piątek, 24 maja 2019

Czekoladowe BMW od Chocolissimo

Czekoladowe BMW od Chocolissimo
Powiem wam, że bez czekolady nie wyobrażam sobie życia. Wiem, nie powinnam, ale nie mogę sobie odmówić takich maleńkich przyjemności. Od czasu do czasu człowiekowi należy się odrobina słodkości. 
Możecie więc sobie wyobrazić, jak bardzo ucieszyłam się z przesyłki od Chocolissimo. W maleńkiej paczuszce znalazłam coś, co aż szkoda zjadać. A pachnie i wygląda mega kusząco... 





Paczka dotarła do mnie dosłownie w tempie błyskawicy. Kurier dostarczył mi przesyłkę po kilku dniach od konwersacji mailowej z firmą. Wszystko zostało idealnie zapakowane. Nic nie mogło się zniszczyć, połamać. Wiecie jak z czekoladą bywa - można łatwo popsuć efekt pracy mistrzów cukiernictwa. Bo to, co do mnie dotarło, to prawdziwe dzieło sztuki. Słodkie i do zjedzenia, lecz naprawdę wykonane z dbałością nawet o najmniejszy szczegół.





W drewnianej, uroczej skrzyneczce, zamknięto... BMW. Czekoladowe bo czekoladowe, ale moje własne. Prawdziwe autko nie jest w moim zasięgu, lecz na taką słodkość mogę sobie na szczęście pozwolić. Zanim jednak zachwyciłam się samochodem, byłam (i nadal jestem), oczarowana opakowaniem. Na skrzyneczce został nadrukowany samochodzik, nazwa firmy, kolekcji. Mogłam sobie nawet wybrać własny, dodatkowy grawerunek. W taki sposób, ta maleńka skrzyneczka staje się wspaniałym, bo personalizowanym prezentem. Uwielbiam takie drobiazgi. 




 BMW Z3 roadster, to czekoladowy model samochodu, który sławę zdobył na planie filmu GoldenEye. Film bardzo lubię, więc BMW trafiło do odpowiedniej osoby. Samochodzik wykonano z czekolady mlecznej i deserowej. Niektóre detale ozdobiono białą czekoladką. Wszystko wygląda genialnie! Nawet podwozie auta odwzorowano tak idealnie, że mój facet aż oniemiał. Bo który miłośnik motoryzacji, nie ucieszyłby się i nie uśmiechnął na widok takiego cudeńka. No sami powiedzcie, czy nie mam racji?

 Produkt Chocolissimo będzie idealnym prezentem dla miłośników szybkich samochodów. Dzień Ojca, Dzień Mężczyzny, imieniny, urodziny - okazji do podarowania takiego upominku jest przecież całe mnóstwo. My w tym małym BMW jesteśmy po prostu zakochani!

czwartek, 25 kwietnia 2019

Oczyszczające żele pod prysznic Dove z glinką

Oczyszczające żele pod prysznic Dove z glinką
Wiosna zwykle nastraja mnie optymistycznie. Pierwsze cieplejsze dni w tym roku pragnę przywitać zmianami. Przeważnie zaczynam od totalnej rewolucji w pielęgnacji ciała i włosów. Dziś chciałam wam zaprezentować dwa produkty, które w sposób jeszcze przyjemniejszy, pozwoliły mi te zmiany wprowadzić. Marka Dove po raz kolejny mnie zaskoczyła, oczywiście pozytywnie. Ich kosmetyki goszczą w mojej łazience często, a nawet mogłabym z czystym sumieniem stwierdzić, że są tam obecne non stop! Tym razem trafiły do mnie dwa nowe żele pod prysznic, które z miejsca zyskały status ulubieńców.


Nowe żele pod prysznic tejże marki, łączą naturalne walory oczyszczające glinki z tak dobrze mi znaną, wyjątkową i bardzo delikatną pielęgnacją Dove. Wiedziałam, że będzie to udane i skuteczne połączenie. Wszak glinki słyną ze swych dobroczynnych właściwości w stosunku do skóry zanieczyszczonej, wymagającej specjalnego traktowania. Oczyszczanie to pierwszy punkt w skutecznej pielęgnacji o którym lubimy zapominać. To zdecydowanie należy zmienić. Myślę, że dwa nowe produkty od Dove, zachęcą do dbania o siebie każdego dnia. Osobiście glinki znam nie od dziś. Często kupowałam je sobie w formie proszku i kręciłam w zaciszu własnych czterech kątów, domowe maseczki. Muszę przyznać, że takie specyfiki były naprawdę skuteczne!


