środa, 22 lutego 2017

Owocowe balsamy do ust Laura Conti

Dawno nie pokazywałam wam kosmetyków, które aktualnie używam i które mogę polecić. Dziś recenzja dwóch balsamów do ust, sprawdzających się u mnie rewelacyjnie. Produkty od firmy Coloris po raz kolejny zdały egzamin na ocenę celującą. 

 

SŁODKIE BALSAMY DO UST LAURA CONTI





TRUSKAWKOWA JULKA


OWOCOWA ZUZIA


Od producenta:

Skład:

Waga: 3,8g
Moja opinia:
Na widok tych balsamów, na moich ustach pojawił się szeroki uśmiech. Opakowania Owocowej Zuzi i Truskawkowej Julki zostały zaprojektowane z pomysłem. Z pewnością spodobają się dzieciom, ale nawet ja, stara krowa z chęcią korzystam z kosmetyków w razie potrzeby. Na plus zasługują same nazwy balsamów - są takie słodkie :) 

Lubię mieć zapas balsamów w sztyfcie. W każdej kurtce, w każdej torebce, na nocnej szafce. Zapominanie o ich stosowaniu może mieć opłakane skutki. Ostatnio musiałam leczyć swoje lenistwo, gdyż usta wyglądały fatalnie. Odstające skórki, pękające kąciki... Owocowe balsamy do ust Laura Conti, na szczęście poradziły sobie z moim problemem. 

Owocowa Zuzia pachnie gumą balonową, a Truskawkowa Julka... oczywiście truskawkami. Nie są to zapachy chemiczne, trudne do zaakceptowania, a bardzo przyjemne i trwałe. W dodatku balsamy mają słodki smak. Na wargach nie pozostawiają koloru, ani też tłustej, lepkiej warstwy. Świetnie nawilżają, regenerują suche, spierzchnięte usta. Idealne na każdą porę roku, a w szczególności na zimową, kapryśną pogodę. 

środa, 1 lutego 2017

Zestaw biżuterii vintage z motywem słonia indyjskiego

Chyba jak większość kobiet jestem łasa na biżuteryjne cuda. Często kupuję jakieś kolczyki, wisiorki, niekoniecznie takie z górnej półki. Lubię mieć tego więcej, a nie przykładowo jedną parę kolczyków za kilka stów. Cóż, takie to moje przyzwyczajenie. Pewnie dlatego zestaw biżuterii ze strony ShipGratis.eu tak mnie zainteresował. A że styl retro jak najbardziej mi odpowiada, zdecydowałam się na przygarnięcie tychże drobiazgów.

 http://shipgratis.eu/





Kolor: czarny
Długość łańcuszka: 55 cm
Długość bransoletki: 17 cm
Cena: 35.04 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
Zaopatrywanie się w biżuterię przez sklep internetowy, nie należy do mojej ulubionej formy zakupów. Zdecydowanie wolę wszystko dokładnie obejrzeć, by potem nie było żadnych niespodzianek. Dlatego obawiałam się nieco, jak będzie wyglądał ten zestaw. Po otworzeniu przesyłki zostałam mile zaskoczona. Zdjęcia na stronie sklepu idealnie odzwierciedlają faktyczny wygląd biżuterii. Dodatkowo, wszystko zostało szczelnie zapakowane, nic nie uległo uszkodzeniu. 

Zdecydowałam się na biżuterię z czarnymi elementami. Do wyboru jest jeszcze kolor czerwony, zielono - niebieski. Ja postawiłam na uniwersalne barwy. W zestawie znajdziemy trzy rzeczy, które prezentują się następująco...

BRANSOLETKA




Bardzo lubię nosić bransoletki, ale przy codziennej krzątaninie, ten element biżuterii szybko niszczyłam. W tym przypadku myślę, że cacuszko posłuży mi na dłużej. Bransoletka z motywem słonia indyjskiego naprawdę mi się spodobała. Pięknie leży na dłoni, jest wygodna, chociaż nieco ciężka. Dzięki sprytnemu zapięciu, samodzielnie ją zakładam i nie wzywam na pomoc dosłownie nikogo :)

NASZYJNIK







 Wygląda na solidny i taki też jest w rzeczywistości. Naturalnie, wizerunek słonia indyjskiego, jest w przypadku naszyjnika odpowiednio większy. Biżuteria prezentuje się rewelacyjnie w połączeniu z ciemnym, albo jasnym golfikiem, a także z grubymi sweterkami. Znakomicie uzupełnia strój, nadaje się do pracy, czy na bardziej oficjalne wyjścia. Naszyjnik jest równie ciężki, łańcuszek odpowiednio długi, nie plącze się, nie chwyta o powierzchnię ubrania. 

