czwartek, 29 listopada 2018

Euphrasia Świetlik - dbamy o wzrok

Euphrasia Świetlik - dbamy o wzrok
Nie wiem jak wy, ale ja bardzo dużo czasu spędzam przed komputerem, książką, czy obecnie - ślęcząc nad szkolnymi notatkami. Często po kilku godzinach takiej pracy moje oczy "wołają" - ratunku!!! Są mocno zaczerwienione, pieką, a nawet bolą. Nie raz miałam już sytuację podbramkową, gdzie konieczna była wizyta u okulisty. Póki co, do specjalisty się nie wybieram, ponieważ w razie problemów sięgam po krople Euphrasia Świetlik.



Produkt odkryłam niedawno, ale już zdążyłam go dokładnie przetestować. Uwierzcie mi, nie bałam się sięgnąć po coś takiego, chociaż krople do oczu to zdecydowanie coś, co staram się omijać szerokim łukiem. Niestety czasem się zwyczajnie nie da. Krople Euphrasia przekonały mnie do siebie składem, a dokładnie świetlikiem, który jest mi doskonale znany. Uwielbiam aplikować na powieki i pod oczy żel ze świetlikiem i nie wyobrażam sobie sięgania po coś innego do pielęgnacji tak wrażliwych okolic mojej twarzy. To dlatego krople chętnie przetestowałam - bez żadnych obaw!



Nie miałam jakichkolwiek problemów z ich aplikacją i w sumie nadal nie mam. Produktu oczywiście nie wykorzystałam jeszcze w zupełności, ale mam na to jeszcze kilka dni. Bo musicie pamiętać, iż po otwarciu buteleczki, kropelki muszą zostać użyte w ciągu 30 dni. Krople są bezbarwne i bezzapachowe. 
Błyskawicznie łagodzą podrażnienia, przekrwienie, suchość oka. Oczywiście nie podrażniają i nie wywołują dyskomfortu. Są bezpieczne nawet dla osób, które noszą szkła kontaktowe.

Myślę, że na taką pogodę jaką właśnie mamy za oknami, kiedy ogrzewanie działa pełną parą, a powietrze w pomieszczeniach jest niesamowicie suche, krople Euphrasia będą idealnym rozwiązaniem. Buteleczka ma pojemność 10 ml i kosztuje ok. 15 zł. Produkt zakupicie w aptekach - oczywiście bez recepty.

poniedziałek, 26 listopada 2018

Olejek pichtowy w żelu

Olejek pichtowy w żelu
No i niestety... Pojawił się znienawidzony przeze mnie duet: śnieg i mróz. Lubię zimę, ale tylko wtedy, gdy nie muszę wychodzić z domu, siedzę sobie tylko pod ciepłym kocem z kubkiem herbaty w ręku, a przeziębienia i inne świństwa mi nie dokuczają. Niestety rzeczywistość wygląda inaczej. O tej porze roku ostro kaszlę i pociągam nosem. Jednak od agencji CREDO PR otrzymałam fajny produkt, który pomaga na takie dolegliwości. 

OLEJEK PICHTOWY W ŻELU 




Od producenta:

Skład:

Pojemność: 100 ml
Cena: ok. 9 zł
Moja opinia:  
Olejek pichtowy oczywiście nie jest mi produktem obcym, ale z takim w formie żelu chyba spotkałam się po raz pierwszy. Jestem bardzo zadowolona z formy preparatu, która umożliwia jego zastosowanie w wielu przypadkach. Wiadomo, iż olejek w czystej postaci byłby mniej "poręczny", natomiast taki żelik po prostu łatwiej jest rozprowadzić na skórze. Może to i drobiazgowa sprawa, ale mówię wam, naprawdę ułatwia życie.

