sobota, 8 lipca 2017

Nawilżający szampon do włosów grubych od Wella Professionals

Nawilżający szampon do włosów grubych od Wella Professionals
Czy wasze włosy w okresie letnim, tak jak moje, przeżywają okres buntu? Puszą się, są sianowate i brakuje im blasku? Jeśli tak, to dziś chciałam wam pokazać odpowiedni dla nich szampon. Po raz kolejny mogłam przetestować "włosową" nowość, którą znajdziecie w sklepie internetowym e-fryzjernia.pl Tak, na ten produkt warto zwrócić szczególną uwagę. 

 




Od producenta:

Skład:

Pojemność: 250 ml
Cena: 19.90 zł do kupienia tutaj 
Moja opinia: 
Moim włosom trudno dogodzić. Już sama nie wiem kiedy zachowują się lepiej. Latem, a może zimą? Albo ich kondycja jest tak masakryczna, iż ciągle wyglądają fatalnie. Fakt faktem ten kosmetyk troszkę je uspokoił. Dawno, nie pamiętam nawet kiedy, stosowałam produkty tej marki. Jakoś przechodziłam obok nich w drogerii, rzucałam okiem na półkę, gdzie się mieściły, a następnie wędrowałam dalej. Cieszę się więc z możliwości poznania kolejnej dla mnie nowości. 

Nie wiem dlaczego, może ze względu na energetyzujący kolor, ale opakowanie szamponu mnie urzekło. Jest takie wakacyjne, a jednocześnie bardzo poręczne i wygodne do manewrowania pod prysznicem lub w wannie. Nie mam żadnych problemów z otwarciem buteleczki, ani tym bardziej z jej zamknięciem. Wszystko działa bez zarzutu. I nawet jeśli opakowanie się przewróci, nic się z niego nie wyleje.



Co do konsystencji, to moim skromnym zdaniem jest trafiona w punkt. Nie za gęsta, nie za rzadka. Z pewnością nie spływa z dłoni i włosów. Szampon dobrze się pieni, a już niewielka ilość produktu wystarcza spokojnie na umycie długich pasm. Pachnie rewelacyjnie. Tak bardzo delikatnie, niezbyt intensywnie - aromat pasuje na letnią porę.  



Szampon stosowałam i nadal stosuję przy każdym myciu włosów. O dziwo jest bardzo wydajny, ale niestety pozostało mi go niewiele. Muszę koniecznie zakupić kolejne opakowanie tego przyjemniaczka. Moja czupryna bardzo się polubiła z taką nowością. Jestem posiadaczką włosów grubych, wymagających solidnego nawilżenia, więc akurat z produktem trafiłam idealnie.

Szampon pięknie nawilża i odżywia suche, zniszczone pasma. Nadaje im miękkości i elastyczności. Działa od czubka głowy aż po same końce. Jednocześnie ładnie odbija włoski u nasady, nie obciąża czupryny. Po jego użyciu nie mam problemów z rozczesaniem, ujarzmieniem pasm. Dodatkowo, po umyciu głowy szamponem, nakładam na włosy maskę z tej samej serii. O niej jednak opowiem wam innym razem.

wtorek, 4 lipca 2017

VITA-C perfekcyjny krem na noc

VITA-C perfekcyjny krem na noc
Nie raz i nie dwa wspominałam wam o kosmetykach od Dermo Future. Uwielbiam ich produkty, a ostatnio mogłam poznać kolejną nowość z asortymentu marki. Akurat kończył mi się krem na noc... Znalazłam skuteczny zamiennik testowanego wcześniej kosmetyku. O wiele lepszy co najważniejsze! 

 




Od producenta:

Skład:

Pojemność: 12 ml
Cena: 13.90 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
Takiej nowości to ja się zupełnie nie spodziewałam. Może nie zaskoczył mnie sam kosmetyk, a jego opakowanie. Nigdy wcześniej, albo nie przypominam sobie, bym stosowała krem zapakowany w takie opakowanie. To niewielka saszetka. Coś na podobieństwo maseczek do twarzy. 

Producent jednak pomyślał i o naszej wygodzie. Na szczycie saszetki znajdziemy odpowiedni dozownik. Dlatego aplikacja kremu należy do łatwych i przyjemnych. Pozostałe resztki nie zasychają, lecz są przechowywane w odpowiednich warunkach. Wszystko przed użyciem jest świetnie zabezpieczone. Mam więc pewność, że do mojego produktu nikt wcześniej nie zaglądał. Duży plus ma u mnie pojemność saszetki. 12 mililitrów to taka ilość kosmetyku, która pozwala na dokładne poznanie produktu, a jednocześnie nie ma szans się znudzić.  


