niedziela, 11 listopada 2018

Lakiery hybrydowe od NC Nails Company

Lakiery hybrydowe od NC Nails Company
Jakiś rok, może nie cały, ale z pewnością kilka miesięcy temu, malowałam paznokcie tylko i wyłącznie zwykłymi lakierami, a na testowanie hybryd po prostu brakowało mi odwagi. Jestem osobą, która nie potrafi pomalować pazurków w sposób nieskazitelny, katalogowy, idealny. Zawsze gdzieś tam ciapnę sobie skórki ;) Jednak pewnego dnia zaryzykowałam i skusiłam się na zestaw do hybryd. Dziś nie wyobrażam sobie życia bez tego typu lakierów na swoich paznokciach. Chętnie rozglądam się za nowymi produktami i próbuję się doszkalać. Ostatnio miałam okazję przetestować trzy lakiery hybrydowe od NC Nails Company / www.nailscompany.eu w których z miejsca się zakochałam...

 

Z oferty, przebogatej, wybrałam sobie trzy produkty. Powiem wam, że zwyczajnie ciężko mi było skusić się na konkretny lakier, ponieważ jest ich tak dużo, iż nie sposób podjąć decyzję w kilka minut.  



Z góry przepraszam was za przekłamane nieco kolorki, które pokażę wam na poniższych zdjęciach. Mój aparat swoje lata świetności ma już za sobą. Na szczęście na stronie internetowej Nails Comapny, widnieją produkty wraz z ich dokładnie odwzorowaną barwą. Jak zwykle podlinkuje wam konkretne kosmetyki, więc nie musicie zbytnio szperać i tracić cennego czasu. 












Zacznę więc może od kwestii technicznych. Lakiery mają pojemność 6 ml, czyli jak dla mnie, nie są one ani za duże, ani zbyt małe. Kosztują 29.90 zł. Ich buteleczki przypadły mi do gustu. Nazwa danego produktu jest widoczna, a dodatkowo "ozdobiona" danym kolorem. Oczywiście na stronie Nails Company macie wszystko. Są tam nawet stopnie krycia danego produktu, poziom trudności, a także czas utwardzania lakieru pod lampą (UV, LED)

Jeśli chodzi o pędzelek, to spełnia on moje wymagania. Jako osoba, która dopiero się uczy, doceniłam jego odpowiednią długość i szerokość. Uwierzcie mi, takim pędzelkiem trudno jest zalać skórki i sprawić, by manicure po prostu się nie udał. Oczywiście musicie pamiętać o odpowiedniej bazie i topie. Ja miałam "swoje", lecz na stronie Nails Company znajdziecie te należące do niniejszej marki. Zachęcam więc do rozejrzenia się w sklepie...

Zdecydowałam się na trzy, totalnie różne kolorki, których akurat bardzo mi brakowało. Pierwszy jest bardzo elegancki, przeznaczony raczej na wieczorowy manicure. Przepiękna, krwista czerwień na paznokciach wygląda idealnie. Do tego lakier ma w sobie mnóstwo połyskujących drobinek, które w świetle pokazują co potrafią. Sugar Baby to już zupełnie inna bajka. To lakier odpowiedni do codziennych stylizacji: do pracy, szkoły itp. Nie rzuca się w oczy, a jednocześnie na paznokciach wygląda nienagannie i elegancko. Bardzo polubiłam ten kolorek i w sumie często po niego sięgam. No i jest jeszcze Spring Violet - coś mocniejszego, ale nie przesadzonego. Fajnie wygląda w połączeniu właśnie z tym Sugar Baby. Oczywiście warto kombinować z kolorkami i po prostu bawić się nimi do woli.


