poniedziałek, 9 lutego 2015

Regeneracja suchych dłoni.

Regeneracja suchych dłoni.
Zima pokazuje na co ją stać. Śnieg sypie, a z domu też trzeba wyjść. By mieć pewność, że nasze dłonie są odpowiednio chronione, warto zabezpieczyć je wcześniej. Do tego celu najlepiej wykorzystać regenerującą maskę, którą zakupicie w sklepie interenetowym Villa Cosmetics.





Od producenta:
Kosmetyk Regenerująca maska do dłoni przeznaczony jest do skóry dłoni suchych i zniszczonych. Maska przyspiesza regenerację uszkodzonego naskórka dłoni oraz intensywnie nawilża. Chroni przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych i poprawia miękkość i elastyczność naskórka. Produkt nadaje jedwabistą gładkość skórze. 
Skład:
Pojemność: 175 ml
Cena: 29.99 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
Rzadko mam okazję korzystać z kosmetyków Bielendy z linii profesjonalnej. Testowałam swego czasu masło do ciała i peeling należący do tej serii i pamiętam, że z obydwóch produktów byłam zadowolona. Teraz przywędrowała do mnie maska, przeznaczona do pielęgnacji i regeneracji dłoni.
Produkt otrzymujemy w miękkiej tubie zamykanej na "klik". Na opakowaniu brakuje większej ilości informacji na temat kosmetyku, ale całe szczęście że skład i sposób użycia postanowiono jednak zamieścić :) 


Maska ma zwartą, treściwą konsystencję w kolorze brudnej bieli. Niemniej jednak dobrze rozprowadza się na skórze, a w moim przypadku, wchłania po prostu błyskawicznie. To jawny obraz tego, że mam strasznie wysuszone łapki. Pachnie świeżo, przyjemnie, długotrwale.


Kosmetyk stosuje według samodzielnie stworzonego schematu. Co drugi dzień, najczęściej wieczorem, bo wtedy mam więcej czasu dla siebie, nakładam na dłonie dużą ilość maski regenerującej. Następnie delikatnie, by nie zetrzeć kosmetyku, zabezpieczam dłonie bawełnianymi rękawiczkami. Na wchłonięcie maski nie muszę czekać zbyt długo... 
Po takiej kuracji, moje dłonie są gładkie, idealnie nawilżone, a także zabezpieczone przed działaniem niekorzystnych czynników atmosferycznych. Maska jest bardzo wydajna, więc nie możemy narzekać na cenę. Jeśli macie ochotę zakupić produkt, by poprawić wygląd swych dłoni, zajrzyjcie do sklepu internetowego Villa Cosmetics tutaj i wrzućcie go do koszyczka. Nie zapomnijcie polubić profilu sklepu na Facebooku klik

niedziela, 8 lutego 2015

ARS 3°~ARS 4° Intensywnie wygładzający krem pod oczy.

ARS 3°~ARS 4° Intensywnie wygładzający krem pod oczy.
Moja mama dawno nie testowała żadnego kosmetyku, dlatego też podsunęłam jej jeden z kremików od Dermedic. Bardzo lubi produkty tej marki, każdy który miała okazję poznać, sprawdzał się i co najważniejsze przynosił widoczne, a także pozytywne efekty.





Od producenta:

Skład:
Waga: 15 g
Cena: ok. 40 zł
Moja opinia:
Jak zwykle w przypadku kosmetyków od Dermedic, mamy idealnie opisane opakowanie. Nie trzeba szperać w internecie, by znaleźć informację na temat kremu. Niestety zauważyłam, że ostatnio duża część producentów o tym zapomina. We wnętrzu kartonowego pudełeczka, znajdziemy małą, ale niezwykle zgrabną buteleczkę typu airless. Osobiście nie toleruję kremów z dozownikiem w postaci kaniuli, a takie często wykorzystuje się w mazidełkach pod oczy. Tutaj mamy solidną, działającą sprawnie aż do końca pompkę. U mojej mamy jedno naciśnięcie aplikatora, uwalniało porcję kremu idealną do zastosowania "pod jedno oko" :)


Krem posiada lekką, ale też niezbyt płynną konsystencję. Nie przetłuszcza delikatnych okolic oczu, szybko się wchłania. Produkt należy do grupy bezzapachowych, co uznaję za znakomite rozwiązanie. Mamy mniejszą szansę na wystąpienie podrażnień, także krem będzie odpowiedni dla osób wrażliwych i tych, które nie przepadają za kosmetykami o mocnych aromatach. 