Preparat mieści się w niewielkim słoiczku, który przed pierwszym otwarciem jest szczelnie zamknięty. Nie ma nawet mowy o testowaniu żelu np. w sklepie, co zawsze działało mi na nerwy. Nie ma nic gorszego od kupna "zmacanego" kosmetyku, prawda? No więc nie obawiajcie się, waszego żelu pichtowego, pewnie wcześniej żaden klient nie testował na swojej skórze ;) Jeśli chodzi o zapach, to tutaj można dyskutować... Żel pachnie jodłą, mnie akurat to w zupełności nie przeszkadza. Ba! Taki intensywny, leśny aromat, działa pozytywnie na zatkany nos. 

Olejek pichtowy w żelu stosuję w momencie, gdy czuję, że coś mnie bierze. Smaruje nim klatkę piersiową, dokładnie wcieram i idę pod kocyk. Mówię wam, działa cuda! Nie raz, nie dwa uratował mnie przed totalnym rozłożeniem się w łóżku. Myślę, że na sezon zimowy, to niezastąpiony, obowiązkowy produkt.  

Biała Perła - ekspresowe wybielanie zębów

Biała Perła - ekspresowe wybielanie zębów
Witajcie w ten pochmurny, męczący dzień. Na dziś przygotowałam dla was recenzję kolejnego produktu Biała Perła, który miałam przyjemność przetestować w ostatnim tygodniu. Zbliżają się Święta, Sylwester, a wcześniej Andrzejki. My kobiety oczywiście chcemy wtedy wyglądać olśniewająco. Warto zacząć od zadbania o swój uśmiech!



Od producenta:


Skład:

Pojemność: pasta 30 ml, żel wybielający 8 ml
Cena: 39.99 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
 Pamiętam, że dawno, dawno temu miałam coś podobnego i z zestawu do wybielania zębów, w owym czasie byłam bardzo zadowolona. Postanowiłam więc przetestować produkt Biała Perła, może nie pod kątem natychmiastowego, "przed imprezowego" wybielania, ale raczej dłuższego stosowania - np. przez tydzień, dwa. Oczywiście, wy możecie aplikować pastę i żel właśnie przed imprezą, bo też do tego produkt jest przeznaczony. 

Co znajdziemy w zestawie? Ano jest tutaj wszystko, co potrzebujemy do uzyskania idealnego uśmiechu ;) Mamy więc pastę, żel wybielający, otwieracz, który wygląda nieco groźnie, wskaźnik skali bieli zębów, a także instrukcję. Nie chcę wam tutaj opisywać poszczególnych etapów, ponieważ wszystkie informacje znajdziecie na opakowaniu zestawu i na stronie internetowej producenta. Możecie mi wierzyć, nie ma tutaj niczego skomplikowanego i pracochłonnego. Na tym bardzo mocno mi zależało.




Zacznę od pasty, która ma dla mnie dobry smak i dobre działanie. Pieni się w stopniu akuratnym, odpowiednio przygotowuje jamę ustną do zastosowania kolejnego, wybielającego produktu. Oczywiście możecie ją stosować profilaktycznie, a nie tylko w momencie, gdy rozpoczynacie wybielającą kurację. Jeśli chodzi o żel, to bardzo łatwo go zaaplikować. Produkt posiada specjalnie wyprofilowany pędzelek, więc trafia nawet do trudno dostępnych miejsc: przestrzeni międzyzębowych. Otwieracz - tylko groźnie wygląda ;)

Cały zestaw u mnie spisał się rewelacyjnie. Zęby są faktycznie bielsze, chociaż wcześniej wcale ich nie oszczędzałam. Picie hektolitrów kawy robi swoje. Jeśli będziecie się stosować do zaleceń producenta, zestaw Biała Perła będzie miał możliwość pokazania, co potrafi. To świetne rozwiązanie na wybielanie zębów w zaciszu własnych czterech kątów. Bo nie każdy z nas ma czas i pieniądze na profesjonalną "odnowę" uśmiechu.  