 Z trwałości lakierów jestem mega zadowolona. Dwa, a nawet trzy tygodnie prezentują się na paznokciach fantastycznie. Nie odpryskują, nie odchodzą płatami. Naturalnie bardzo ważny jest sposób ich nakładania. Lepiej aplikować lakier oszczędniej, niż zbierać potem jego nadmiar. Hybryda NC schodzi bez problemu, nie niszcząc paznokci. Z tych produktów jestem bardzo zadowolona i mogę je wam polecić z czystym sumieniem. 

piątek, 2 listopada 2018

Moje nowości Yankee Candle ze sklepu e-fryzjernia.pl

Moje nowości Yankee Candle ze sklepu e-fryzjernia.pl
Bez świec nie wyobrażam sobie życia. Mam w domu pokaźną kolekcję, głównie zapachowych maleństw, lecz ciągle rozglądam się za nowymi egzemplarzami. Akurat mamy taką porę, gdzie palenie świec wydaje się być idealną formą uzupełnienia klimatu pomieszczenia. Nie ma nic lepszego od dobrej książki, smacznej kawy i palącej się świecy. Jakie lubię najbardziej? Oczywiście te marki Yankee Candle. Ogromny wybór świec tejże firmy znajdziecie w sklepie e-fryzjernia.pl Dziś pokażę wam trzy zapachowe maleństwa, które przetestowałam z największą przyjemnością. 

 







W pierwszej kolejności zabrałam się za odpalanie małej świecy Yankee Candle. Muszę wam wyznać, że zdecydowanie z całej oferty marki najbardziej lubię woski, aczkolwiek świece wyglądają ładniej i spełniają w związku z tym funkcję dekoracyjną. 

Grube szkło i elegancka forma słoiczka, nadają całości ciekawy, niebanalny wygląd. Sporo firm małpuje te słoiczki, ale YC wyróżnia oczywiście napis na szczycie zatyczki, no i naturalnie, przy bliższym poznaniu, opakowanie naprawdę wygląda inaczej. Etykietka też zachęca do przetestowania świecy i niejako uprzedza nas o tym, czego możemy się spodziewać po odpaleniu produktu.

 Ja miałam przyjemność poznać świecę o zapachu świeżo ściętych róż. Za różanym zapachem nie szaleję, ponieważ kojarzy mi się on raczej z szafą babci, ale w tym przypadku aromat róży przypadł mi do gustu. Jest mega świeży, naturalny i pozbawiony chemicznych nut. Utrzymuje się w pomieszczeniu przez długi czas, nawet wtedy, gdy świeca jest już zgaszona. Jeśli chodzi o sprawy czysto techniczne, to produkt wypala się równomiernie, nie tuneluje i nie kopci. Maleństwo o nazwie Fresh Cut Roses oczywiście polecam. 





Tutaj mam takie maleństwa. Są to samplerki, czyli coś większego niż wosk, a mniejszego od świecy. Też lubię te produkty, bo zanim kupię dużą świecę danego zapachu, mogę sobie na samplerze sprawdzić, jak faktycznie pachnie. Oczywiście z intensywnością sampler - świeca bywa różnie, więc sami musicie wypraktykować swój system ;) 

Samplery mają różne kolory, często nawiązujące do samego zapachu. Są zapakowane tylko w folię, więc musicie mieć dla nich odpowiedni świecznik, który pozwoliłby się im rozlać równomiernie. Wbrew pozorom, samplery palą się dosyć długo i dają naprawdę mocny zapach. 

Pierwszy sampler, Vanilla Lime, to połączenie słodkich i orzeźwiających nut. Gdybyśmy mieli tutaj samą wanilię, to mogłabym nie wytrzymać od przesytu słodyczy, a tak wszystko zostało zrównoważone świeżą, egzotyczną limonką. Bardzo lubię takie nieoczywiste połączenia. Shea Butter jest nieco słodszy od poprzedniej świeczuszki, niemniej, nie do przesady. W całej kompozycji mamy bowiem jeszcze nutki kwiatowe i owocowe, które skutecznie niwelują zbytnią słodycz samplera. Obydwa produkty wypalają się równomiernie, nie kopcą, nie porażają chemicznymi naleciałościami. Jestem z nich bardzo zadowolona.