Krem pachnie bardzo delikatnie. Nie kłóci się w związku z tym z innymi kosmetykami. Podczas nocnej pielęgnacji twarzy, często, a właściwie prawie zawsze, nie mam ochoty na mocno naperfumowane specyfiki. Krem posiada leciutką, przyjemną konsystencję. Szybko się wchłania, a na skórze pozostawia delikatną, ochronną warstewkę. To jednak nie tłusty, lepki i nieprzyjemny film.


Krem odpowiednio nawilża i odżywia skórę. Faktycznie nadaje jej zdrowego kolorytu, blasku i świeżości. Już po pierwszym jego użyciu widać piorunujące efekty. Sama nie mam większych problemów z pokaźnymi przebarwieniami, jednak coś tam niepokojącego na swojej twarzy dostrzegłam. Dlatego sięgnęłam po tę nowość od Dermo Future. Kusił mnie także krem ze śluzem ślimaka, ale myślę, że i na niego przyjdzie jeszcze czas. Póki co, wykorzystuje ten z witaminą C. Jestem zadowolona.  

Kosmetyk otrzymałam w ramach akcji "Testuję z Twoim Źródłem Urody"

 FB_IMG_1441630671752.jpg

poniedziałek, 3 lipca 2017

Balsam do ciała z olejkiem z dzikiej róży

Balsam do ciała z olejkiem z dzikiej róży
Pamiętam, że obok domu mojej babci, zawsze rósł dorodny krzew dzikiej róży. Jej kwiaty pachniały obłędnie. Dziś gdy o tym pomyślę, ten przepiękny aromat ciągle gdzieś jest obecny... Wraca we wspomnieniach i... kosmetykach! Nie jestem wielką fanką zapachu róży w produktach do pielęgnacji ciała. Jednak w przypadku kosmetyku marki Cosnature, powiedziałam mu stanowcze "tak"!

 Znalezione obrazy dla zapytania cosnature





Od producenta:


Skład:
 
Pojemność: 250 ml
Cena: 19.99 zł do kupienia w Hebe, Apteki DOZ, Apteki Cefarm, drogerie Eko
Moja opinia:

 Nie wiem, pewnie to moje uprzedzenia, ale z pewnymi obawami zabrałam się za testy kosmetyku. Dla mnie większość produktów o aromacie różanym pachnie tak, jak niemodne już ciuchy, wyjęte z szafy babci. Cóż, takie ze mnie dziwadło ;) Zaryzykowałam jednak i postanowiłam poznać nowość. Po sukcesie kremu, który pokazywałam wam tutaj, powinnam być zadowolona z kolejnego produktu nieznanej mi wcześniej marki. Czy tak było w rzeczywistości? Tak!

Balsam zamknięto w wygodnym, bardzo poręcznym opakowaniu. Może szata graficzna nie przyprawia mnie o szybsze bicie serca, ale prezentuje się schludnie i nienagannie. Do dozownika przyczepić się nie sposób. Sprawdza się u mnie znakomicie, uwalnia odpowiednią ilość kosmetyku.


Konsystencja balsamu z miejsca zyskała moje uznanie. Przypomina raczej strukturę delikatnego mleczka. Jest jedwabista, nieco jogurtowa. Fajnie rozprowadza się na skórze, a i wchłania niezwykle szybko. Zapach wcale nie odrzuca. To taka róża w nieco innym wydaniu ;) Wzbogacona słodką, pudrową nutą. 


 Balsam sprawdza się u mnie fenomenalnie. Świetnie nawilża i odżywia, przy dłuższym, systematycznym stosowaniu nawet wygładza. Używam go także po depilacji, bo dodatkowo nie podrażnia, nie wywołuje szczypania, a działa łagodząco. Pomimo lekkiej konsystencji, należy do kosmetyków wydajnych. Nie pozostawia tłustej, lepkiej warstwy.