Mgiełka solankowa na bazie leczniczej wody mineralnej z Uzdrowiska Rabka

Mgiełka solankowa na bazie leczniczej wody mineralnej z Uzdrowiska Rabka
Od agencji CREDO PR, otrzymałam swego czasu produkt, który bardzo mnie zainteresował. Oczywiście w pierwszej kolejności zabrałam się za jego testowanie, a z marką kosmetyku spotkałam się dawno temu. Mowa o produkcie z Uzdrowiska Rabka. W sumie miejsce to nie jest ode mnie oddalone o tysiące kilometrów, a ja jakoś nie mam tam po drodze. Testowana nowość jeszcze bardziej zmotywowała mnie do podróży w góry... do uzdrowiska Rabka. 

MGIEŁKA SOLANKOWA NA BAZIE LECZNICZEJ WODY MINERALNEJ Z UZDROWISKA RABKA




Od producenta:


Skład:

Pojemność: 215 ml
Cena: ok. 20 zł
Moja opinia: 
Mgiełkę zapakowano w tekturowe pudełeczko, które skrywa właściwą już buteleczkę. To właśnie ta butelka bardzo, ale to bardzo mi się spodobała. Jest solidna, twarda, więc nic się z nią nie stanie np. podczas transportu w walizce. 

To, co z pewnością ją wyróżnia, to przepiękny, atramentowy kolor, który daje złudzenie zabarwienia płynu, który znajduje się wewnątrz butelki. Tak naprawdę płyn jest bezbarwny, więc niespodzianka się udała. Oczywiście, jak na prawdziwą mgiełkę przystało, do rozpylania mamy jeszcze atomizer. Działa on bez zarzutu i faktycznie tworzy mgiełkę, a nie rozlewa strug płynu. Zapach mgiełki mnie oczarował... To połączenie świeżych, orzeźwiających nut, z nieco "męskim" charakterem. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie. Niby mgiełka pachnie jak woda toaletowa dla faceta, ale jednocześnie zapach ten nie jest duszący i intensywny.

Do czego używałam tej mgiełki? Do pielęgnacji mojej problematycznej cery. Przykre niespodzianki na twarzy zaatakowały mnie i to porządnie, więc akurat potrzebowałam czegoś, co chociaż troszkę wszystko uspokoi. I właśnie to ta mgiełka dała sobie radę. Bardzo delikatnie, ale skutecznie wysuszyła istniejące zmiany, a jednocześnie nie dopuściła do powstawania nowych wulkanów. Mgiełka delikatnie nawilża, więc nie obawiajcie się, że dodatkowo was podrażni. Ma przyjemny skład, także i osoby wrażliwsze nie powinny narzekać. Z tego produktu jestem bardzo zadowolona. 

poniedziałek, 19 listopada 2018

Beauty Kei Żel Bambusowy

Beauty Kei Żel Bambusowy
Dziś chciałam wam zaprezentować kolejny produkt ze sklepu e-fryzjernia.pl który ostatnimi czasy namiętnie testowałam i poznawałam. Z czymś takim spotkałam się po raz pierwszy. Wiem, że kosmetyki koreańskie są obecnie bardzo popularne, głównie żel aloesowy, ale że i bambusowy może być tak skuteczny? O tym mogłam się przekonać w ciągu kilku ostatnich dni... 




 
Od producenta:


Skład:


Pojemność: 250 ml
Cena: 31.99 zł do kupienia tutaj
Moja opinia: 
 Patrzeć na tak wspaniałą buteleczkę kosmetyku to prawdziwa przyjemność. Nigdy wcześniej nie spotkałam się za tak pięknym opakowaniem produktu, który idealnie nawiązywałby do głównego składnika specyfiku. Jak się pewnie domyślacie, w tym przypadku mamy wierne odwzorowanie pędu bambusa. No, czyż nie jest przepiękny? W sumie nigdy na oczy żywego bambusa nie widziałam, więc mam chociaż taki w formie opakowania kosmetyku ;)

Buteleczka chociaż wysoka, należy do poręcznych i wygodnych podczas użytkowania. Zamykana jest klapką, więc nie ma żadnych problemów z zamykaniem i otwieraniem opakowania. Skład produktu jest ciekawy - w kosmetyku mamy aż 99% czystego ekstraktu z bambusa. Aloesowe specyfiki miały podobnie, ale to tylko jedyne nawiązanie...