Jeśli chodzi o żele, to jak zwykle, jak przystało na produkty Dove, wyglądają nienagannie. Szata graficzna żeli zachęca do ich wypróbowania. Ponadto, opakowania kosmetyków sprawdzają się pod prysznicem i w wannie - nie ma żadnych problemów z ich aplikacją na skórę. Żel o pojemności 500 ml kosztuje ok. 25 zł, a ten o pojemności 250 ml, ok. 14 zł. Oczywiście, pewnie za jakiś czas, na te produkty będzie jakaś korzystna promocja ;)

A teraz kilka słów na temat każdego produktu...

* DOVE PRZYWRÓCENIE BLASKU Z RÓŻOWĄ GLINKĄ *


Żel posiada lekko różowy kolorek i kremową, "solidną" konsystencję. Dobrze się pieni, tworzy ogrom białego puchu, który tak uwielbiam. Pachnie bardzo kremowo, delikatnie, otulająco. Pewnie dlatego zazwyczaj sięgam po niego wieczorem, kiedy chce się maksymalnie zrelaksować i odprężyć. Żel dodatkowo nawilża, więc po jego użyciu nie muszę już używać treściwego masła, czy jakiegoś balsamu. Bardzo się polubiłam z tym kosmetykiem.

* DOVE OCZYSZCZAJĄCY DETOX Z ZIELONĄ GLINKĄ *


 To już orzeźwiająca petarda. Ten kosmetyk jest zupełnie inny od poprzedniego. Ma bardziej żelową konsystencję, pachnie zdecydowanie intensywniej. W nutach zapachowych wyczuwam aromaty cytrusowe, które najchętniej witam właśnie w cieplejsze dni. Żel jest ze mną przy każdym, porannym prysznicu. Wspaniale oczyszcza i wygładza skórę. Dzięki niemu jestem gotowa na nowy dzień. Oczywiście produkt też dobrze się pieni, także pod tym względem nie mam mu nic do zarzucenia. 


Podsumowując, nowe żele z glinką od Dove pewnie na stałe zagoszczą w mojej łazience. Produkty nie zawierają parabenów, siarczanów. Są bardzo delikatne dla skóry, doskonale oczyszczają ją z codziennych zabrudzeń. Jestem przekonana, że i wy je polubicie. 

wtorek, 9 kwietnia 2019

Pyszne napoje od MARINO

Pyszne napoje od MARINO
Wreszcie nadeszła wiosna. W sumie w ciągu najbliższych kilku dni ma się znacznie ochłodzić, ale później mam nadzieję, że będzie już tylko cieplej. Ja wiosną i latem staram się więcej pić. Nie tylko wody, bo za taką najnormalniejszą w świecie nie przepadam. Wybieram soki owocowe, napoje, czyli to, co lubię najbardziej. Dziś chciałam wam zaprezentować kilka smacznych napoi, idealnych na wiosnę i lato. Produkty pochodzą od firmy MARINO, a w ich ofercie każdy znajdzie coś dla siebie. 

 



W pierwszej kolejności zabrałam się za testy oranżady. Mam tutaj wersję czerwoną, żółtą i zieloną. Moją faworytką jest ta pierwsza, za którą w dzieciństwie po prostu przepadałam. Oranżady smakują wyśmienicie, są oczywiście słodkie, lecz nie do przesady. Myślę, że będą pasować do jakichś posiedzeń przy grillu, czy ognisku. Plus za genialne etykiety... z humorem!


Dalej mam trzy przepyszne lemoniady, które z miejsca zyskały status moich ulubieńców. Chyba najbardziej zasmakowała mi ta malinowa, bo nawet zapachem kusi niesamowicie. Myślę, że niniejsze napoje polubią najmłodsi. Chętni wrzucą do plecaka butelkę takiego picia. Jest również wersja w większej butelce, do wypicia ze znajomymi, czy z resztą rodzinki.