środa, 31 października 2018

Indyjski olej pod prysznic ze sklepu e-fryzjernia.pl

Indyjski olej pod prysznic ze sklepu e-fryzjernia.pl
Było już o kosmetykach do włosów, w sumie całkiem sporo, więc przyszedł czas na zaprezentowanie wam troszkę innych produktów. To tak, żeby zbytnio was nie zanudzać. Dziś chciałam zaprezentować kosmetyk pod prysznic. Znajdziecie go w sklepie e-fryzjernia.pl Jest to mój, żeby nie skłamać, chyba drugi specyfik marki Ecolab. Przetestowałam go szybko, bez odkładania na później, chociaż nie do końca byłam do niego przekonana. Dlaczego? O tym zaraz się dowiecie.

 





Od producenta:


Skład:


Pojemność: 250 ml
Cena: 11.50 zł do kupienia tutaj
Moja opinia:
Jeśli chodzi o oleje, to mam do nich różne podejście. Bo przykładowo, do pielęgnacji włosów uwielbiam używać olejów. Oczywiście nie każdego dnia, a tylko okazjonalnie, w ramach wzmocnienia pasm. Natomiast oleje służące do pielęgnacji ciała nigdy mnie nie przekonywały. Raz miałam niemiłe spotkanie z pewnym olejowym specyfikiem, ale nie chcę tutaj rozwodzić się na ten temat. Dlatego do olejów do ciała podchodzę z odrobiną niepewności. Jednak tym razem zaryzykowałam...

Kosmetyk od Ecolab przekonał mnie do siebie głównie swą konsystencją. Nie mamy tutaj tradycyjnego, oleistego specyfiku, a coś na podobieństwo jogurtu, gęstszego żelu pod prysznic. Naprawdę świetnie to wygląda i rewelacyjnie sprawdza się pod prysznicem. Kosmetyk nie spływa z dłoni i ciała i pieni się w stopniu idealnym. 

Ten niepozorny, ale jakże intrygujący produkt, zapakowano w schludną, ładną i poręczną buteleczkę z dozownikiem typu "press". Nie mam więc żadnych problemów z użytkowaniem oleju pod prysznicem, kiedy mam niewiele czasu. W wannie to już inna sprawa, ale i w tym przypadku odpowiednia forma opakowania oleju zdaje egzamin na ocenę celującą. Zapach - mistrzostwo świata! Mega świeży, odprężający i odświeżający. Na skórze nie pozostaje zbyt długo, lecz od tego mam przecież balsamy, czy masła. 

Olej pod prysznic ma działać odmładzająco, ale jak się pewnie same domyślacie, nie jestem w stanie to potwierdzić po zużyciu np. jednej buteleczki kosmetyku. Skupiłam się więc na innym działaniu produktu. Olej znakomicie nawilża, odżywia i zmiękcza ciało. Co najważniejsze, nie pozostawia tłustej, lepkiej warstwy, której pewnie nie byłabym skłonna zaakceptować. Ma naprawdę ciekawy skład, więc warto zwrócić na niego szczególną uwagę. Nie kosztuje wiele, także zachęcam do testowania!

poniedziałek, 29 października 2018

Rosyjskie kosmetyki do włosów ze sklepu e-fryzjernia.pl

Rosyjskie kosmetyki do włosów ze sklepu e-fryzjernia.pl
Kto do mnie zagląda ten wie, że szczególną sympatią obdarzyłam kosmetyki do włosów. Bardzo lubię stosować, testować produkty tego typu, więc tym chętniej rozglądam się za nimi w drogeriach, czy sklepach internetowych. Moim ulubionym miejscem z takimi perełkami, jest sklep e-fryzjernia.pl o którym opowiadałam wam już wielokrotnie. Jednak stamtąd ostatnio trafiły do mnie dwa wspaniałe produkty o których muszę wam koniecznie opowiedzieć. Postanowiłam nie prezentować ich w osobnej recenzji, ponieważ kosmetyki te są niejako ze sobą związane, więc nie widzę sensu ich szczególnego podziału. Mnie zachwyciły!