Żel wygląda zwyczajnie, ale zachęcająco pachnie. Aromat produktu należy do niezwykle świeżych, naturalnych i przyjemnych. Żel posiada idealną konsystencję, która nie spływa z ciała i np. z włosów. Żel wchłania się błyskawicznie, przynajmniej w moim przypadku. Oczywiście wszystko zależy od jego zastosowania. Wiadomo, iż na włosach będzie się zachowywał inaczej niż na skórze, prawda?


Ja żelu używałam jako specyfiku na suche końcówki włosów, a także jako kosmetyku pod oczy i okazjonalnie do nawilżania całej twarzy. Powiem wam, że w każdym z tych przypadków spisuje się genialnie! Rewelacyjnie nawilża i odżywia, szybko się wchłania, nie podrażnia, nie zapycha, nie uczula. Nie skleja włosów, nie przetłuszcza ich nadmiernie. Taka tubka należy do bardzo wydajnych, chociaż wszystko zależy od tego, na jak wielką partię ciała, czy na jakiej długości włosy go użyjecie.

sobota, 17 listopada 2018

Pasta wybielająca Biała Perła

Pasta wybielająca Biała Perła
Od dawna marzę o śnieżnobiałych zębach. Niestety na regularne wybielanie ząbków w gabinecie mnie po prostu nie stać, a większość past, która powinna działać, wcale nie wypada tak idealnie i w praktyce totalnie się nie sprawdza. Skuszona pozytywnymi opiniami na temat produktów Biała Perła, postanowiłam coś od nich przetestować. I tak w moje łapki wpadła wybielająca pasta, której byłam bardzo ciekawa. 




Od producenta:

Skład:

Pojemność: 75 ml
Cena: 20.99 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to opakowanie. Tak, jestem łasa na ciekawe pudełeczka, tubki, flakoniki i te sprawy. W tym przypadku niby mamy najzwyklejsze kartonowe pudełeczko, kryjące właściwą tubkę, ale zostało tak wspaniale opisane, że pasta mnie po prostu do siebie przekonała. Nie muszę szperać w internetach w poszukiwaniu informacji na temat produktu, ponieważ z samego opakowania jestem w stanie dowiedzieć się dosłownie wszystkiego. Bardzo lubię takie porządne podejście do sprawy ;)

Sama tubka może już nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale jest poręczna, wykonana z miękkiego tworzywa. Pasta posiada odpowiednią gęstość i lekko niebieski kolorek. W smaku jest naprawdę dobra, porządnie odświeża i ten efekt nie należy do krótkotrwałych. To moim zdaniem wielka zaleta pasty o której większość producentów chyba zapomina. 

Wybielanie zwykle nie idzie w parze z ochroną. Tym razem Biała Perła pogodziła te dwa istotne działania. Pasta pomimo tego, że faktycznie wybiela, co jest oczywiście bardzo ważne, to jednocześnie nie niszczy szkliwa, nie wywołuje nadwrażliwości ząbków. Jest dla nich bardzo delikatna, ale też pokazuje swą prawdziwą moc. Można ją stosować codziennie, bez obaw, że pojawi się wspomniana wcześniej nadwrażliwość, czy krwawienie z dziąseł. Bardzo polubiłam ten produkt i będę sięgała po niego regularnie. 