Tutaj prezentuję jabłkowy napój, który bardzo polubiła moja mama. Według niej produkt smakuje jak świeżo wyciskany sok jabłkowy, ale o mocniejszej sile orzeźwienia. Napój nie jest zbyt słodki, mogłabym nawet stwierdzić, że zdecydowanie mniej słodszy od tradycyjnego, jabłkowego soku. Idealny do posiłku - nie trzeba dodatkowo przygotowywać kompotu ;) 


   Tak jak ja nie przepadam za mocno cytrusowymi napojami, tak ta lemoniada naprawdę mi posmakowała. Jest mega orzeźwiająca, lekko słodka, ale i kwaskowata. Pasuje idealnie do jakichś drinków. A że sezon na plenerowe imprezy niedługo się rozpocznie... można zawsze pobawić się w barmana!


Przedostatni produkt, to już zupełnie nie moja bajka, ale nie byłabym sobą, gdybym napoju nie spróbowała. Imbirowy smak w przypadku tego napoju jest po prostu boski. U mnie produkt przypadł do gustu głównie męskiej części. Osobiście nie grymasiłam i z uśmiechem na ustach wypiłam pełną szklaneczkę Ginger Ale ;) Wszak warto być otwartym na testy nowości. 



Ostatni produkt pewnie znacie, ale może w innym wydaniu. Mamy tutaj herbatkę typu ice tea, ale o kuszącym, wyśmienitym smaku świeżej, dojrzewającej w słońcu brzoskwini. Taki napój też chętnie piłam do posiłku, głównie do obiadu. Smakuje lepiej niż niejeden kompocik domowej roboty. Duża butla pozwala całej rodzinie rozkoszować się smakiem porządnego napoju.

Zachęcam was do przejrzenia oferty MARINO. Mają tam mnóstwo ciekawych i pewnie pysznych produktów. Mnie kuszą jeszcze ich energetyki, napój aloesowy i woda źródlana. Wielki plus dla firmy za różnorodność produktów i różne pojemności napoi. Dla każdego coś pysznego ;)  

czwartek, 4 kwietnia 2019

Kosmetyki Love Beauty and Planet

Kosmetyki Love Beauty and Planet
Czym dla was jest less waste? Czy funkcjonujecie zgodnie z tą filozofią? Ja przyznaje się bez bicia, że dopiero od niedawna zaczęłam dbać o środowisko. Segregacja śmieci to nie wszystko, co możemy zrobić dla naszej planety. Musimy jeszcze brać pod uwagę minimalizację odpadów, więc o foliowych torebeczkach warto zapomnieć. Dziś chciałam wam pokazać zestaw kosmetyków, których opakowania są wykonane z plastiku z recyklingu. Co ważne, po wykorzystaniu produktów te wszystkie buteleczki... idą do recyklingu. Super sprawa, prawda?


Do testów otrzymałam zestaw czterech produktów marki Love Beauty and Planet z wodą kokosową i kwiatem mimozy. Trzeba przyznać, że już opakowania urzekają i przyciągają wzrok - przynajmniej mój ;) 


W pierwszej kolejności zabrałam się za poznawanie duetu, szamponu i odżywki. Akurat zdenkowałam wszystkie wcześniej zakupione kosmetyki do włosów i mogłam już na spokojnie sięgnąć po nowości.  






 
Obydwa produkty są dedykowane włosom cienkim, pozbawionym objętości, oklapniętym. No, dosłownie przeznaczone dla mojej czupryny ;) Bardzo się ucieszyłam z takich produktów, ponieważ czegoś takiego szukałam do wiosennej pielęgnacji pasm. Po zimie zwykle wyglądają fatalnie i są w kiepskiej kondycji, więc miałam ogromną nadzieję, że kosmetyki Love Beauty and Planet chociaż troszkę im pomogą. Nie ukrywam, że nie spodziewałam się cudów, a tutaj proszę, wielkie zaskoczenie. Moje włosy dobrze traktują silikony, a w tym przypadku polubiły i coś naturalnego, pozbawionego chemii.  