Od producenta:


Skład:
Aqua, SodiumLaureth Sulfate, Cocamidopropyl, Betain, Cocamide DEA, Sodium Chloride, Sodium Styrene/Acrylates Copolimer, Polyquaternium-10, Parfum,Saponaria Officinalis Root Extract, Acorus Calamus Root Extract, LinumSeed Oil, Citric Acid, Keratin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone
Pojemność: 300 ml
Cena: 7.60 zł do kupienia tutaj 
Moja opinia:
Jak więc pewnie zdążyłyście zauważyć, mam tutaj kosmetyk rosyjski, a dokładniej rzecz ujmując, produkt pochodzący z linii od babci Agafii. W sumie tym razem jest to apteczka Agafii, ale wiecie mniej więcej o co mi chodzi. Te produkty były i w sumie nadal są bardzo popularne w blogosferze. Duża grupa kobiet naprawdę polubiła te kosmetyki, które faktycznie działają i mają dobre składy. Ja może niespecjalnie szaleję za specyfikami do włosów np. bez grama alkoholu, ale od czasu do czasu funduję im odpoczynek od chemii.

Gdy kończą się wakacje, późne lato, wczesną jesienią moje włosy lubią wypadać. Zwykle bagatelizowałam ten kłopot i tyle. Jednak w tym sezonie postanowiłam wzmocnić czuprynę, ofiarowując jej między innymi taki szampon. Szampon dermatologiczny - brzmi świetnie! Kosmetyk zamknięto w niewielkiej, pękatej buteleczce ze zwyczajną zakrętką. W środku nie macie mniejszej dziurki, więc trzeba uważać podczas nalewania szamponu na dłoń, by po prostu nie wylać go zbyt dużo. 

Szampon jest bardzo "treściwy", odpowiednio gęsty, więc na jeden raz, nawet na dłuższe włosy, nie potrzeba go zbyt wiele. Ma lekko zielonkawy kolorek, dobrze się pieni i pachnie mega świeżo i orzeźwiająco. Ten zapach jest naprawdę długo wyczuwalny, co bardzo mnie ucieszyło.

Szampon używałam praktycznie codziennie, przy każdym myciu głowy. Produkt wspaniale oczyszcza włosy, skalp, nie wysusza, nie obciąża czupryny, nie sprawia żadnych problemów, jeśli chodzi o splątanie pasm, ich dodatkowe napuszenie. Faktycznie wzmacnia włosy, chociaż w moim przypadku, na ekstra efekt muszę jeszcze poczekać. Najważniejsze jest jednak to, że podczas czesania, na szczotce zauważyłam zdecydowanie mniej włosów. Znaczy się, że szampon działa!





Od producenta:

Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Panax Ginseng Root Extract (ekstrakt korzenia dalekowschodniego żeń-szenia), Pulmonaria Officinalis Extract (miodunka plamista), Scilla Sibirica Extract (cebulica syberyjska), Organic Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil (organiczny olej białego lnu), Organic Lichen Islandicus Extract (organiczny ekstrakt islandzkiego mchu), Phyllodoce Caerulea Extract (wrzos islandzki), Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum, Caramel, Citric Acid.
Pojemność: 100 ml
Cena: 3.20 zł do kupienia tutaj
Moja opinia: 
Nie po raz pierwszy saszetkowy produkt od Babuszki Agafii znalazł się w mojej łazience. Jestem zachwycona, po raz enty, formą opakowania. Saszetka ma akuratną pojemność - nie za dużą, nie za małą. Wystarczy na kilka użyć, a jednocześnie resztki nie będą nam zalegały w łazience. Z maskami u mnie właśnie bywa ciężko. Większej części produktów o dużej pojemności nie jestem w stanie zużyć. Oczywiście inaczej sprawa wygląda z odżywkami, czy szamponem. Tutaj jeszcze możemy sobie wszystko fajnie przechowywać - saszetka jest zakręcana. Super sprawa!

