pamiętać o odpowiednim nawodnieniu organizmu. Oczywiście najlepsza byłaby czysta, zimna woda, jednak nie każdy lubi jej smak. Zwykła woda nie sprawdzi się również w momencie, gdy chcemy, jak ja to mówię "otworzyć szerzej oko". Po prostu czasem nasz organizm domaga się dawki energii! Wtedy co robimy? No, sięgamy po energetyki.



Ja jednak poznałam naturalny energy drink, którego skład totalnie mnie zaskoczył. Mowa oczywiście o YABU. Na liście składników tegoż napoju, na próżno szukać chemicznych dodatków. YABU to coś wyjątkowego, co faktycznie stawia na nogi. Przetestowane, sprawdzone :)


Ja lubię, dobra, nawet uwielbiam energetyki. Nie piję ich codziennie, non stop, ale od czasu do czasu zdarza mi się sięgnąć po taki produkt. Niestety te zwykłe drinki są tak napakowane chemią, że lepiej nie zerkać na etykietę. W przypadku YABU sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Mamy bowiem tutaj tylko pyszny, zdrowy sok jabłkowy z dodatkiem naturalnej kofeiny i ekstraktu z guarany. Zero cukru, zero wody i oczywiście żadnych konserwantów. No, nie można sobie chyba wymarzyć lepszego napoju dla zmęczonych życiem.




Osobiście lubię Jabłka Grójeckie, a YABU właśnie z nich jest wyprodukowany. Energy drink został zapakowany do poręcznej puszki, którą bez żadnych problemów można wrzucić do plecaka, torebki, czy samochodu. Ja nie miałam kłopotów z szybkim opróżnieniem calusieńkiej puszki na raz ;) YABU bardzo mi zasmakował, chociaż przecież przyzwyczajona byłam do tradycyjnych energetyków. Ten nie ma tego charakterystycznego, dla niektórych, nieprzyjemnego posmaku i zapachu. YABU pachnie i smakuje tylko świeżymi, prawdziwymi jabłuszkami. Pije się go z największą przyjemnością.


YABU jest w stanie postawić na nogi nawet największego śpiocha. Często sięgam po niego rankiem, nawet zamiast kawy. Ratuje podczas deszczowego, nudnego dnia np. w pracy, na uczelni. YABU świetnie gasi pragnienie, orzeźwia i faktycznie dodaje energii. Co ważne, możecie go pić bez żadnej szkody dla organizmu. Chyba nie muszę was jeszcze przekonywać do tego energetyka - pijcie na zdrowie!
Copyright © 2016 To co kobieta lubi najbardziej... , Blogger