Jeśli chodzi o szampon, to nie jest on zbyt wodnisty, a lekko żelowy. Nie spływa z włosów i dłoni, świetnie się pieni. A jak pięknie pachnie! Nie jest to sam czysty, słodki i nużący aromat kokosa za którym nie przepadam. Tutaj wszystko zostało wzbogacone delikatnie kwiatową, orzeźwiającą nutką. Całość tworzy przecudną kompozycję. Ale powróćmy do działania! Szampon doskonale oczyszcza włosy i skórę głowy. Można go używać codziennie, bo nie wysusza skalpu, nie przesusza pasm. Oczywiście również ich nie plącze, za co kosmetyk szczerze polubiłam. Natomiast od porządnego odżywiana jest odżywka. Ta ma konsystencję kremu, również trafioną pod względem struktury. Idealnie wygładza, nawilża i nabłyszcza zmęczone po zimie pasma. Dzięki niej nie mam żadnych problemów z rozczesaniem czupryny np. po powrocie z zewnątrz, gdy wieje mocny wiatr. 




Suchy szampon to ja muszę mieć w swojej kosmetyczce, ponieważ nie zawsze można umyć głowę. A pokazywać się światu z oklapniętymi włosami, chyba żadna kobieta nie lubi. Ten szampon zaskoczył mnie swym świeżym, kwiatowym i przyjemnym zapachem. Naprawdę nie jest duszący, za to piękny aromat długo utrzymuje się na włosach. Suchy szampon rewelacyjnie odbija włosy u nasady, nadaje im objętości. Po jego użyciu skóra głowy nie swędzi, nie pojawia się później łupież itp. To bardzo dobry, skuteczny produkt. 




Balsamy do ciała uwielbiam i chętnie testuję. W tym jestem zakochana, a właściwie w jego zapachu. Chyba jeszcze nigdy nie miałam tak pięknie pachnącego balsamu, dającego tak wielkiego kopa, orzeźwiającego, a jednocześnie mega otulającego. Konsystencję ma magiczną, bardzo lekką, delikatną, świetnie współpracującą ze skórą. Wchłania się błyskawicznie i nie pozostawia tłustej warstwy. Dzięki niemu ciało jest nawilżone, wygładzone i miękkie. Idealny do stosowania po każdej kąpieli. Dozowanie produktu ułatwia solidna pompka. 

Z kosmetyków Love Beauty and Planet jestem bardzo zadowolona. Będę po nie sięgała regularnie, gdyż bardzo się polubiliśmy. Marka ma w swej ofercie inne linie produktów, więc będzie co testować.

poniedziałek, 25 marca 2019

Nou, Freesia, kwiatowa woda perfumowana dla kobiet

Nou, Freesia, kwiatowa woda perfumowana dla kobiet
Uwielbiam te dni, kiedy wychodząc z domu, nie muszę pamiętać o szaliku i czapce. Jest ciepło, przyjemnie i aż chce się żyć. Czuć już wiosnę! Dlatego postanowiłam wprowadzić nieco zmian do swojej pielęgnacji ciała, a także rozejrzeć się za nowymi perfumami. Na cieplejsze dni wybieram raczej lżejsze, delikatniejsze zapachy. Nie ma sensu otaczać się chmurą ciężkich aromatów, które przeszkadzają nie tylko mi, ale i otoczeniu. Dziś chciałam wam pokazać wodę perfumowaną, która idealnie wpisuje się w wiosenną aurę.








Pojemność: 50 ml
Cena: ok. 69 zł w Rossmannie
Moja opinia:
Osobiście nigdy nie miałam zapachów tej marki. Owszem, widziałam je w Rossmannie, ale jakoś nie było nam po drodze. W sumie od dawna miałam już swój ulubiony flakonik, ale ostatnio coś mnie naszło na zmiany. Mój luby jakiś czas temu testował perfumy marki Nou, przypadły mu do gustu, więc i ja postanowiłam poznać coś nowego. Wszak wiosna to idealny moment na rewolucję w pielęgnacji - nie tylko samego ciała, czy włosów ;) Zmiana perfum na lżejsze to dobry początek, prawda? Ale dosyć ględzenia, czas na konkrety!

Buteleczka jest według mnie po prostu przepiękna. Prosta, a jednocześnie niebanalna, elegancka i przykuwająca wzrok. Cudnie wygląda na toaletce, sprawdza się w praktyce jak mało która. Atomizer działa bez zarzutu i rozpyla idealną ilość kosmetyku. Lubię takie pozbawione udziwnień flakoniki. Ten, chociaż prosty, nie rozczaruje wielbicielki ładnych buteleczek. Etykieta wykonuje tutaj całą robotę. Swoją drogą, pozostałe wody z tej serii mają prześliczne, kwiatowe etykietki. 