Maska posiada lekko pomarańczowy kolor, bardzo przyjemny, świeży, nieco pudrowy zapach i genialną wręcz strukturę. Nie spływa z dłoni i włosów, a za każdym razem zużywam jej dosłownie odrobinę. To w zupełności mi wystarcza, ponieważ maski nie nakładam tak obficie, jak np. standardowej odżywki. 

Jeśli chodzi o działanie, to ta maska jest naprawdę mistrzem. Używam jej raz, góra dwa razy w tygodniu i jestem nią zachwycona. Maska wspaniale odżywia, nawilża włosy, nadaje im niesamowitego blasku, miękkości, elastyczności. Czupryna wygląda świetnie - włosy się nie elektryzują, nie plączą. Nie mam też żadnych kłopotów z ich rozczesaniem. A to wszystko za 3.20 zł! Można?

A wy znacie, lubicie rosyjskie kosmetyki?

środa, 24 października 2018

Program Dove Self-Esteem

Program Dove Self-Esteem
Jak dziś pamiętam dzień, który wrył się głęboko w moją psychikę i sprawił, że nie potrafiłam spojrzeć na siebie przychylnym okiem. Nie chce tutaj zdradzać zbyt wiele, gdyż są to osobiste dylematy, lecz wierzcie mi, być może nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak jednym słowem można zranić drugiego człowieka. Jak można sprawić, by druga osoba nie mogła znaleźć chociaż jednej, jedynej zalety, kiedy patrzy na siebie w lustrze. To okropne, a jednak prawdziwe...

Wyobraźcie sobie, że na świecie aż 59% dziewczynek ma bardzo niską samoocenę. W Polsce to już ponad 80%, a problem ten dotyka głównie nastolatków. Marka Dove postanowiła tego tak nie zostawiać! Odpowiedzią na problem niskiej samooceny wśród młodych, jest program Dove Self-Esteem - Budowanie pozytywnej samooceny. To polska odpowiedź na światową akcję, która miała swoje źródło w roku 2004. Teraz program dotarł do Polski, a patronat nad nim objął nawet Rzecznik Praw Dziecka.

Niska samoocena, niesie ze sobą mnóstwo poważnych problemów. Dzisiejsze gwiazdy, które nastolatka ogląda w telewizji, na stronach internetowych, wyglądają nienagannie. Są wspaniale wystylizowane o idealnych kształtach itp. Media wywierają swego rodzaju presję, kreują człowieka idealnego, który w realu wcale nie jest tak fantastyczny. Nie myślcie sobie, że ta piękna gwiazdka ze szklanego ekranu nie ma problemów, zmartwień, doła. Ona też ma słabsze dni, tylko my o tym zwyczajnie nie mamy pojęcia. A może tylko nie chcemy o tym wiedzieć? Może sami się umartwiamy, nie potrafimy cieszyć się z drobiazgów? Nastolatkowi jest jeszcze ciężej niż dorosłemu...

Niska samoocena tkwi później w tym młodym człowieku, rośnie wraz z nim i tak zanim się obejrzymy, towarzyszy nam w dorosłym życiu. Niska samoocena, to jednocześnie brak pewności siebie. Cierpią na tym relację międzyludzkie, gdyż taka osoba nie potrafi nawiązać porozumienia z drugim człowiekiem, wstydzi się pisnąć nawet słówko, a o wyrażeniu swojego zdania nie wspominając. Tych przykrych konsekwencji jest cała masa i dlatego program marki Dove należy rozpowszechniać, wspierać i polecać każdemu, a w szczególności młodym.


Tak jak wspominałam, w Polsce program Dove Self-Esteem będzie realizowany pod skrzydłami Rzecznika Praw Dziecka w oparciu o bezpłatne materiały szkoleniowe typu warsztaty dla uczniów i specjalne szkolenia dla nauczycieli, realizowane przez Eksperta Programu Marię Rotkiel. Projekt kierowany jest w stronę uczniów klas IV-VIII, oraz oczywiście nauczycieli. Udział w projekcie zostanie potwierdzony odpowiednim certyfikatem.