Kosmetyk otrzymałam w ramach akcji "Testuję z Twoim Źródłem Urody"

FB_IMG_1441630671752.jpg

Ekologiczny cukier waniliowy

Ekologiczny cukier waniliowy
Nie jestem mistrzem w kuchni, ani też nie uważam się za kogoś, kto potrafi stworzyć fenomenalne dania. Oczywiście gotuje i piekę ciasta, bo zwyczajnie nie da się inaczej ;) Od czasu do czasu przygotuję coś słodkiego. Straszne z nas łakomczuchy, więc bez drobnych przyjemności tego typu się nie obędzie. Ciasta wychodzą mi całkiem nieźle. Dziś chciałam wam pokazać produkt, który przydaje się podczas pieczenia, ale nie tylko. Dostaniecie go w sklepie Stragan Zdrowia.

 


Od producenta/Skład:

Waga: 20 g
Cena: 3.25 zł do kupienia tutaj
Moja opinia: 
Z resztek truskawek, postanowiłam przygotować dżem z nutą wanilii. Uruchomiłam więc swój multicooker, a także wykorzystałam produkt ze sklepu Stragan Zdrowia. Muszę wam powiedzieć, że przygotowany dżemik zyskał rewelacyjny smak i aromat. 


Zwykle do wypieków i właśnie dżemów czy konfitur, dodawałam najzwyklejszy cukier wanilinowy. Nazwy brzmią podobnie, bywają często mylone, ale tak naprawdę, to dwa różne produkty. Cukier waniliowy zawiera prawdziwą wanilię, natomiast wanilinowy, to taki tańszy zamiennik - z waniliną lub etylowaniliną. Zgadnijcie, który jest zdrowszy ;)

Produkt marki Amylon ma fantastyczny skład. Tylko cukier trzcinowy i mielona wanilia. Dlatego też jego zapach jest tak intensywny. Idealny dodatek do ciast, ciasteczek itp. Zdaje sobie sprawę, że jest nieco droższy od cukru wanilinowego. Jednak czy warto oszczędzać na takim produkcie? Tutaj lepiej postawić na jakość.

czwartek, 29 czerwca 2017

Winogronowy balsam do ust

Winogronowy balsam do ust
Ja wiem, że teraz śnieg nie pada i mróz nie szczypie w policzki. Ale o usta należy dbać o każdej porze roku. Przypominamy sobie o nich w momencie, gdy pojawią się pierwsze problemy. Warto wcześniej dostarczyć im tego, czego najbardziej potrzebują. Może kosmetyku od firmy Coloris?

 logo







 Od producenta:



Skład:


Waga: 11 g
Cena: 11.99 zł do kupienia tutaj
Moja opinia: 
Miałam już wersję malinową, więc przyszedł czas na winogronową. Przyznaję, że to właśnie ta druga spodobała mi się najbardziej. Balsamy do ust ogólnie uwielbiam, ale to właśnie do produktów marki Laura Conti powracam najczęściej. Ten również zyskał miano mojego osobistego hitu. Nie ruszam się bez niego nawet na krok. Przerzucam do torebki, kieszeni spodni. Tak fajny kosmetyk chcę mieć zawsze przy sobie.

Balsam ma ciekawą formę. Coś na podobieństwo "jajeczka", które sprawdza się podczas aplikacji. Ma odpowiednią wypukłość i konsystencję, więc trafia w miejsce przeznaczenia w sposób idealny. Mogę go używać będąc w ruchu, jadąc autobusem itp. Pachnie faktycznie winogronami, a nie chemicznym czymś. Dla jednych ten zapach może być zbyt słodki, mnie odpowiada. 

Balsam nie zbiera się w kącikach ust, nie tworzy na wargach nieprzyjemnej, obciążającej warstwy. Zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia i odżywienia. Łagodzi spierzchnięte, suche usta. Zawiera SPF 15, także na letnie wypady sprawdzi się znakomicie.

Protect & moisture nawilżający balsam do opalania SPF 30

Protect & moisture nawilżający balsam do opalania SPF 30
Chyba jak każda kobieta, a z pewnością jak większość kobiet, lubię otrzymywać niespodzianki. Nie muszą to być jakieś wielkie prezenty. Liczą się przecież chęci. Jako przyjaciółka marki Nivea, często jestem zaskakiwana takimi niespodziewanymi darami. Uwielbiam je rozpakowywać ;)

 Zdjęcie użytkownika NIVEA.

W znanym mi doskonale pudełeczku, znalazłam kolejną nowość marki Nivea. Zdradzę wam jeszcze, że tych uroczych opakowań nigdy nie wyrzucam. Pudełeczka się przydadzą, a to stało się nowym mieszkankiem dla podgrzewaczy ;) 


Nie przedłużając, zobaczcie co testuję tym razem i czym tak bardzo się zachwycam. 