Moja mama ma bardzo suchą skórę pod oczami i bardzo widoczne cienie, dlatego krem trafił do odpowiedniej osoby. Odpowiednio nawilża, usuwa uczucie napięcia, a nawet w miarę swych możliwości, niweluje cienie! Mama jest z  niego zadowolona i z pewnością zakupi kolejne opakowanie. Krem nie należy do tanich, ale wydajność i samo działanie sprawia, że pieniędzy nie wyrzucamy w błoto. 

sobota, 7 lutego 2015

Aloesowy balsam do ust z olejkiem jojoba.

Aloesowy balsam do ust z olejkiem jojoba.
Było już o peelingu, słoiczkowym balsamie do ust. Dziś chciałam wam zaprezentować kolejny kosmetyk do pielęgnacji właśnie ust, tyle że jest to sztyft, który towarzyszy mi podczas zimowych spacerów i wypadów po zakupy. Produkt otrzymałam dzięki uprzejmości GreenVital


O firmie:
Serwis GreenVital.pl zajmuje się promocją zdrowego stylu życia. Znajdziecie tu Państwo porady naszych specjalistów, z którymi organizowane są cykliczne spotkania na terenie Krakowa i okolic a także artykuły o zdrowiu oraz urodzie.
W związku z olbrzymim zainteresowaniem produktami na bazie aloesu ze znanej na całym świecie firmy Forever Living Products uruchomiliśmy także sklep internetowy dedykowany produktom aloesowym.







Od producenta;
Forever Aloe Lips – Aloesowy balsam do ust. Łączy w sobie aloes, jojoba i wosk pszczeli. Koi, wygładza i nawilża pękającą skórę warg. Doskonały do użytku przez cały rok. Sposób użycia: regularnie nanosić na usta – zwłaszcza podczas niesprzyjających warunków pogodowych.
Skład:
Waga: 4.25 g
Cena: 15.99 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
Jak widzicie, mamy tutaj mały, niepozorny sztyft. Jest to mój pierwszy kosmetyk od Forever Living Products, dlatego testy należały do ciekawych i oczywiście dawały szansę na poznanie tego, co w moich okolicznych sklepach jest po prostu niedostępne. 
Wysuwanie balsamu z wnętrza opakowania, nie przynosi żadnych problemów. Sztyft wchodzi na swe miejsce, bez konieczności używania palca. Miałam już kilka takich przypadków, gdzie po dwóch, trzech aplikacjach, mechanizm się zacinał i trzeba było kosmetyk wyrzucić do śmieci. Tutaj można odetchnąć z ulgą. 
Balsam posiada przyjemną, łatwą do rozprowadzenia fakturę. Dosłownie ślizga się po powierzchni ust i pokrywa je odpowiednią ilością kosmetyku. Przepięknie pachnie! To takie słodko - orzeźwiające połączenie aromatów, które wyczuwamy przez bardzo długi czas. 
Balsam nie obciąża, nie skleja ust. Daje delikatny efekt błysku, ale nie porównywalny do nachalnego, widocznego efektu. Regeneruje, nawilża, odżywia wysuszone na wiór usta, a o suchych i odstających skórkach można zapomnieć. Kosmetyk sprawdza się na porywistym wietrze, ale także na siarczystym mrozie. Nie zajmuje wiele miejsca, więc można go wrzucić do torebki czy kieszeni kurtki i mieć zawsze przy sobie. Sztyft zapewnia higieniczną, szybką aplikację. Wasze usta znajdą w nim swego sprzymierzeńca :)

czwartek, 5 lutego 2015

Herbaciany prezent.

Herbaciany prezent.
Zbliżają się Walentynki. Szczerze powiedziawszy nie dla mnie takie święto, ale oczywiście są i tacy, dla których 14 luty stanowi ważną datę w kalendarzu. Jeśli nie chcecie kupować swej drugiej połowie kolejnego pluszowego serducha, albo bokserek w kolorze ognistej czerwieni, spójrzcie na przedstawione niżej małe, herbaciane cudo. Produkt otrzymałam od oficjalnego dystrybutora marki Basilur Tea na Polskę.


O firmie:
Herbatea-m – wyłączny na terenie Polski dystrybutor firmy Basilur Tea – ma zaszczyt zaprezentować Państwu ekskluzywna herbatę najwyższego gatunku. W istocie, jest to niedoścignionej jakości herbata, której krajem pochodzenia jest Sri Lanka, zwana niegdyś Cejlonem. O każdym produkcie firmy Basilur Tea śmiało można powiedzieć, że jest to rzecz unikatowa i niepowtarzalna. Starannie dobrani, najwyższej klasy specjaliści z wieloletnim doświadczeniem nieomylnie selekcjonują i wybierają te gatunku herbaty, które staną się markowym produktem. A trzeba podkreślić, że Basilur Tea to nie rynkowy gigant nastawiony na masową produkcję dla masowego odbiorcy. To niewielki przedsiębiorstwo, które może sobie pozwolić na staranny, perfekcyjny proces produkcji, w którym łączy się troskę o każdy walor produktu i każdy szczegół opakowania.
Herbaty Basilur Tea są pakowane w ciągu kilku dni od zerwania liści. Co ważne, pakowana w tym miejscu, gdzie rośnie, co niepomiernie wpływa potem na wyborną jakość każdej zaparzonej filiżanki napoju.