To kolejna wspaniała kampania marki Dove, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Problem jest poważny, a sama mogłam go doświadczyć. Niestety za moich szczenięcych lat nikt o tym głośno nie mówił. Dziś przed młodymi szansa na rozprawienie się z kłopotem. Nastolatek wreszcie może stać się pewnym siebie człowiekiem. Więcej informacji znajdziecie tutaj:

niedziela, 7 października 2018

Dove Nutritive Solutions Volume Lift - szampon i odżywka

Dove Nutritive Solutions Volume Lift - szampon i odżywka
Chyba większość z was marzy o włosach lśniących i pełnych objętości. Niestety nie każda kobieta może się takimi pochwalić. Wtedy jedyny ratunek w kosmetykach - tych do pielęgnacji i tych do stylizacji. Ja akurat w produktach do stylizacji nie pokładam wielkich nadziei gdyż wiem, że tego typu specyfiki nie przyniosą mi trwałego efektu. Większym zaufaniem obdarzam kosmetyki do pielęgnacji. I dziś chciałam wam przedstawić taki duecik, który pozwoli uzyskać prawdziwą burzę loków na głowie :) Mowa o produktach marki Dove!




Mamy tutaj dwa kosmetyki Dove Nutritive Solutions Volume Lift. Produkty zostały stworzone z myślą o włosach cienkich, pozbawionych objętości. Ja akurat przy skórze głowy zawsze mam problem z uniesieniem pasm, natomiast na końcówkach, sytuacja wygląda nieco lepiej. Niemniej, obydwa produkty miały naprawdę niezłe pole do popisu...



Oczywiście w pierwszej kolejności przetestowałam szampon - bo jakżeby inaczej. Kosmetyk niezbędny w mojej łazience. W sumie nigdy nie byłam wybredna i wierna, jeśli chodzi o szampony, ale teraz wiem, że ten pozostanie ze mną na dłużej. Nie dość, że wygląda naprawdę fajnie (ma uroczą buteleczkę), to i działa jak trzeba. Szampon pachnie bardzo delikatnie i przyjemnie. Posiada odpowiednio gęstą konsystencję, nie spływa z dłoni i włosów, dobrze się pieni. Kosmetyk wspaniale oczyszcza włosy i skórę głowy. Przygotowuje pasma do aplikacji kolejnego specyfiku pielęgnacyjnego. Można go używać codziennie, bez obaw o podrażnienia, czy wysuszenie skalpu. 



Dalej mamy odżywkę w której jestem zakochana po uszy. Kosmetyk pachnie nieco bardziej intensywnie niż szampon, lecz również mega przyjemnie i zachęcająco. Odżywka jest dosyć gęsta i wcale nie trzeba jej dużo przy użyciu na jeden raz. Bezproblemowo się spłukuje, nie obciąża włosów, nie powoduje ich szybszego przetłuszczania się, co zwykle dotyka mnie po użyciu odżywki. Ta jest naprawdę skuteczna i moja czupryna bardzo ją polubiła. 

Duet Dove Nutritive Solutions Volume Lift sprawił, że moje pasma są w stu procentach nawilżone, wspaniale odbite od skóry głowy, uniesione, miękkie, błyszczące, ale nie napuszone. Nie mam jakichkolwiek problemów z ich rozczesaniem, nawet na końcach. Teraz mogę tylko zaplatać boho warkocze i kombinować z naturalnymi lokami. A to wszystko bez użycia pianki, lakieru, czy lokówki.

niedziela, 30 września 2018

Dove, peeling z orzechami macadamia - nowość!

Dove, peeling z orzechami macadamia - nowość!
Nie wiem jak dla was, ale dla mnie kąpiel jest czymś wyjątkowym. To nie tylko oczyszczanie ciała, lecz również forma relaksu. Nie ma nic lepszego od leżenia w wannie, w ogromie puchatej piany i zapominanie o wszystkim złym, nieprzyjemnym, co wydarzyło się danego dnia. 
Jeśli chodzi o kosmetyki do kąpieli, to lubię eksperymentować, co można zauważyć po postach na moim blogu ;) Jednak w przypadku peelingów, nie popadam w przesadę i zwykle mam w łazience swojego ulubieńca. Ten, który gościł u mnie przez długi czas, został totalnie "pobity", spadł nawet na drugie miejsce w rankingu. Jego miejsce zajęła nowość od marki Dove.  