KOLCZYKI



Chociaż nie mają żadnego zabezpieczenia, nie wypadają z ucha, więc nie obawiajcie się, że biżuterię gdzieś zgubicie. Kolczyki stanowią świetne uzupełnienie całego zestawu biżuterii. Oczywiście jeśli lubicie minimalizm, możecie zdecydować się tylko na ich założenie, a zrezygnowanie z reszty, tj. z bransoletki i naszyjnika. Kolczyki pięknie migoczą w świetle naturalnym i sztucznym, nie wyglądają tandetnie, bazarowo. 

Zestawik biżuterii z motywem słonia indyjskiego przypadł mi do gustu i chętnie go zakładam. Czasem decyduje się na cały komplet, a innym razem wybieram sobie jeden drobiazg... Biżuteria prezentuje się naprawdę dobrze, tak jak wspominałam, nie byłam na samym początku do niej przekonana. Jednak przy bliższych oględzinach stwierdziłam, że te cudeńka mają w sobie to coś:) Myślę jeszcze nad zakupem kolejnego zestawu... tym razem dla mamy. Wersja czerwona wygląda równie ciekawie. 

niedziela, 29 stycznia 2017

Pulsacyjny masażer do twarzy z głowicą wzbogaconą 24-karatowym złotem

Na to urządzenie czaiłam się już od dłuższego czasu. Zerkałam na masażer nieśmiało, czytałam też sporo opinii na jego temat. Wreszcie mam go u siebie i... to maleństwo mnie po prostu oczarowało. Produkt Dermo Future Precision stał się moim ulubieńcem i taką formą relaksu po całym dniu pracy. 


Zdjęcie użytkownika Dermo Future Precision.





Od producenta:

Cena: 150.50 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
 Masażer zapakowano w eleganckie pudełeczko, dodatkowo wyścielane miękką gąbką. Urządzenie możemy więc zabrać w podróż z największym spokojem, bo mamy pewność, że podczas transportu nic złego mu się nie stanie. Przydałoby się jeszcze jakieś ochronne etui - to tak gdyby pudełko uległo zniszczeniu. Nie jestem jednak zbyt "czepliwa" i nie będę tutaj narzekała ;) 

Na opakowaniu i w jego wnętrzu jest instrukcja użytkowania. Nie ma jednak dokładnej rozpiski w jaki sposób masować twarz, aby efekty kuracji były zadowalające. Cóż, poszperałam troszkę w internecie i co nie co doczytałam. 



Masażer pulsacyjny przypomina swym kształtem literkę T. Wygląda nieco kosmicznie, ale w tym cały sukces urządzenia ;) Zasilany na najzwyklejsze baterie AA, (paluszki), nie wymaga targania ze sobą ładowarek, innych kabelków. Nie ukrywam, że umiejscowienie baterii wymaga użycia siły, ale to tylko niewielki wysiłek fizyczny włożony w obsługę urządzenia. Aby uruchomić masażer, wystarczy przekręcić spodnią jego część i... gotowe! Nie robi dużego hałasu, działa "po cichu" ;)



Masaż przy użyciu tego gadżetu, należy do najprzyjemniejszych czynności pielęgnacyjnych, jakie możemy zafundować swojej skórze. Wystarczą tylko 2-3 minutki! Nie musimy spędzać w towarzystwie masażera całego poranka, albo połowy wieczoru. Warto wykroić sobie niewielki ułamek czasu, tylko dla pulsacyjnego masażera od Dermo Future. Podczas przesuwania głowicy po skórze, wyczuwam przyjemne mrowienie i łaskotanie, a także delikatny chłód. W ten sposób ja się relaksuję, a on pracuje! 


 Masażer pobudza skórę, zmusza ją do odpowiedniej pracy. Dzięki niemu, staje się zdecydowanie bardziej jędrna, gładka, delikatna. Zauważyłam, że nawet cienie pod oczami przestały mi doskwierać i niczego nie muszę ukrywać pod grubą warstwą korektora. Na likwidację zmarszczek oczywiście trzeba poczekać, bo nic nie dzieje się natychmiastowo, ale wymaga od nas systematyczności i cierpliwości. Cóż, mam przynajmniej odpowiedniego sprzymierzeńca do walki z pierwszymi oznakami starzenia się skóry :)


Masażer łatwo utrzymać w czystości, zajmuje niewiele miejsca. Jest bardzo poręczny i faktycznie wygląda nienagannie. Sprawdzi się więc doskonale jako prezent dla mamy, cioci, babci. Z pewnością zmieni system pielęgnacji skóry niejednej z was, a dodatkowo, wzmocni działanie kremów, serum i innych mazideł. Dzięki niemu, wnikną one dogłębnie. Pulsacyjny masażer sprawia, że wizyta u kosmetyczki nie będzie musem, bo w zaciszu własnych czterech kątów, przy odpowiednich "ruchach", zadbamy o swoją skórę jak należy. Jestem nim zachwycona!

Produkt otrzymałam w ramach akcji "Testuję z Twoim Źródłem Urody"

 FB_IMG_1441630671752.jpg