Od producenta:

Skład:

Pojemność: 200 ml
Cena: ok. 30 zł
Moja opinia: 
Okazji do przetestowania tego produktu, miałam całe mnóstwo. Nawet dziś musiałam się nim nasmarować, bo słońce przypiekało mocno. Oczywiście nie opalałam się przy ponad trzydziestu stopniach! Jednak nigdy, nawet gdy termometr pokazuje dwadzieścia parę stopni, nie powinniśmy zapominać o ochronie naszej skóry. Tak, zdaje sobie sprawę, że wy to wszystko wiecie, ale warto przypominać i upominać resztę domowników. 

Powracając do balsamu... Ja akurat mam wersję SPF 30, ale w Rossmannie widziałam również takie z ochroną SPF 20, czy 15, a także 50. Każdy znajdzie coś dla siebie. Nowość charakteryzuje troska nie tylko o naszą skórę, ale i o nasze ubrania. Dlatego ten produkt należy do wyjątkowych.

Kosmetyk otrzymujemy w smukłej, charakterystycznej dla balsamów Nivea buteleczce. Zamykamy ją i otwieramy na tak zwany "klik". Przemyślany przez producenta dozownik, ułatwia aplikację kosmetyku. Nic się też nie wyleje przez przypadek w podróży, a przecież ten balsam pewnie niejednokrotnie opuści naszą łazienkę. To ci z niego podróżnik ;)

  
Balsam nie ma zbyt wodnistej konsystencji. Trzeba mu poświęcić nieco więcej czasu, by rozsmarować kosmetyk w sposób idealny. Zapach produktu bardzo mnie zaskoczył. Nie jest nieprzyjemny, jak aromat większości specyfików do opalania. Tutaj mamy jakąś kwiatową kombinację nut, która mi odpowiada.


Balsam może nie wchłania się błyskawicznie, ale nie pozostawia nieprzyjemnej, tłustej warstwy. Oczywiście tworzy na skórze ochronny film, jednak nie jest on lepki i trudny do zaakceptowania. 
Produkt świetnie nawilża i odżywia ciało. Nie dopuszcza do powstawania poparzeń słonecznych. Dzięki niemu nie spiekam raka, a moja opalenizna wygląda idealnie. Skóra nie schodzi, nie jest zaczerwieniona, nie szczypie. Balsam nie brudzi ubrań, a dodatkowo należy do produktów wodoodpornych. Bez niego nie ruszam się opalać ;) Wam gorąco polecam ten specyfik, w szczególności na aktualne, mega upalne lato. 

Pyszne masło orzechowe

Pyszne masło orzechowe
Tak sobie czasem myślę, że większego łakomczucha ode mnie, nie ma chyba na całym świecie. Nie wyobrażam sobie dnia bez zjedzenia czegoś słodkiego. Często sięgam po jakieś przekąski, ale najczęściej przygotowuje je samodzielnie. Ostatnio zrobiłam pyszne rogaliki z nadzieniem z... masła orzechowego od MyVita. Były rewelacyjne!

 Znalezione obrazy dla zapytania myvita






Od producenta:


Waga: 300 g
Cena: ok. 15 zł
Moja opinia: 
Wiem, wiem, że takie masło można zrobić samodzielnie, ale ostatnio nie mam jakoś czasu na tego typu zabawy w kuchni. Wolę więc kupić gotowy produkt, taki od razu do spożycia. Niestety w sklepach w mojej miejscowości, ciężko o prawdziwe masło orzechowe. W przypadku produktu od MyVita, w składzie znajdziemy tylko i wyłącznie prażone orzechy arachidowe. Zero konserwantów i innych, zupełnie niepotrzebnych świństw.

Po otwarciu opakowania, na powierzchni masła, może ukazać się olej arachidowy. Nie ma się więc co przerażać i obrzucać producenta błotem ;) Tak ma być, a wszystko też zależy od temperatury w jakiej przechowujemy produkt. Wystarczy przemieszać masło łyżką i gotowe.

Masło od MyVita, posiada kremową konsystencję. Pachnie najprawdziwszymi orzeszkami. Sprawdza się świetnie jako dodatek do ciast, rogalików itp. U mnie ląduje nawet w koktajlach. Jestem przekonana, że kolejne opakowanie tego masła, znajdzie swoje miejsce w mojej kuchni.

Copyright © 2016 To co kobieta lubi najbardziej... , Blogger