niedziela, 11 listopada 2018

Lakiery hybrydowe od NC Nails Company

Lakiery hybrydowe od NC Nails Company
Jakiś rok, może nie cały, ale z pewnością kilka miesięcy temu, malowałam paznokcie tylko i wyłącznie zwykłymi lakierami, a na testowanie hybryd po prostu brakowało mi odwagi. Jestem osobą, która nie potrafi pomalować pazurków w sposób nieskazitelny, katalogowy, idealny. Zawsze gdzieś tam ciapnę sobie skórki ;) Jednak pewnego dnia zaryzykowałam i skusiłam się na zestaw do hybryd. Dziś nie wyobrażam sobie życia bez tego typu lakierów na swoich paznokciach. Chętnie rozglądam się za nowymi produktami i próbuję się doszkalać. Ostatnio miałam okazję przetestować trzy lakiery hybrydowe od NC Nails Company / www.nailscompany.eu w których z miejsca się zakochałam...

 

Z oferty, przebogatej, wybrałam sobie trzy produkty. Powiem wam, że zwyczajnie ciężko mi było skusić się na konkretny lakier, ponieważ jest ich tak dużo, iż nie sposób podjąć decyzję w kilka minut.  



Z góry przepraszam was za przekłamane nieco kolorki, które pokażę wam na poniższych zdjęciach. Mój aparat swoje lata świetności ma już za sobą. Na szczęście na stronie internetowej Nails Comapny, widnieją produkty wraz z ich dokładnie odwzorowaną barwą. Jak zwykle podlinkuje wam konkretne kosmetyki, więc nie musicie zbytnio szperać i tracić cennego czasu. 












Zacznę więc może od kwestii technicznych. Lakiery mają pojemność 6 ml, czyli jak dla mnie, nie są one ani za duże, ani zbyt małe. Kosztują 29.90 zł. Ich buteleczki przypadły mi do gustu. Nazwa danego produktu jest widoczna, a dodatkowo "ozdobiona" danym kolorem. Oczywiście na stronie Nails Company macie wszystko. Są tam nawet stopnie krycia danego produktu, poziom trudności, a także czas utwardzania lakieru pod lampą (UV, LED)

Jeśli chodzi o pędzelek, to spełnia on moje wymagania. Jako osoba, która dopiero się uczy, doceniłam jego odpowiednią długość i szerokość. Uwierzcie mi, takim pędzelkiem trudno jest zalać skórki i sprawić, by manicure po prostu się nie udał. Oczywiście musicie pamiętać o odpowiedniej bazie i topie. Ja miałam "swoje", lecz na stronie Nails Company znajdziecie te należące do niniejszej marki. Zachęcam więc do rozejrzenia się w sklepie...

Zdecydowałam się na trzy, totalnie różne kolorki, których akurat bardzo mi brakowało. Pierwszy jest bardzo elegancki, przeznaczony raczej na wieczorowy manicure. Przepiękna, krwista czerwień na paznokciach wygląda idealnie. Do tego lakier ma w sobie mnóstwo połyskujących drobinek, które w świetle pokazują co potrafią. Sugar Baby to już zupełnie inna bajka. To lakier odpowiedni do codziennych stylizacji: do pracy, szkoły itp. Nie rzuca się w oczy, a jednocześnie na paznokciach wygląda nienagannie i elegancko. Bardzo polubiłam ten kolorek i w sumie często po niego sięgam. No i jest jeszcze Spring Violet - coś mocniejszego, ale nie przesadzonego. Fajnie wygląda w połączeniu właśnie z tym Sugar Baby. Oczywiście warto kombinować z kolorkami i po prostu bawić się nimi do woli.