Firmie Basilur Tea udało się z biegiem lat stworzyć kilka znakomitych kolekcji herbat, które docenili i zaakceptowali koneserzy z całego świata. Festival Collection, Leaf of Ceylon, Ceylon Map – to nazwy kolekcji niepowtarzalnych herbat liściastych pochodzących z takich regionów jak Uva, Kandy, Dimbula, Nuwara Eliya. Warto wymienić kolekcję Bouquet, a to z tego względu, że cieszy się szczególnym uznaniem Pań. Z kolei kolekcja Fruit & Flowers to zupełnie nowe doświadczenie i nowe doznania dla amatorów herbaty. Ten produkt pozwala na indywidualne eksperymenty podczas ceremonii parzenia herbaty, ponieważ do dyspozycji mamy nie tylko herbatę w czystej postaci, ale również mieszanki kwiatowo owocowe, które każdy amator łączy wedle własnego gustu i smaku. W tym miejscu warto przypomnieć rozpowszechniona wśród koneserów niechęć dla herbaty w saszetkach, która – zdaniem wielu – produkowana jest z gorszych gatunków liści. Herbata w saszetkach firmy Basilur Tea jest w tym względzie wyjątkiem, bowiem do jej produkcji używa się surowca, który nie odbiega gatunkiem i smakiem od herbat liściastych. Dotyczy to także herbat owocowych, jakie firma ma w swojej ofercie.

Ośmielamy się zatem zaprosić Państwa do skosztowania cejlońskiej herbaty Basilur Tea i delektowania się tym niepowtarzalnym smakiem. W naszej ofercie znajdą Państwo szczegółowy opis każdego zaprezentowanego produktu













Od producenta:
Waga: 100 g
Cena: 39.95 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
Wierzcie mi, jeszcze nigdy nie otrzymałam tak pięknie zapakowanej herbaty. Metalowa puszka jest po prostu prześliczna! Pasuje jako prezent na różnorakie okazje: imieniny, urodziny, rocznice, czy wspomniane wcześniej Walentynki. Widać, że producent dba o walory estetyczne produktu i po prostu daję gwarancję swej solidności. Herbata należy do nowej kolekcji "With Love", więc mamy jednocześnie wspaniałe wprowadzenie do zbliżającego się klimatu. 
We wnętrzu eleganckiej puszki, otrzymujemy herbatę zapakowaną w równie uroczą torebeczkę, ze strunowym zamknięciem. Dodatkowo, producent pomyślał o papierowych filtrach do zaparzania, byśmy podczas picia przygotowanego naparu, mogli w stu procentach skupić się na jego smaku:) 
Kocham zieloną herbatę, dlatego ta sprawiła mi tak wiele radości. Dzięki zawartości wiórków kokosowych, zyskała nieco egzotycznego wyrazu. Pozostałe nuty: róży, bławatka i granatu, wyczuwam w zupełności, to nie tylko puste obietnice producenta. Herbata smakuje wybornie. Jedną "porcję" można parzyć nawet trzykrotnie, tyle że trzeba pamiętać o pewnych zasadach. Jeśli zajrzycie na stronę http://www.basilur.pl/ wszystko stanie się jasne, a świat herbat nie będzie miał przed wami tajemnic. "With Love" gasi pragnienie i co najważniejsze, jest zdrowa! Zachęcam was do zakupu takiej eleganckiej puszki z pyszną zawartością. 

wtorek, 3 lutego 2015

Pielęgnacja dłoni - mój obowiązek.

Pielęgnacja dłoni - mój obowiązek.
Kolejny kosmetyk od firmy Coloris, od jakiegoś czasu, gości się na mojej nocnej szafce. To krem do rąk, z którym znalazłam wspólny "język" i do którego pewnie będę powracać - oczywiście gdy najpierw uszczuplę nagromadzonych zapasów :)