DOVE, PIELĘGNUJĄCY PEELING POD PRYSZNIC Z DROBINKAMI ORZECHÓW MACADAMIA I  MLEKIEM RYŻOWYM

  

Skład:

Pojemność: 225 ml
Cena: ok. 24.99 zł 
Moja opinia: 
Do peelingów jestem przyzwyczajona. Kilka lat temu nie było mi trzeba takiego kosmetyku, mógłby nawet dla mnie nie istnieć. Doceniłam i nadal doceniam działanie takiego produktu. Tak jak wspominałam wam na samym początku, miałam swój ulubiony peeling, który stosowałam namiętnie już od dłuższego czasu. Jednak po pewnym czasie, po prostu mi się znudził. Miałam nawet wrażenie, że już nie działał tak, jak na samym początku. Może moja skóra się do niego przyzwyczaiła? Nie wiem... Wiedziałam jednak jedno - potrzebuję nowego peelingu do ciała i to natychmiast! I tak na szczęście w moje ręce wpadła nowość od Dove.

Mamy tutaj peeling, który przekonał mnie do siebie swoim przepięknym opakowaniem. Oczywiście nie tylko, ale na samym początku, to właśnie na słoiczek zwróciłam swój wzrok. Przyznajcie, czy nie wygląda uroczo? W ogóle ja ubóstwiam peelingi w słoiczkach. Wtedy nie mam żadnych problemów z wydobyciem kosmetyku z opakowania. Nie muszę silić się z tubką, wyciskać mocno często zbity produkt... Tutaj nie ma takich dylematów. Oczywiście zakręcanie słoiczka nie należy do najłatwiejszych, gdy człowiek ma mokre ręce, ale do wszystkiego idzie się przyzwyczaić. 

Do wyboru macie aż trzy warianty peelingów Dove:

- z drobinkami orzechów macadamia i mlekiem ryżowym (mój)
- z pestkami granatu i masłem shea
- z nasionami kiwi i chłodzącym aloesem

Peeling ma aż 225 ml i kosztuje ok. 25 zł. Z racji tego, że ma wprost bajecznie gęstą, niezbyt zbitą i niezbyt luźną strukturę, należy do kosmetyków wydajnych. Nigdy wcześniej nie miałam peelingu o takiej konsystencji. To kremowy mus, idealnie współpracujący ze skórą. Zapach? Mistrzostwo świata! W kompozycji aromatycznej, na pierwszy plan wybijają się słodkie, upajające nuty. Zapach jest kuszący, mega odprężający, otulający. Wprost wymarzony na jesień i zimę.


 Jestem zwolenniczką stosowania peelingu dwa razy w tygodniu i tak też czynię. Niby producent zaleca używanie kosmetyku nawet 3-4 razy, aczkolwiek ja takiego rozwiązania nie potrzebuję. Mojej skórze w zupełności wystarczają dwie sesje w towarzystwie nowości od Dove. Dzięki temu peelingowi, ciało zachowuje się nienagannie ;) Skóra odzyskała zdrowy kolor, nie jest wysuszona, szorstka, a miła w dotyku, idealnie oczyszczona i co najważniejsze, rewelacyjnie nawilżona. Tak, bo ten peeling ma także działanie nawilżające. Po jego użyciu, nie muszę więc sięgać po odżywczy balsam, bo sam radzi sobie na tym polu po prostu doskonale. Nie pozostaje mi nic innego, jak gorąco zachęcić was do wypróbowania nowych peelingów marki Dove. Będziecie zachwycone!
Copyright © 2016 To co kobieta lubi najbardziej... , Blogger