 Z trwałości lakierów jestem mega zadowolona. Dwa, a nawet trzy tygodnie prezentują się na paznokciach fantastycznie. Nie odpryskują, nie odchodzą płatami. Naturalnie bardzo ważny jest sposób ich nakładania. Lepiej aplikować lakier oszczędniej, niż zbierać potem jego nadmiar. Hybryda NC schodzi bez problemu, nie niszcząc paznokci. Z tych produktów jestem bardzo zadowolona i mogę je wam polecić z czystym sumieniem. 

piątek, 2 listopada 2018

Moje nowości Yankee Candle ze sklepu e-fryzjernia.pl

Moje nowości Yankee Candle ze sklepu e-fryzjernia.pl
Bez świec nie wyobrażam sobie życia. Mam w domu pokaźną kolekcję, głównie zapachowych maleństw, lecz ciągle rozglądam się za nowymi egzemplarzami. Akurat mamy taką porę, gdzie palenie świec wydaje się być idealną formą uzupełnienia klimatu pomieszczenia. Nie ma nic lepszego od dobrej książki, smacznej kawy i palącej się świecy. Jakie lubię najbardziej? Oczywiście te marki Yankee Candle. Ogromny wybór świec tejże firmy znajdziecie w sklepie e-fryzjernia.pl Dziś pokażę wam trzy zapachowe maleństwa, które przetestowałam z największą przyjemnością. 

 







W pierwszej kolejności zabrałam się za odpalanie małej świecy Yankee Candle. Muszę wam wyznać, że zdecydowanie z całej oferty marki najbardziej lubię woski, aczkolwiek świece wyglądają ładniej i spełniają w związku z tym funkcję dekoracyjną. 

Grube szkło i elegancka forma słoiczka, nadają całości ciekawy, niebanalny wygląd. Sporo firm małpuje te słoiczki, ale YC wyróżnia oczywiście napis na szczycie zatyczki, no i naturalnie, przy bliższym poznaniu, opakowanie naprawdę wygląda inaczej. Etykietka też zachęca do przetestowania świecy i niejako uprzedza nas o tym, czego możemy się spodziewać po odpaleniu produktu.

 Ja miałam przyjemność poznać świecę o zapachu świeżo ściętych róż. Za różanym zapachem nie szaleję, ponieważ kojarzy mi się on raczej z szafą babci, ale w tym przypadku aromat róży przypadł mi do gustu. Jest mega świeży, naturalny i pozbawiony chemicznych nut. Utrzymuje się w pomieszczeniu przez długi czas, nawet wtedy, gdy świeca jest już zgaszona. Jeśli chodzi o sprawy czysto techniczne, to produkt wypala się równomiernie, nie tuneluje i nie kopci. Maleństwo o nazwie Fresh Cut Roses oczywiście polecam. 





Tutaj mam takie maleństwa. Są to samplerki, czyli coś większego niż wosk, a mniejszego od świecy. Też lubię te produkty, bo zanim kupię dużą świecę danego zapachu, mogę sobie na samplerze sprawdzić, jak faktycznie pachnie. Oczywiście z intensywnością sampler - świeca bywa różnie, więc sami musicie wypraktykować swój system ;) 

Samplery mają różne kolory, często nawiązujące do samego zapachu. Są zapakowane tylko w folię, więc musicie mieć dla nich odpowiedni świecznik, który pozwoliłby się im rozlać równomiernie. Wbrew pozorom, samplery palą się dosyć długo i dają naprawdę mocny zapach. 

Pierwszy sampler, Vanilla Lime, to połączenie słodkich i orzeźwiających nut. Gdybyśmy mieli tutaj samą wanilię, to mogłabym nie wytrzymać od przesytu słodyczy, a tak wszystko zostało zrównoważone świeżą, egzotyczną limonką. Bardzo lubię takie nieoczywiste połączenia. Shea Butter jest nieco słodszy od poprzedniej świeczuszki, niemniej, nie do przesady. W całej kompozycji mamy bowiem jeszcze nutki kwiatowe i owocowe, które skutecznie niwelują zbytnią słodycz samplera. Obydwa produkty wypalają się równomiernie, nie kopcą, nie porażają chemicznymi naleciałościami. Jestem z nich bardzo zadowolona.

Copyright © 2016 To co kobieta lubi najbardziej... , Blogger