Od producenta:
Skład:
Pojemność: 100 ml
Cena: 3.99 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
Tubka kremu Laura Conti, wcale nie należy do małych i niepozornych. Jest dość spora, także w przepełnionej do granic możliwości torebce, nie znajdzie swego miejsca. Dlatego też mój "egzemplarz" spoczywa sobie na nocnej szafce, chociaż ma już za sobą kilka podróży na zewnątrz. Zamknięcie tubki, to element zwyczajny, tradycyjny, a z opakowania swobodnie wyciśniemy odpowiednią porcję kosmetyku.
Krem jest biały, treściwy, dlatego obawiałam się że będzie zbyt tłusty. Nawet nie wiecie jak ulżyło mi w momencie gdy rozsmarowałam go na skórze. Żadnej tłustej, lepkiej warstwy nie zaobserwowałam, wchłania się niezwykle szybko. Poczułam natomiast zapach i to wcale nie migdałowy. Według mnie, krem pachnie świeżo wyciśniętym sokiem z cytryny, ale dodatkowo całość okraszono delikatną nutką słodyczy. Bez obaw - zapachu środków do czyszczenia tutaj nie znajdziecie :) 
Krem znakomicie nawilża, wygładza nasze dłonie, także sprawdzi się zarówno zimową porą jak i latem, gdy po pracach w ogrodzie zmagamy się z suchą, spierzchniętą skórą. Pozytywne efekty, trwają oczywiście do momentu umycia rąk, ale by określić działanie w ramach czasowych, spokojnie byłyby to trzy pełne godziny. Jeśli chodzi o przebarwienia, to nie mogę stwierdzić czy krem pod tym kątem naprawdę działa. Na szczęście nie mam takiego problemu, więc na siłę nie upatruję znikających ze skóry plamek :) Cenowo kosmetyk według mnie, wypada bardzo korzystnie, a z jego wydajności mogę być tylko zadowolona. 

Jajeczne kotleciki.

Jajeczne kotleciki.
Przez dzisiejszy ograniczony mocno czas, przygotowanie obiadu musiało odbyć się błyskawicznie. Wpadłam na pomysł, by przygotować lubiane przez moją rodzinę kotleciki jajeczne. Jako dodatek posłużyły oczywiście ziemniaki i przepyszne ogórki firmy Orzech.



Składniki:
- 6 jajek
- 1 czerstwa bułka
- bułka tarta
- olej do smażenia
- sól, pieprz
- ogórki konserwowe z chili Orzech

Przygotowanie:


Pięć jajek gotujemy na twardo. Po wystygnięciu kroimy je w drobniutką kostkę. Bułkę namaczamy w wodzie, następnie odciskamy i dodajemy do pokrojonych jajek. Mieszamy, doprawiamy solą i pieprzem. Następnie do powstałej masy, dodajemy świeże jajko, ponownie mieszamy. Formujemy średniej wielkości kotleciki, które obficie obtaczamy w bułce tartej. Smażymy na oleju, do momentu gdy kotleciki uzyskają złoty kolor. 
Kotlety jajeczne podałam z ogórkami konserwowymi z chili, które nadały całemu daniu odrobinę pikanterii. Muszę przyznać, że jako fanka ogórków, po raz pierwszy jadłam takie z dodatkiem ognistej chili :) Czy smakowały ? I to jak! 

poniedziałek, 2 lutego 2015

Gładkie usta.

Gładkie usta.
Zimą osłonięte szalikiem, skazane na mróz i porywisty wiatr. Usta, bo to o nich mowa, potrzebują specjalnej pielęgnacji. Od czasu do czasu, warto zafundować im peeling, taki jak ten od firmy Coloris.









Od producenta:
Skład:
Pojemność: 10 ml
Cena: 8 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
Tubka z peelingiem jest niewielka, jak większość kosmetyków tego typu. Tym razem uznałam, że słoiczek byłby tutaj zupełną porażką. Dlaczego? Konsystencja peelingu należy do bardzo luźnych, czasem lubi spływać z ust. To taki rozwodniony błyszczyk, tyle że ja nie odbieram tego jako wady. Umieszczenie więc peelingu o podobnej strukturze w zakręcanym słoiczku, nie pozwoliłoby nam na jego swobodne nakładanie. Dozownik z niewielką dziurką, jak u błyszczyków, daje większe pole do popisu. 
Peeling ma słodki smak, także gdy przypadkowo go spróbujemy, możemy odetchnąć z ulgą. Zapach faktycznie przypomina truskawkę, chociaż pewnie dla niektórych będzie zbyt chemiczny. Sposób użycia kosmetyku nie zajmuje zbyt wiele czasu, nie musimy też zbytnio się nagimnastykować. Wystarczy nałożyć odrobinę peelingu na usta i masować je przez kilka sekund, a pozostałości mazidełka zetrzeć chusteczką. W fakturze produktu Laura Conti, dają się wyczuć maleńkie, przyjemne drobinki. Według mnie świetnie usuwają martwy naskórek, dobrze wygładzają. Kosmetyk dodatkowo, nadaje ustom kuszącą, lekko czerwoną barwę. Myślę, że stanowi znakomity element przygotowawczy pod matowe szminki - usta zachowują gładkość, żadne odstające skórki nie są widoczne. 

Copyright © 2016 To co kobieta lubi najbardziej... , Blogger