Pierwsze powąchanie wody Freesia uznaję za pierwsze zauroczenie zapachem. Dawno nie miałam tak lekkich, tak orzeźwiających perfum. Zapach przyjemnie otula, wcale nie jest ciężki, nużący. Chociaż kwiatowy, nie jest staromodny, charakterystyczny dla starszego pokolenia ;) Z tymi kwiatowymi aromatami bywa różnie - tutaj frezję czuć idealnie. Bardzo polubiłam nową wodę perfumowaną od Nou i chętnie po nią sięgam. Nie tylko podczas dnia, bo i wieczorem, na większe wyjścia, sprawdza się po prostu fantastycznie. Jest trwała, a to kolejna, bardzo ważna zaleta produktu.


Nou Freesia to niebanalny, zaskakujący zapach, który przypadnie do gustu kobiecie preferującej kwiatowe aromaty. Ja jestem w tych perfumach zakochana. A wy lubicie frezję w wodach perfumowanych, toaletowych? Dajcie koniecznie znać w komentarzach.


NUTY ZAPACHOWE:


* nuta głowy: cytryna, bergamota, galbanum


* nuta serca: lilia, jaśmin, frezja, róża

nuta bazy: piżmo, drzewo sandałowe, benzoin, bursztyn

środa, 13 marca 2019

Aloesowa pasta do zębów i szczoteczka z aktywnym węglem

Aloesowa pasta do zębów i szczoteczka z aktywnym węglem
Dziś o duecie bez którego nie sposób normalnie funkcjonować. Mowa o paście i szczoteczce. Jak w naszym społeczeństwie sytuacja z próchnicą wygląda każdy wie, jednak my nie musimy iść przecież tą samą drogą! Warto zadbać o jamę ustną i do regularnego szczotkowania zębów zachęcać nawet najmłodsze dzieci. Dwa produkty, które dziś chciałam wam zaprezentować, z pewnością zadbają odpowiednio o czyste ząbki. Pochodzą one ze sklepu e-fryzjernia.pl 







Od producenta:

Skład:

Pojemność: 75 ml
Cena: 12.50 zł do kupienia tutaj
Moja opinia: 
 Produkt nie zawiera sacharyny. Aloes widnieje na liście dość wysoko, więc jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Należę do osób, które z pastami do zębów nie eksperymentują i sięgają po to, co sprawdzone. Jednak produktowi marki Equilibra dałam szansę, ponieważ bardzo lubię ich kosmetyki i nigdy nie trafiłam na bubla. Z pastą było podobnie. To mój hicior :) 

Pasta ma konsystencję zwartego żelu w kolorze zielonym. Smakuje i pachnie naprawdę dobrze. Nie szczypie w język, więc fajnie, bo tego strasznie nie lubię. Miętowym smakiem również nie oszałamia. Osobiście nie przepadam za mocnymi pastami. Opakowanie jest praktyczne. Nie mam żadnych problemów z całkowitym opróżnieniem tubki. 

Pasta świetnie czyści ząbki i odświeża oddech. Nie uszkadza szkliwa, nie wywołuje krwawienia z dziąseł. Może nie wybiela w jakiś szczególny sposób, ale tego od niej nie oczekiwałam. Zlikwidowała u mnie nadwrażliwość i za to jestem jej ogromnie wdzięczna :)



Od producenta:

Cena: 7.50 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:  
Eksperymenty ze szczoteczkami do zębów to zdecydowanie nie moja bajka, ale tej, tak samo jak przedstawionej wyżej paście, dałam szansę na wykazanie się w praktyce. Nigdy nie miałam szczoteczki z aktywnym węglem, także wszystko zapowiadało się całkiem ok. 
Szczoteczka dobrze leży w dłoni. Nie wyślizguje się, nie jest zbyt ciężka. Ma jak dla mnie idealne pod względem miękkości włosie. Nie podrażnia, nie drapie dziąseł, nie rani ich i nie odsłania szyjek zębowych. Ze względu na to, że posiada włoski o różnej długości, dociera do trudno dostępnych miejsc bez najmniejszego trudu. 

Radzi sobie świetnie przy codziennym szczotkowaniu. Bardzo się polubiliśmy i z pewnością powrócimy do siebie przy okazji zakupu kolejnej szczoteczki. Produkt kosztuje niewiele, a faktycznie się sprawdza i nie są to tylko obietnice producenta.

A wy znacie te produkty? Może macie ulubione pasty i szczoteczki do zębów do których powracacie przy okazji każdych, kolejnych zakupów?

czwartek, 7 marca 2019

Fabryka Firanek i Koronek „HAFT” S.A. - Tkaniny

Fabryka Firanek i Koronek „HAFT” S.A. - Tkaniny
Jak tam wasze samopoczucie w ten piękny, słoneczny dzionek? Czujecie już nadchodzącą wiosnę, która praktycznie już czeka za progiem? Ja jestem pozytywnie nastawiona i w sumie nie mogę się doczekać, aż wyjdę na podwórko ubrana nie w ciepłą kurtkę, a bluzeczkę z krótkim rękawkiem.
Z tej radości zabrałam się za porządki. Postanowiłam nawet, że odświeżę nieco dom, a zmiany rozpocznę od wyboru... dodatków. Ja to jestem ;) No więc nie namyślając się zbytnio, rozpoczęłam buszowanie na stronie fabryki firanek i koronek HAFT, gdzie wyszukałam kilka pięknych tkanin.

 Fabryka Firanek i Koronek HAFT

Dobra, kilka to zbyt ogólnie napisane. Ja mam tych tkanin ogrom, a wszystkie tak piękne, że trudno z nich wybrać te najlepsze. W sumie wszystkie wyglądają znakomicie i pasują do mojego domu. Niby moje cztery kąty też są pokaźne, to i materiałów trzeba mnóstwo, jednak nie mogę przesadzać... Finansowo również należy decydować mądrze, chociaż tkaniny od Haftu nie kosztują milionów. Uwierzcie mi, tam w niskich cenach też można kupić coś fajnego i unikatowego. 



Na zdjęciu starałam się pokazać wam sporo próbek, lecz zmieścić wszystkie w kadrze, to już wyczyn nie do osiągnięcia. Ogólnie rzecz ujmując, tkaniny od fabryki Haft można podzielić na trzy grupy:
- poliestrowe
- z dodatkiem przędz naturalnych roślinnych
- retex


Na każdej tkaninie macie wyraźnie oznaczony skład, więc nie powinno być żadnych niedomówień. Przynajmniej ja w tym wszystkim odnalazłam się znakomicie, chociaż żaden ze mnie spec od materiałów.

Jeśli chodzi o tkaniny poliestrowe, to sprawdzają się świetnie jako obrusy plamoodporne. Mam w domku kilka takich, lecz nie od fabryki Haft. Dlatego zamierzam okupić się porządnie w tkaniny wykonane z tego materiału, by plamy na obrusach już nie psuły mi humorku. Coś takiego jest przecież niezastąpione np. na rodzinnych imprezach, prawda?

Tkaniny z dodatkiem lnu i bawełny, to według mnie strzał w dziesiątkę. Takie cuda są niesamowicie wytrzymałe, nie drą się i nie snują po kilku praniach, a co najważniejsze, nie mamy żadnych problemów z ich późniejszym prasowaniem. Pół biedy, gdy mamy np. malutki obrusik, ale na pokaźny stół trzeba się troszkę tym żelazkiem namachać.

Tkaniny RETEX to już totalny odlot. Czy wiecie, że wyroby te mają w swym składzie przędzę poliestrową, która pochodzi z recyklingu? Chylę czoła przed firmą i będę chwaliła w gronie znajomych. Brawa za ekologiczne, świadome podejście do sytuacji!





W ramach podsumowania, jestem bardzo zadowolona z tkanin dekoracyjnych od fabryki firanek i koronek Haft. Wzory i kolorystyka przypadły mi do gustu. Są nietuzinkowe, niebanalne i bardzo eleganckie. Jestem przekonana, że z bogatej oferty firmy każda z was wybierze coś dla siebie. W końcu to producenci z tradycjami - działają od 1878 roku!
Copyright © 2016 To co kobieta lubi najbardziej... , Blogger